"Śmierć królów" - Bernard Cornwell


Data wydania: 05.06.2019
Tytuł oryginału: Death of Kngs
Tłumacz: Anna Dobrzańska
ISBN: 978-83-7515-560-0
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 448
Cena: 54,90
Cykl: Wojny wikingów #6



Śmiało mogę napisać, że ponad połowa sagi Wojny wikingów za mną! A dodatkowo muszę przyznać, że każdy z przeczytanych przeze mnie tomów wywarł na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie, bowiem Bernard Cornwell to po prostu mistrz powieści historycznej. Przynajmniej dla mnie. Chociaż widząc zapowiedź tego cyklu liczyłam na większą dawkę wikingów, bo przepadam za tymi klimatami, to mimo wszystko doceniam wszelkie wydarzenia, których świadkiem się stałam. I owszem, wikingów tutaj nie brakuje, ale jednak perspektywa należy do kogoś innego – do Uhtreda, który działa w imieniu króla Alfreda, ale mimo wszystko ma w sobie cząstkę duszy Duńczyka!

Śmierć królów to dosyć adekwatny tytuł do tego, co dzieje się w tej części. Chociaż czytelnik od początku podejrzewa, że którymś momencie dojdzie do śmierci jednej z bardziej istotnych postaci, a może i nawet więcej niż jednej – bo w końcu chwilami słowo „król” może stanowić zaledwie metaforę, to mimo wszystko wszelkie działania podejmowane przez Uhtreda i sposób prowadzenia akcji są dosyć nieprzewidywalne.  Tak naprawdę zawsze zastanawiam się, po której ostatecznie stronie stanie główny bohater – to ten typ, którego ciężko rozgryźć, ale okazuje się, że chwilami walka nie rozgrywa się już tylko na polu Anglicy kontra Duńczycy.



Uhtred po raz kolejny otrzymuje do wykonania trudną misję od króla Alfreda oraz jego syna Edwarda. Ma wynegocjować odpowiednie warunki sojuszu między Anglią Wschodnią a Wessexem – nikt się jednak nie spodziewa, że propozycja, która wyszła od króla Eohrica jest czystym podstępem. Uhtred zdążył narobić sobie wielu wrogów, a jego sława dotarła do wielu zakątków świata – jest on chodzącym zagrożeniem i nie jeden próbuje znaleźć sposób na to, aby się go ostatecznie pozbyć. Jednak bogowie najwyraźniej robią wszystko, aby utrzymać go przy życiu. Jednak bohater dobrze wie, że przyjdzie mu stoczyć jeszcze wiele bitew…

W trakcie lektury tego tomu zaczął do mnie docierać fakt, jak bardzo wszystko uległo zmianie w tej historii – jak daleko już zaszliśmy, jak pozmieniały się granice państw, cele wojenne, bohaterowie. Bernard Cornwell w bardzo subtelny sposób daje czytelnikowi do zrozumienia, że wszystko może ulec zmianie, że wiatr w każdej chwili może się odwrócić, a zmiana jest rzeczą nieuniknioną – niezależnie od tego, w którą stronę zmierza. Można by rzec, że poszczególne bitwy prowadzą do swego rodzaju rozwoju i postępu, Duńczycy zasiedlają nowe ziemie i zmieniają religię, a co robią Anglicy? Pałają nienawiścią do swoich krewnych i robią wszystko, aby zdobyć władzę. Żądza władzy została dosyć mocno uwydatniona w tym tomie, to muszę przyznać.



Być może w to nie uwierzycie, ale nawet po sześciu tomach spędzonych z Uhtredem, napisanych z jego perspektywy, wciąż pozostaje on dla mnie tajemnicą! Owszem, zdołałam poznać jego silne strony czy niektóre z cech charakteru, znam historię jego życia, ale czy całkowicie wniknęłam do jego umysłu? Nie! I to jest właśnie ogromna zaleta tej sagi – ciężko przewidzieć, jaką decyzję podejmie główny bohater, co zrobi w następnej kolejności, gdzie się skieruje. Cornwell genialnie to rozegrał, a jest też mistrzem w opisywaniu starć wojennych i pojedynków. Dodatkowo należy mieć na uwadze, że naprawdę zadbał o odpowiedni klimat dawnych czasów, dając nam tym samym naprawdę wspaniały obraz konfliktu pomiędzy Anglikami a Duńczykami, ale i nie tylko.

Jeżeli jeszcze nie zdołaliście się zapoznać z twórczością Cornwella to pora to zmienić. Wydaje mi się, że nawet osoby nie do końca przekonane do powieści historycznych będą potrafiły się tutaj odnaleźć i dostrzec kunszt autora. To znakomita saga, która urzekła mnie już jakiś czas temu i jestem przekonana, że to uczucie nie przeminie.



Za egzemplarz dziękuję wydawcy.

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...