Data wydania: 15.05.2019
Tytuł oryginału: The Burning Land
Tłumacz: Mateusz Pyziak
ISBN: 978-83-7515-531-0
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 584
Cena: 54,90 zł
Cykl: Wojny Wikingów #5
Cykl: Wojny Wikingów #5
Historia Uhreda z Bebbanburga zajęła już specjalne miejsce w
moim sercu, a cała saga otrzymała własną, wyjątkowo półkę w domowej
biblioteczce. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Otwarte wykonało kawał dobrej
roboty z tym wznowieniem – jednolita szata graficzna prezentuje się naprawdę genialnie,
choć znaleźliby się pewnie i tacy, którzy stwierdziliby, że okładki są nijakie,
pozbawione wyrazu. Dla mnie są idealnie dopasowane do klimatu powieści –
konkretne i nieco surowe, bez zbędnych upiększeń. A poza tym, ta seria wygrywa
tym, co ze sobą niesie – niezależnie od okładek.
Duńczycy wciąż stanowią zagrożenie dla Anglików – kolejni
wikingowie przybywają do wybrzeży Wessex, ale król Alfred nie daje za wygraną.
Chociaż jarl Haesten przywiódł na jego ziemie osiemdziesiąt okrętów, a kilka
tysięcy wikingów pod wodzą Haralda Krwawowłosego pustoszy Kent, Anglia się nie
poddaje i wciąż walczy, a przynajmniej stara się nawiązać porozumienie i dojść
do ugody. Król Alfred wysyła naprzeciw swojego najlepszego wojownika, Uhtreda –
choć ten rwie się do krwawych potyczek, to jednak z jarlem Haestenem ma
wypracować konsensus zadowalający obie strony. Ale nie dotyczy to Haralda i
jego armii, z czego Uhtred ogromnie się cieszy…
Uhtred wciąż walczy dla króla Alfreda, choć coraz częściej
da się zauważyć, że robi to tylko i wyłącznie ze względu na złożoną mu
przysięgę. Główny bohater jest człowiekiem honorowym, to znakomity strateg, ale
widać, że nie pała on miłością do swojego władcy. Niejednokrotnie odnosiłam
wrażenie, że Alfred jedynie go wykorzystuje i zrobi wszystko, aby utrzymać go w
swoich szeregach, nawet po swojej śmierci. Mimo tego sprytny Uhtred nie daje
się podejść! W jego żyłach prawdopodobnie płynie więcej krwi wikingów, chociaż
potrafi śmiało wystąpić przeciwko nim. Wyjątek zawsze stanowił jego przyrodni
brat, Ragnar Ragnarson.
W piątym tomie sagi mocno uwydatnione zostały konflikty
zbrojne i polityczne. Pojawia się tutaj sporo scen batalistycznych, chyba
najwięcej jak do tej pory, a przynajmniej ja odczułam je bardzo intensywnie w
trakcie lektury – jakby faktycznie cała ta powieść była polem bitwy i nie
dawała ani chwili wytchnienia. Nie ma w tym nic złego, bowiem Bernard Cornwell
potrafi znakomicie je opisywać, a jego styl bywa na swój sposób urzekający –
przepadam za powieściami historycznymi, które są napisane w tak lekki, a
zarazem dojrzały sposób. To niecodzienna sytuacja, ale Cornwell ma naprawdę
lekkie pióro, a dodatkowo każdy krok i decyzja podejmowana przez bohaterów są w
pełni przemyślane – dlatego całość jest bardzo logiczna i odpowiednio skonstruowana.
Płonące ziemie
charakteryzują się naprawdę wartką akcją i niesamowicie plastycznymi opisami
scen bitew. Podobnie jak w poprzednich tomach, rozgrywające się tutaj
wydarzenia poznajemy z perspektywy Uhtreda, który liczy już sobie jakieś 36 lat
– choć jak sam przyznaje, cud, że dożył takiego wieku przy tym trybie życia.
Mimo wszystko wciąż jest pełen werwy, zawsze jest gotów do walki, nie brakuje
mu sprytu czy inteligencji, a także sarkastycznego humoru. A to wszystko
ogromnie mu się przydaje na polu bitwy, bowiem pojawia się tutaj sporo
spektakularnych pojedynków, niejednokrotnie mam do czynienia z bitewnym szałem
i zamętem, a przecież przeciwnik jest równie podstępny i sprytny!
Zdecydowanie jest to znakomita kontynuacja losów Uhtreda z
Bebbanburga, mocno zachęcająca do zgłębiania kolejnych jego przygód. Bernard
Cornwell zna się na rzeczy i tworzy naprawdę znakomite opowieści, które
porywają czytelnika. Dodatkowo wzbogaca on swoje książki o różne fakty
historyczne, szeroko wyjaśnia wszelkie nazwy geograficzne, a mapka czy też
drzewo genealogiczne królów Wessexu stanowią całkiem miły dodatek w tej
książce. To naprawdę rewelacyjna historia!