Tytuł oryginału: Wilde Lake
Tłumacz: Marcin Wróbel
ISBN: 978-83-65973-55-9
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 368
Cena: 37,90 zł
Choć do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z
twórczością Laury Lippman, to jednak jej nazwisko niejednokrotnie przewijało mi
się przed oczami. Moje spojrzenie zatrzymało się w końcu na dłużej przy jej
najnowszej powieści wydanej w Polsce, Coraz
głębiej (tutaj). Mroczna i klimatyczna okładka, tytuł zwiastujący coś mocnego i
konkretnego, zgłębianie tajemnic i sekretów. I o ile faktycznie mamy tutaj do
czynienia z dosyć mocnym nawiązaniem do zagadek i niedopowiedzeń z przeszłości,
to mimo wszystko nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tą powieścią.
Narracja biegnie tutaj dwutorowo, jedna z nich skupia się na
teraźniejszych wydarzeniach, w których główna bohaterka, prokurator Louisa
Brant, otrzymuje kontrowersyjną sprawę. Gdy zaczyna ją badać, okazuje się, że
ma ono sporo wspólnego z jej przeszłością, a oskarżonym o popełnienie
morderstwa jest dawny przyjaciel jej brata. To sprawia, że Brant zaczyna
powracać do swojej przeszłości i dosyć mocno ją analizować. Zaczyna rozumieć
rzeczy, których wtedy nie dostrzegała. A wkrótce okaże się, że prawo, na którym
Louisa zawsze się opiera, może być zawodne. I czeka ją jedna z najtrudniejszych
decyzji w życiu.
Druga narracja dotyczy właśnie wydarzeń z przeszłości –
praktycznie od momentu, w którym Brant była naprawdę małą, zaledwie kilkuletnią
dziewczynką. Obie te perspektywy mają dać czytelnikowi pełen obraz sytuacji,
umożliwić mu zagłębianie się w badaną sprawę, odszukać być może drugie dno,
znaleźć punkt zaczepienia – jak wskazuje sam tytuł, docierać coraz głębiej.
Jednak czy jest tak na pewno? Ja osobiście nie poczułam zbyt wielkiej
fascynacji rozgrywającymi się tutaj wydarzeniami. Chyba nie do końca przypadł
mi do gustu pomysł na ambitną panią prokurator, której tych ambicji tak
naprawdę nie widziałam. Autorka z góry po prostu określiła, że Louisa Brant ma
taka być. Gdy mamy do czynienia z powieścią, w której pojawia się kwestia
morderstwa czy dochodzenia, to zdecydowanie bardziej przekonuje mnie poznawanie
takich wydarzeń z punktu widzenia śledczych czy detektywów. Praca prokuratora wygląda
inaczej.
Wątek kryminalny nie odgrywa tutaj najistotniejszej roli, na
przód zdecydowanie wychodzą wspomnienia głównej bohaterki, która i tak nie
zyskała mojej sympatii. Momentami była wręcz postacią bardzo irytującą, trudną
w odbiorze. Lippman mocno skupiła się na aspektach obyczajowych, za czym
osobiście też nie przepadam. Owszem, udało jej się wytworzyć swoistą atmosferę
ponurego powrotu do przeszłości, gdzieś tam przewija się analiza dawnych
wydarzeń, zrozumienie ich na nowo przez Brant, ale właściwie więcej momentów
było nużących, a nie interesujących.
W moim odczuciu książka ta wypada kiepsko jako kryminał, ale
na pewno porusza kilka ważnych tematów społecznych: rasizm, homoseksualizm,
rola kobiet, potencjalne epidemie. To chyba nieco bardziej historia o tym, jak
można zacząć na nowo analizować swoją przeszłość, jak odbiera się powyższe
tematy – kryminał gdzieś przepadł, ale motyw społeczno-obyczajowy ma się tutaj
dobrze. Problem polega na tym, że mnie ten motyw zazwyczaj nudzi, właściwie
nawet nie zazwyczaj, praktycznie zawsze… Nastawiałam się na mroczny i ponury
kryminał, a otrzymałam coś innego, w co nie mogłam się całkowicie „wgryźć”.