Data wydania: 16.10.2018
Tytuł oryginału: With the End in Mind (The D Word)
Tłumacz: Dariusz Rossowski
ISBN: 978-83-722-9777-8
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 384
Cena: 39,90 zł
Czy ludzie boją się śmierci? Czy może jednak samego procesu
umierania? Co ich tak naprawdę przeraża? Chwila, w której uleci z nich życie,
czy może jednak okoliczności, w których do tego dojdzie? Mówi się, że nikt nie
chce być wtedy sam. Nikt nie chce cierpieć, a jednak coraz częściej słyszymy,
że ktoś zmarł w wyniku choroby, a nie z przyczyn naturalnych. Ból, szpitale,
aura śmierci – to nie nastraja pozytywnie. I choć każdy z nas zdaje sobie
sprawę z tego, że życie przemija, to jednak lęk przed śmiercią jest bardzo
powszechny w naszym świecie. Czy da się to zmienić?
Doktor Kathryn Mannix, specjalista opieki paliatywnej, liczy
na to, że tak. Zastanawiacie się pewnie, czym jest owa opieka paliatywna… To
taka dziedzina medycyny, która zajmuje się pacjentami nieuleczalnie chorymi, u
których leczenie wiąże się tylko z polepszaniem jakości ostatnich chwil życia.
Pod taką opiekę trafiają osoby, które zdają sobie sprawę z tego, że śmierć
przyjdzie do nich szybciej niż do innych. Wyobrażacie sobie, jaką odporność
muszą mieć lekarze, którzy się tym zajmują? Jaką muszą mieć znieczulicę?
Momentami ciężko jest mi to sobie wyobrazić, choć czytałam już wiele zeznań
patologów czy lekarzy, którzy stwierdzali zgon. Ponoć pierwszy raz jest
najgorszy, a potem to już tylko rutyna…
Jaki jest jednak cel książki doktor Mannix? Ta kobieta ma w
swoim życiu misje – stara się uświadomić ludziom, że śmierć nie jest wcale taka
straszna, jak pokazują media. Że często jest spokojna, wygląda zupełnie
inaczej, niż sobie wyobrażamy. Ale to nie jest do końca prawda… Rozumiem, że
stara się ona wpłynąć na psychikę swoich pacjentów, ale mimo wszystko sama w
swojej książce opisała naprawdę tragiczne przypadki, gdzie śmierć była nagła i
bolesna. Ta pozycja to zbiór ludzkich historii, historii pozbawionych happy
endu, choć ponoć wszystko jest kwestią perspektywy. Nowotwory, choroby
genetyczne, nieuleczalne schorzenia… W takich przypadkach śmierć jest
wyzwoleniem, ale mimo wszystko nikt nie chce umierać w męczarniach, prawda?
Chciałabym napisać, że historie zawarte w tej książce są
pełne nadziei, ale zupełnie nie umiem tego odebrać w ten sposób. To śmierć na
śmierci, śmiercią przykryta, taka prawda. I chociaż autorka stara się naprawdę
pokazać, że nie jest to tak straszny proces, to mimo wszystko jest to po prostu
smutne. Wydaje mi się, że nie jest to książka dla każdego, bo nie każdy jest w
stanie znieść taką ilość smutku. Oczywiście to wspaniałe, że bohaterowie tej
książki mieli głębokie wsparcie rodziny, nie byli sami w ostatnich chwilach, że
Kathryn Mannix otaczała ich naprawdę wspaniałą opieką i dbała o ich psychikę,
ale co z tego, skoro prędzej czy później i tak odeszli? Plusem tego wszystkiego
może być chyba tylko to, że faktycznie dosyć często nie było to aż tak
przerażające, jak mogłoby się wydawać.
Ostatnie chwile to
książka smutna i emocjonalna. Niby nadzieja przeplata się tutaj ze smutkiem,
ale ja jednak w dużej mierze odczuwałam głównie ten drugi element. Ta lektura
jest przesycona chorobami, lękiem i smutkiem, dlatego zdecydowanie nie poleciłabym
jej osobom wrażliwym, skłonnym do depresji czy zbyt mocno przeżywających
historie innych. Ja sama posiadam sporą znieczulicę, a mimo wszystko musiałam
robić przerwy w czytaniu, bo miałam tego po prostu dosyć. I nie zrozumcie mnie
źle, to nie jest wada tej książki, nie chcę tego przedstawiać w taki sposób,
ale zdecydowanie trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest ona łatwa.