Data wydania: 31.07.2018
Tytuł oryginału: A Plague of Giants
Tłumacz: Maria Smulewska-Dziadosz
ISBN: 978-83-8062-310-1
Wymiary: 132 x 202 mm
Strony: 720
Cena: 49,90 zł
Seria: Siedem kenningów #1
Plaga olbrzymów to
jedna z bardziej przykuwających wzrok nowości wydawniczych i zarazem powieść
otwierająca nowy cykl autora bestsellerowej serii Kroniki Żelaznego Druida. Choć do tej pory nie miałam okazji
zaznajomić się z twórczością Kevina Hearne’a, to postanowiłam, że najwyższy
czas to zmienić. A skoro na rynku pojawiła się jego nowa książka, to czemu by
właśnie nie zacząć od niej?
Kevinowi Hearne’owi nie można odmówić pomysłowości. Ta
książka to rasowa fantastyka, w której mamy okazję poznać zupełnie nowy świat,
pełen niesamowitych bohaterów, zjawisk i stworzeń, choć z przykrością
stwierdzam, że nie byłam w stanie wczuć się odpowiednio w historię żadnego z
nich… Jednak zacznijmy od początku. Już po otwarciu książki otrzymujemy spis
poszczególnych postaci, z krótką notką o tym, jaką rolę pełnią w opowiadanej
przez autora historii… A właściwie to nie do końca autor je opowiada, a właśnie
jeden z bohaterów! A kto zrobiłby to lepiej niż bard? Fintant, raeleski bard
potrafi zmieniać postać i w ten sposób częstuje swoich słuchaczy niesamowitymi
opowieściami, które w jego wykonaniu są nad wyraz realistyczne. Pięknie snuje
opowieści, w których śledzimy losy pozostałych bohaterów. Mimo wszystko nawet
bard ma ograniczoną pojemność przechowywania historii, dlatego ktoś musi je
spisać… To zadanie przypadło w udziale Dervanowi, brynckiemu historykowi. Te
dwie postacie są bardzo neutralne i ich rola jest prosta – przekazanie czytelnikowi
tego, co pojawiło się w głowie autora.
Dalej pojawia się całkiem spore grono bohaterów, motyw walki
i pojedynków, poszukiwania swojej drogi, odwagi, honoru… Takie typowe elementy,
z którymi zazwyczaj spotykamy się w dopracowanych powieściach fantastycznych.
Gorin Mogen próbuje zapewnić swojemu ludowi bezpieczny dom, Tallynd du Bӧll
to morska wojowniczka, która musi stawić czoło inwazji olbrzymów, a Abhi to syn
myśliwych, który jednak posiada niesamowity dar komunikacji ze zwierzętami i
pragnie żyć innym życiem, niż zaplanował mu ojciec. A to zaledwie część
bohaterów, których historie mamy okazję poznać. W pewien sposób są one ze sobą
powiązane i chwilami się przenikają, ale jednak w dużej mierze skupiamy się na
ich osobistych rozterkach, o ile akurat dany rozdział obejmuje opowieści barda
na temat konkretnej postaci.
Nie ukrywam, że bohaterowie są naprawdę barwni i różnorodni,
a ich kreacja jak najbardziej w porządku, aczkolwiek nie mogę napisać, że
któryś z nich wyjątkowo przypadł mi do gustu. Znacznie łatwiej jest mi się
wczuć w daną powieść, gdy mogę wejść w skórę danego bohatera, w tym przypadku
mi się nie udało, chociaż to historia Abhiego najbardziej mnie zaciekawiła.
Mimo wszystko trzeba przyznać, że Kevin Hearne posiada niesamowity dar
pisarski. Stworzony przez niego świat jest dopracowany w każdym, nawet
najmniejszym szczególe. Stworzył on własną mitologię, własną historię,
nieprzewidywalną, na swój sposób wciągającą i chwilami dającą do myślenia.
Dodatkowo już sam tytuł pokazuje, że pojawi się tutaj mocna problematyka –
inwazja olbrzymów. Choć istoty te są znane w literaturze fantastycznej, to
jednak stanowią zazwyczaj tylko minimalny dodatek do całej historii, a tutaj są
realnym i poważnym zagrożeniem dla bohaterów oraz ich świata.
Ciekawym motywem są kenningi, których odnalezienie zapewnia
bohaterom dodatkowe umiejętności – to trochę jak zbieranie artefaktów w grze.
Autor jednak nie od razu wyjaśnia, czym są owe kenningi tylko stopniowo dawkuje
informacje, aby czytelnik mógł w odpowiednim tempie zagłębiać się w świat
powieści. W świat, gdzie pojawia się sporo intryg i pojedynków, motyw inwazji
olbrzymów jest bardzo znaczący, a do tego wszystkiego dochodzą osobiste
przeżycia bohaterów, z których każdy pragnie czegoś innego. Całość jest
porządnie napisana, dobrze skonstruowana, aczkolwiek osobiście nie do końca
przepadam za taką zmienną narracją, jaka miała tutaj miejsce. Właściwie nie da
się wyznaczyć głównego bohatera, z którego perspektywy poznawalibyśmy ten
świat, ale zamysł autora był zupełnie inny, co widać na załączonym obrazku. Na
uznanie z pewnością zasługuje jednak cała kreacja tego świata, bowiem nie
brakuje tutaj swoistych nazw, charakterystycznych dla danego regionu, w którym
aktualnie rozgrywa się akcja.
Mimo wszystko książka chwilami może przytłaczać nadmiarem
tego, co nowe. Z jednej strony jest to naprawdę piękne, że mamy okazję zapoznać
się z nowym światem, ale chwilami tempo akcji jest zbyt powolne i czytelnik
czuje się lekko znużony. Na tle tak barwnego środowiska aż chciałoby się
przeżyć porywającą historię, ale momentami jest tutaj zbyt spokojnie. Snujemy
się za bohaterami, czekając na to, aż wydarzy się coś bardziej konkretnego –
nie mam pojęcia, czy wynika to z tego, że autor w pierwszym tomie chciał postawić
na zapoznanie czytelników z nowym otoczeniem, czy może po prostu taki jest jego
styl.
Choć nie do końca odebrałam tę powieść tak, jakbym chciała,
to jestem w stanie dostrzec jej zalety. Wydaje mi się, że po prostu styl autora
nie do końca mi odpowiada, ale zdecydowanie nie można mu odmówić umiejętności
tworzenia znakomitego książkowego świata. Z pewnością ma on głowę pełną
pomysłów, a co więcej, wie, co chce zrobić z bohaterami i gdzie ich skierować.
To dopracowana i szczegółowa powieść, na którą trzeba poświęcić trochę czasu w
domowym zaciszu. Zdecydowanie nie jest to taka lekka fantastyka przygodowa,
przy której możemy myśleć o niebieskich migdałach – wymaga sporego
zaangażowania ze strony czytelnika, a też nie daje to pewności, czy na pewno do
niego trafi. Różni są odbiorcy, różne mają oczekiwania i różne rzeczy im się
podobają, prawda?