Data wydania: 22.08.2018
Tytuł oryginału: Splintered
Tłumacz: Janusz Maćczak
ISBN: 978-83-280-5407-3
Wymiary: 135 x 202 mm
Strony: 446
Cena: 39,99 zł
Seria: Alyssa z innej krainy #1
Seria: Alyssa z innej krainy #1
„Właśnie stąd wiesz, że żyjesz, Alysso. Dzięki szaleństwom.”
Gdy zobaczyłam zapowiedź książki Alyssa i czary to wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Powód
był jeden – nawiązanie do uwielbianej przeze mnie historii autorstwa Lewisa
Carolla, Alicja w Krainie Czarów.
Sięgam po każdą książkę, która do niej nawiązuje, więc nie mogłam przejść
obojętnie obok dzieła A.G. Howard, choć przyznam szczerze, że okładki tej serii
(wydawnictwo pozostawiło oryginalną wersję) nieco mnie odstraszają. I chociaż
nie spodziewałam się niczego specjalnego, to wydaje mi się, że to właśnie jeden
z tych przypadków, gdzie książki naprawdę nie należy oceniać po okładce…
Historia, która znajduje się pod okładką wcale nie odstrasza, wręcz przeciwnie
– całkowicie wciąga do świata netherlingów.
Główną bohaterką tej powieści jest Alyssa Gardner,
szesnastoletnia skejterka, którą od dziecka dręczą omamy i urojenia. Dziewczyna
zaczyna się obawiać, że w końcu skończy tak, jak jej matka – zostanie zamknięta
w szpitalu psychiatrycznym i nikt nie będzie w stanie jej pomóc. Alyssa jest
potomkinią Tej Alicji, dziewczynki, która zainspirowała Lewisa Carolla do
napisania cudownej i magicznej historii. Choć nigdy jakoś specjalnie nie czuła
z tego powodu radości i lekceważyła fakt swojego pochodzenia, to któregoś dnia
jej postrzeganie ulega diametralnej zmianie. Okazuje się, że Kraina Czarów
istnieje naprawdę. Ciastka powiększające i napoje zmniejszające również.
Jednakże okazuje się, że Lewis Caroll nieco podkoloryzował magiczną krainę, do
której niegdyś trafiła Alicja, a teraz również Alyssa.
Do tej pory uważam, że sama Kraina Czarów wykreowana przez
Carolla była nieco psychodeliczna. Mimo to całkowicie ją uwielbiam i wierzcie
mi, mogłabym tam zamieszkać. Nauczyć się znikania i lewitacji od kota z Cheshire,
a potem zawitać na podwieczorek i herbatkę do Szalonego Kapelusznika. Teraz
zróbmy jednak o krok dalej… wyobraźcie sobie Krainę Czarów, która powstała z
połączenia wizji Lewisa Carolla i reżysera Tima Burtona. To właśnie najlepiej
odzwierciedla to, co zrobiła Howard. Choć wciąż mamy do czynienia z magią i
niesamowitością, to nie brakuje tutaj swoistego mroku, aczkolwiek nie myślcie,
że jest to pełen krwi horror. Nie o to chodzi. Elementy magii i mroku idealnie
się równoważą i tworzą w naszej wyobraźni niepowtarzalną krainę, która
całkowicie nas omamia. W dużej mierze nawiązuje ona do tego, co opisał Caroll,
ale jednak jest tutaj coś innego, coś nowego. Nie jest to retelling historii
Alicji, ale oczywiście mocna inspiracja jest tutaj doskonale widoczna, dlatego
pojawiają się tutaj te same elementy, aczkolwiek tak jak już pisałam – Howard
dodaje sporo od siebie.
Skoro już tak mocno zaczęłam zachwalać świat, w którym
rozgrywa się akcja, to skupmy się przez chwilę na fabule. Nad rodziną Alyssy
krąży klątwa i to ona jest przyczyną urojeń, które nawiedzają kobiety z tego
rodu od pokoleń. Jedyną szansą na to, aby jej matka wyzdrowiała i wyszła z
zakładu jest wskoczenie do króliczej nory i pokonanie przekleństwa.
Teoretycznie wydaje się to lekko oklepane, ale po drodze pojawia się wiele
przeciwności losu, a zaskakujące zwroty akcji naprawdę podsycają atmosferę.
Choć pewne elementy są dosyć oczywiste, tak jednak pozostaje tutaj pewna doza
nieprzewidywalności, mocno powiązana z zachowaniem bohaterów i decyzjami, które
muszą podjąć. Okazuje się, że Alyssa trafiła do świata pełnego intryg, a cała
Kraina Czarów nie ma się najlepiej. I muszę przyznać, że jej historia naprawdę
mi się spodobała! Totalnie się tego nie spodziewałam, ale ta fabuła wciągnęła
mnie bez reszty.
Główna bohaterka to naprawdę sympatyczna istotka. Niby jest
zwyczajną nastolatką, a jednak ma w sobie swego rodzaju siłę, której chyba do
tej pory nie spotkałam u żadnej postaci. Ciężko jest to jednoznacznie określić,
ale jest w niej coś naprawdę innego. Dziewczyna z pasją, która wie, czego chce
od życia, aczkolwiek w jej życiu nie brakuje typowych, nastoletnich rozterek.
Mimo wszystko jej poświęcenie i gotowość niesienia pomocy matce była cudowna. I
być może teraz niektórych zniechęcę do lektury, bowiem pojawia się tutaj typowy
schemat trójkąta miłosnego. Przyjaciel z dzieciństwa i magiczna istota… Chyba
nie muszę pisać, komu kibicuję? Jeb, przyjaciel Alyssy, to z pewnością dobry i
opiekuńczy chłopak, ale kto by chciał takie ciepłe kluchy? To Morpheus skradł
moje serce! Jest on odpowiednikiem Pana Gąsienicy, ale wierzcie mi, jest
zupełnie innym bohaterem! Mrocznym, tajemniczym, pewnym siebie, buntowniczym,
niespokojnym. Takich kochamy najbardziej. Całkowicie można ulec jego urokowi i
wierzcie mi, o ile nie znoszę ciem, to gdyby Morpheus w tej swojej postaci
pojawił się za moim oknem to momentalnie bym je otwarła! I mimo wszystko ten
cały trójkąt nie był aż tak irytujący, a momentami dogryzki Morpheusa i Jeba
były nawet zabawne. Poza tym wydaje się, że Alyssa jest zdecydowana, z kim chce
być, aczkolwiek czuję, że się to jeszcze zmieni…
„Nie zapominajmy, że ty oddałaś krew za mnie. Do kogo więc
należysz, Alysso?”
Z czystym sumieniem przyznaję, że powieść A.G. Howard
naprawdę mnie urzekła. Nie tylko ze względu na Morpheusa i inspirację Krainą
Czarów, ta historia jest naprawdę dobra i przemyślana. Świetne tempo wydarzeń,
zaskakujące zwroty akcji, niesamowity klimat i świetnie zainspirowanie się
twórczością Lewisa Carolla. Nawet pewne schematy, typowe dla nastoletnich
bohaterów, nie były tutaj irytujące. Nie ma tutaj żadnego elementu, który by
raził czytelnika w oczy. Całość wypada naprawdę świetnie i genialnie się
bawiłam czytając tę powieść. Zdecydowanie pragnę więcej, bowiem świat, do
którego trafiła Alyssa, całkowicie mnie omamił!
Za egzemplarz dziękuję: