Data wydania: 20.06.2018
ISBN: 978-83-280-5107-2
Wymiary: 135 x 202 mm
Strony: 400
Cena: 39,99
Cykl: Triskel #1
Debiutancka powieść Krystyny Chodorowskiej to istna
mieszanka wybuchowa, która jednak – mimo mojej ogromnej miłości do oryginalnych
pomysłów i ogólnie pojętej fantastyki – nie do końca mnie urzekła. Właściwie w
ogóle mnie nie urzekła, choć były chwile, w których miałam nadzieję, że się to
zmieni. Nie wiem, czy obecnie mam jakiś gorszy okres czytelniczy, czy stałam
się zbyt marudna przez panującą za oknem deszczową pogodę, ale jestem ostatnimi
czasy bardzo czepialska. I jakoś wyjątkowo znajduje to odzwierciedlenie w
odczuciu książek, które trafiają w moje ręce. No i pech chciał, że Triskel. Gwardia też znalazł się w moich
łapkach.
Sinead Clarke to studentka pochodząca z Sidheanii,
całkowicie kochająca swój kraj, angażująca się w działalność rodaków, pragnąca,
aby świat przestał ich postrzegać jako terrorystów czyhających na życie innych.
Jednak to tylko jej jedno oblicze… To drugie zdecydowanie jest bardziej
interesujące. Gdy tylko pojawia się zapowiedź jakichkolwiek kłopotów Sinead
przemienia się w Mayday (nie, nie chodzi mi o taką transformację jak w
przypadku Czarodziejki z Księżyca!), która posiada nadprzyrodzone zdolności i
wykorzystuje je do czynienia dobra. Mayday jest jedną z trzech osób wchodzących
w skład tytułowej Gwardii. U jej boku pojawia się skrzydlata Burza i tajemniczy
Kret. To Ci dopiero przydomki… Prawie jak superbohaterowie. Każdy z nich
posiada inne umiejętności, ale czy pomogą im one w starciu z Lazurem, istotną z
innego wymiaru? Czy w ogóle wiedzą, z czym mają do czynienia?
Autorka bardzo mocno postawiła tutaj na kreację świata, w
którym rozgrywa się akcja. Jest on wielowymiarowy, akcja rozgrywa się na wielu
płaszczyznach, mamy do czynienia z pojawianiem się niesamowitych,
nadnaturalnych zdolności, równoległych światów i niezbadanych istot i mocy.
Czyste bogactwo, aczkolwiek nieco chaotyczne i nieuporządkowane – przynajmniej
w moim odczuciu. Nie jestem pewna, czy chciałabym się zagłębić w ten świat,
choć wydaje się być na swój sposób intrygujący. Sam styl autorki należy do tych
lekkich i przyjemnych, ale brak mu banalności czy nadmiernej prostoty – całe
szczęście. Całość może nieco przypominać taki komiksowy świat. Intrygi,
imperium, rebelia i superbohaterowie, którzy chronią uciśnionych. Do tego
wszystkiego kwestia innych wymiarów i zagrożeń, które z nich nadchodzą. Klimat
również nieco podobny. Może sceny walki nie należą do zbyt udanych i
efektywnych, ale sam zamysł jest dosyć spójny i logiczny.
Niestety, nie udało mi się wejść w skórę żadnego z
bohaterów. Choć prawdopodobnie najłatwiej byłoby się zżyć z Mayday, bo to ona
jest tutaj wiodącą postacią, to mimo wszystko nie poczułam do niej zbyt
wielkiej sympatii. Była mi całkowicie obojętna, podobnie jak i jej towarzysze
oraz pozostali bohaterowie. Nie wiem, czy wynika to ze słabej kreacji bohaterów
czy po prostu to nie moje typy osobowości – ciężko mi orzec, bo właściwie
perspektywa Mayday jest dosyć dobrze zaprezentowana. Bardzo dosadnie ukazane
jest jej zaangażowanie w sprawy rodaków, dziewczyna jest pełna pasji i
zaangażowania, uwielbia działać na rzecz społeczeństwa. Podoba mi się też to,
że przybrane przez członków gwardii pseudonimy faktycznie nieco odzwierciedlają
ich zachowanie. Choć mało dowiadujemy się o Burzy i o Krecie, to dziewczyna
faktycznie mknie do przodu jak burza, a kret to taki chowający się przed
światem typek, który jednak stara się pomagać innym – na tyle, na ile może. A
Mayday pomaga ludziom zarówno jako członkini Gwardii, jak i jako zwyczajna
studentka Sinead.
Mimo całej swojej oryginalności, książka nie do końca mnie
przekonała. Z jednej strony wydawała mi się być nieco chaotyczna, z drugiej
lekko nużąca. Nie było mi dane zatracić się w tym świecie, choć wierzę, że
znajdą się tacy czytelnicy, którym się to uda z łatwością.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: