Data wydania: 18.04.2018
Tytuł oryginału: The Tattooist of Auschwitz
Tłumacz: Katarzyna Gucio
ISBN: 978-83-65973-31-3
Wymiary: 130 x 197 mm
Strony: 320
Cena: 34,90 zł
Są takie książki, po które trzeba sięgać w odpowiednim
czasie. Książki, do których trzeba dorosnąć, żeby je odpowiednio zrozumieć.
Żeby wydobyć z nich sens, żeby poczuć naprawdę to, co chcą nam przekazać. Tatuażysta z Auschwitz to właśnie jedna
z takich pozycji. Szybko zyskała status bestsellera na miarę Listy Schindlera czy Chłopca w pasiastej piżamie. I choć nie
czytałam jeszcze tych dwóch książek, to jestem w stanie śmiało stwierdzić, że
dzieło Heather Morris jest naprawdę poruszające.
Głównym bohaterem, a zarazem tytułowym tatuażystą, jest Lale
Sokołow. Dwudziestosześciolatek, który trafił w 1942 roku do obozu w Auschwitz
(Oświęcimiu) i przypadło mu zadanie naznaczania pozostałych więźniów. Niemal
codziennie nadawał odpowiednie numery więźniom, co nie było ani przyjemne, ani
nie dawało nadziei na lepsze jutro. A może jednak? W końcu Ci, którzy nie
dostali numeru od razu szli na stracenie… Któregoś dnia stanęła przed nim
przerażona, młoda dziewczyna o imieniu Gita. I choć Lale wiedział, że i jej
musi zadać ból igłą, to obiecał sobie, że pomoże jej przetrwać, że ją uratuje.
Ale żeby tego dokonać, sam musi najpierw pozostać przy życiu.
Trzeba przyznać, że Lale w taki czy inny sposób wyrobił
sobie w Auschwitz pewną pozycję. Był traktowany nieco lepiej niż inni
więźniowie w związki z pełnionym przez niego stanowiskiem. Wykorzystał to, aby
pomóc innym. Przemycał jedzenie, dzielił się dodatkowymi racjami żywnościowymi.
I zakochał się. Bo czy ludziom mogli odebrać nadzieję, prawo do miłości czy
przyjaźni? Nie. To akurat była jedna z nielicznych rzeczy, która im pozostała.
Powieść ta jest oparta na faktach, Lale Sokołow postanowił podzielić się swoją
historią chwilę po tym, gdy zmarła Gita. Bo widzicie… Faktycznie udało mu się
przetrwać w obozie, uratować Gitę, a potem ją odnaleźć i poślubić. I chociaż ta
powieść łamie serce, to mimo wszystko jest historią pełną nadziei, dodającej
otuchy w mrocznych czasach, historią niesamowitej miłości.
Ta książka jest w pewien sposób na pewno bolesna. Dosadnie
opowiada o tym, jak wyglądało życie więźniów w obozie. Ukazuje, jaką postawę
wobec nich mieli ci, którzy tam rządzili. Skłania do refleksji i zastanowienia
się nad tym, jakim trzeba być człowiekiem, aby z taką znieczulicą i tak zimną
krwią móc posyłać ludzi na śmierć do krematorium. Albo po prostu bez mrugnięcia
okiem wystrzelać słabszych na oczach całej reszty. Choć zdarzali się bardziej
ludzcy strażnicy, to nie zmienia to faktu, że byli i tacy, którzy swoim
okrucieństwem naprawdę przechodzili wszelkie granice. Traktowali ludzi gorzej
niż psy, choć wydawałoby się, że wszyscy jesteśmy równi, prawda? Cóż, nie w
Auschwitz. Tam równość nie miała miejsca.
Twórczość Heather Morris sprawia również, że zaczynamy się
zastanawiać nad tą drugą perspektywą – nad tym, co czuli sami więźniowie.
Stopniowo ich świadomość wzrastała i zaczęli się orientować w sytuacji, w
której się znaleźli. Doskonale wiedzieli, co oznacza dym unoszący się w oddali.
Doskonale wiedzieli, że jak ktoś zostanie zabrany, to już nie wróci. I nie było
tutaj żadnej reguły – czy pracowałeś czy też nie, w każdej chwili ktoś inny
mógł zadecydować o twoim życiu bądź śmierci. Ot tak, w ułamku sekundy. Wieczny
strach, brak pożywienia, brud… To nie jest życie, na jakie zasługuje
jakikolwiek człowiek. Smutne, łamiące serce, poruszające. Heather Morris
naprawdę dobrze to wszystko opisała. Idealnie oddała realia, przygnębiającą
atmosferę, relacje między bohaterami. Doskonała robota.
Czy Tatuażysta z
Auschwitz to książka, która zasługuje na uwagę? Zdecydowanie. Choć nie
powinniśmy rozpamiętywać przeszłości, bo co było to było i nic już się na to
nie poradzi, to wydaje mi się, że warto po nią sięgnąć. To raczej ponadczasowa
tematyka, która zawsze będzie trafiać do ludzkich serc.