Data wydania: 23.05.2018
Tytuł oryginału: The Fates Divide
Tłumacz: Michał Zacharzewski
ISBN: 978-83-7686-678-2
Wymiary: 145 x 215 mm
Strony: 480
Cena: 39,90 zł
Seria: Naznaczeni śmiercią #2
Seria: Naznaczeni śmiercią #2
Choć powieść Veronici Roth, Naznaczeni śmiercią, nie urzekła mnie tak bardzo, jak tego
oczekiwałam, to postanowiłam się skusić na jej kontynuację. Podchodziłam do
niej z lekką nutką sceptycyzmu, bo pamiętałam swoje wrażenia z pierwszego tomu.
Nie był zły, ale nie był też zachwycający. Było w nim kilka dobrych elementów,
ale też znalazło się kilka wad, na które nie byłam w stanie przymknąć oka. I
bardzo podobnie jest w kontynuacji losów Cyry i Akosa. Z jednej strony można by
uznać, że przynajmniej autorka utrzymuje ten sam poziom powieści, ale jeżeli w
moim odczuciu był on po prostu średni, to osobiście oczekiwałabym tego, że
pojawi się tutaj coś mocniejszego.
Jedną rzeczą, której nigdy nie odmówię Veronice Roth, jest
umiejętność kreowania niesamowitych światów, w których naprawdę można się
zatracić. W tym tomie znacznie bardziej odczułam powagę sytuacji, w jakiej
znaleźli się bohaterowie, dużo bardziej zagłębiłam się w ten kosmiczny świat, w
którym rozgrywała się akcja. Nie wiem, co było tego powodem, ale zdecydowanie
bardziej to wszystko zaczęło do mnie docierać. Niestety, wciąż nie byłam w
stanie zżyć się z bohaterami. Uwielbiam antagonistów w wykonaniu Roth, ale
tutaj było ich za mało. Pojawił się naprawdę ciekawy bohater, ojciec głównej
bohaterki, tyran i prawowity władca Shotet. Momentalnie widziałam go jako
dostojnego i silnego mężczyznę, pełnego pasji i determinacji. Niebezpiecznego i
tajemniczego. Lubię ten typ. I choć wydawałoby się, że miał on bardzo istotną
rolę do odegrania, to coś mi się wydaje, że rozeszło się to po kościach, bo
zbyt mocno tego nie odczułam.
Cyra i Akos ponownie muszą stawić czoła przeznaczeniu, a
prawda, którą odkrywają, okazuje się być dla nich druzgocąca. Nie zrobiło mi to
specjalnie różnicy… Tak na dobrą sprawę muszę się przyznać, że nie do końca
przepadam za tą dwójką. Każde ich zachowanie, każda scena z ich udziałem,
wydawała mi się być niezwykle irytująca. Zwłaszcza jeśli chodzi o Cyrę. Uważam,
że w tej serii są dużo bardziej interesujące postacie, na które warto zwrócić
uwagę, chociażby Eijeh. Romans w wykonaniu Akosa też mnie nie przekonuje – jest
zbyt sztuczny, brakuje mu głębi. A pozostałe motywy? Tutaj na główny plan
wychodzą intrygi, kłamstwa i zagrożenie wojną. Czyli elementy dosyć
schematyczne, co sprawiło, że właściwie łatwo idzie przewidzieć zakończenie tej
historii, zwłaszcza w momencie, gdy się ma za sobą już kilka powieści tego
typu, osadzonych właśnie w tym nurcie.
Choć jestem w stanie dostrzec w tej książce pewne zalety, to
niestety jedna rzecz nadal wydawała mi się być niezwykle problematyczna –
akcja. W trakcie lektury pierwszego tomu niejednokrotnie traciłam zapał.
Początek był świetny, a potem jakoś tak wszystko ulegało stagnacji. Niemal
identycznie było w przypadku Spętanych
przeznaczeniem. Pierwsze rozdziały czytałam z ogromnym zaangażowaniem i już
nawet zaczęłam się cieszyć, że autorka zrobiła krok na przód i zmieni się mój
pogląd na temat tej serii, ale niestety utwierdziłam się w przekonaniu, że jest
ona po prostu średnia, przeciętna. Wciąż odczuwam brak czegoś istotnego, wciąż
czegoś mi brakuje. Czy to napięcia, czy mocniejszej intrygi, czy bardziej
emocjonującego finału… Kto wie, może wszystkiego po trochu.
Targają mną naprawdę sprzeczne odczucia. Z jednej strony
naprawdę lubię wizje Veronici Roth i to, co chce przekazać czytelnikom, ale w
tym przypadku czegoś mi zabrakło. Odczuwam spory niedosyt, choć trzeba
przyznać, że historia zapowiadała się genialnie. Obie książki są mocno
rozbudowane, ale jednak okazuje się, że to nie wszystko. Mogę śmiało napisać,
że Spętani przeznaczeniem to
kontynuacja utrzymująca poziom swojej poprzedniczki, co w ogólnym rozrachunku
oznacza tyle, że nadal nie czuję się oszołomiona. Dobry język, dobry pomysł,
nieco gorsi bohaterowie i wykonanie. Podobno nie można mieć wszystkiego.
Nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić tej powieści, jak i
całej serii. Być może po prostu nie trafiła ona w mój gust czytelniczy i tyle.
Być może oczekiwałam czegoś więcej i moja podświadomość odebrała to jako
rozczarowanie i ciężko jej było pogodzić się z faktem, że to nie do końca to,
czego chciała.