Data wydania: 02.02.2018
Tytuł oryginału: Magic Burns
Tłumacz: Dominika Schimscheiner
ISBN: 978-83-7964-301-1
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 400
Cena: 39,90 zł
Seria: Kate Daniels #3
To jest właśnie ten tom, w którym przypomniałam sobie, jak
mocno kocham Currana. Ale… Chyba nie wypada zaczynać recenzji książki od tak
głębokich wyznań miłosnych? Choć wierzcie mi, napisałam tylko jedno zdanie, w
miarę cenzuralne. Nie chcecie wiedzieć, co się rodziło w mojej głowie w trakcie
lektury… Kate, szczerze Cię kocham i nienawidzę. Kocham Cię za to, że jesteś mi
jak siostra, jak moja przyjaciółka, a właściwie jak moje alter ego. Nienawidzę
za to, że Ty go masz na własność, a ja mogę tylko marzyć. No i znowu zaczynam…
Ale wierzcie mi, gdyby ktoś się mnie zapytał, jaki jest facet idealny,
odpowiedź byłaby oczywista: Curran.
Skupmy się jednak na bardziej istotnym aspekcie, bo nie ma
samą miłością człowiek żyje. A wyszło na to, że Magia uderza to jakiś ckliwy
romans, w którym nie rozgrywa się nic więcej poza namiętnymi scenami z udziałem
głównych bohaterów. Choć oczywiście było to nieuniknione, to tak naprawdę
relacja Kate i Władcy Bestii zawsze była tylko elementem urozmaicającym fabułę.
Dodawała jej pikanterii, ale Ilona Andrews zawsze stawia na akcję i dobrą
fabułę. Nie inaczej jest w tym tomie, który podobnie jak dwa poprzednie (i
podobnie jak kolejne) porywa czytelnika bez granic.
Derek, zmiennokształtny przyjaciel Kate, został skatowany
niemal na śmierć. Niemal, bowiem miał być wiadomością i ostrzeżeniem dla
Gromady, i nie tylko. Być może nikt nie przejąłby się aż tak bardzo jego
stanem, gdyby nie to, że w wyniku ataku został zatrzymany proces regeneracji.
Młody wilkołak nie jest w stanie zmienić formy i się uleczyć, a ledwo uszedł z
życiem. Kate zrobi wszystko, aby odnaleźć tych, którzy za tym stoją. Zrobi
wszystko, aby się zemścić i ukarać tych, którzy dorwali jej przyjaciela. W ten
oto sposób trafi do istnego gniazda węży, jakim jest zakazany turniej walk.
Uwielbiam Kate za jej upór i dążenie do celu. To istna
wojowniczka, która zawsze osiąga postawione sobie cele. To kobieta, która
potrafi stać się żywą furią, jeżeli wymaga tego sytuacja. Zdecydowanie nie
chciałabym się nigdy znaleźć w gronie jej wrogów, wiązałoby się to
prawdopodobnie z wyrokiem śmierci. Duet pisarski kryjący się pod pseudonimem
Ilona Andrews genialnie prezentuje relacje, jakie rozwijają się pomiędzy główną
bohaterką, a pozostałymi postaciami. I choć mnie najbardziej urzeka jej relacja
z Curannem (z oczywistych względów), to tak naprawdę nie można zapomnieć o
wielu innych znajomościach: zabawne pogaduszki z Saimanem, przyjaźń z Derekiem,
opiekuńczość względem młodej czarownicy…
Świat Kate Daniels daje spore pole do popisu jeśli chodzi o
fabułę. Tym razem autorzy postawili na nawiązanie do hinduskich bogów, co
wyszło naprawdę świetnie. Jest dosyć krwawo, bo sporo czasu spędzamy na
turnieju walk, ale zdecydowanie jest to jedno z lepszych widowisk, jakie
moglibyście kiedykolwiek zobaczyć. Chyba że ktoś jest wrażliwy na rozlew krwi i
niepohamowaną brutalność… Świetne jest to, że bohaterowie potrafią zaskoczyć
czytelnika swoich zachowaniem. Nawet Kate, choć wydawałoby się, że dobrze ją
znamy. Ale uderzenia magii sprawiają, że każda istota potrafi się na chwilę
zatracić. Ale nawet bez tych wybuchów można czasem powiedzieć coś, czego się
potem pożałuje. Albo będzie się trzeba zmierzyć z późniejszymi konsekwencjami.
Wciąż uważam, że to najlepsza saga urban fantasy, jaka
powstała. Kate jest moją ulubioną bohaterką literacką, a Curran zdecydowanie
pobudza moje serce. Bardzo istotne jest to, że nie spada tutaj jakość i poziom
historii opowiadanej w każdym kolejnym tomie. Ba! Autorzy stopniowo dawkują informacje
związane z przeszłością i tożsamością Kate, co mocno pobudza czytelnika i każe
mu się zastanowić nad tym, co czeka bohaterów w przyszłości. Jednak żeby nieco
rozluźnić napiętą atmosferę, małżeństwo Andrews nie zapomina o sarkastycznym
humorze, genialnie wpasowującym się w całość historii. Jeżeli jeszcze nie
znacie ich twórczości to najwyższa pora to zmienić, bo nawet nie wiecie, co
tracicie!