Data wydania: 29.01.2018
Tytuł oryginału: Anti stepbrother
Tłumacz: Kamil Maksymluk-Salamoński
ISBN: 978-83-6574-082-3
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 448
Cena: 39,90 zł
Tijan to autorka specjalizująca się w gatunkach takich jak
dark romance i new adult. W dwóch gatunkach, z którymi nie jestem specjalnie
zaprzyjaźniona. Trzeba przyznać, że romanse rządzą się swoimi prawami, jednak
wiele z nich, podobnie jak wiele erotyków, jest bardzo schematyczna,
przewidywalna, a momentami żałosna i infantylna. Z tego powodu nie bratam się
zbytnio z tymi gatunkami literackimi, bowiem rzadko kiedy natrafiam na coś
naprawdę dobrego, konkretnego i przemyślanego. Na historię, która nie została
wyssana z palca i nie kieruje się schematami. Jednak nawet jak już natrafię na coś,
co nie wzbudza mojej wielkiej irytacji, to i tak książki tego typu stanowią dla
mnie jedynie chwilową odskocznię, nic więcej. Traktuję je jak takie typowe
odmóżdżacze – tego typu powieści są jak najbardziej potrzebne, żeby po prostu
móc na chwilę się wyłączyć. I bestseller Anti-stepbrother
świetnie sprawdza się w tej roli.
Nie mogę napisać, że jest to książka oryginalna i
niepowtarzalna, bo byłoby to kłamstwem. Jest jednak na tyle przyjemna w
odbiorze, że przymknęłam oko na jej pewne irytujące aspekty. Autorka w bardzo
prosty, aczkolwiek dosadny sposób zaprezentowała życie w amerykańskich
college’u. Sposób funkcjonowania kampusu, domy bractwa, szalone imprezy i
relacje panujące pomiędzy tamtą społecznością. Właściwie można zacząć mieć
pewne wątpliwości co do tego, czy studia w Ameryce faktycznie służą do
zdobywania wiedzy… W tym przypadku raczej tego nie doświadczamy, ale wynika to
też z tego, że do oficjalnego rozpoczęcia nauki główna bohaterka ma jeszcze
trochę czasu, ale postanowiła się nieco wcześniej zaaklimatyzować w nowym
otoczeniu. A przynajmniej tak brzmi wersja oficjalna, a prawda jest taka, że
chciała się znaleźć blisko Kevina, swojego przyrodniego brata, dla którego
totalnie straciła głowę.
Summer jest dosyć dziwną, trudną do rozszyfrowania
dziewczyną. Zachowuje się bardzo skrajnie, często najpierw mówi, potem myśli,
jest bardzo bezpośrednia, a z drugiej strony strasznie niepewna siebie i
przekonana o tym, że faceci lecą tylko i wyłącznie na dziewczyny, które
powszechnie nazywa się plastikami bądź pustakami. Główna bohaterka raczej się
do nich nie zalicza. Jest ładna i zabawna, ale w moim odczuciu wypada raczej
przeciętnie. Nie wyróżnia się niczym specjalnym, to taka typowa dziewczyna z
sąsiedztwa. I właściwie muszę przyznać, że ani Kevin, ani nowy obiekt westchnień
Summer, Caden, też nie są w jakiś wyjątkowy sposób porywający. Być może wynika
to z takiej sobie kreacji bohaterów, ale nikt mnie tutaj nie powalił na kolana,
a teoretycznie chyba powinien? Oczywiście w tej całej historii nie mogło też
zabraknąć nowych przyjaźni, fałszywych dziewczyn i jakiejś tragicznej historii,
z którą zmaga się któryś z bohaterów.
Ta książka w wielu aspektach jest jak typowa sinusoida. W
jednej chwili mamy do czynienia z gładkim i sympatycznym językiem, aż tu nagle,
niczym Filip z konopi, wyskakują nam mocno erotyczne podteksty, słowa, które
zawstydziłby każdą świętoszkę. I właściwie można się było tego spodziewać, ale
zdecydowanie wszystko tutaj dzieje się tak nagle. Nagłe przyjaźnie, nagłe
imprezy, nagły seks, nagłe zakochanie. To jest właśnie jeden z tych elementów,
który najczęściej działa mi na nerwy w romansach – z dnia na dzień pojawia się
tak ogromne uczucie, zakochanie… Choć właściwie w tym przypadku Tijan to nieco
złagodziła i jasno dała do zrozumienia, że w dużej mierze jest to czyste
pożądanie, choć Summer zdaje się być bardzo kochliwą dziewczyną i w jej myślach
często pojawia się słowo „zakochanie”.
Jednakże w ostatecznym rozrachunku książka dobrze sprawdza
się jako typowa, prosta rozrywka. Zdecydowanie nie jest to historia chwytająca
za serce, ale jeżeli chcecie się dobrze zabawić, przeżyć przygodę w college’u
czy oderwać się na chwilę od rzeczywistości, to sprawdzi się ona idealnie.
Skoro nawet ja przymknęłam oko na pewne niedociągnięcia, to wierzcie mi, nie
jest to takie trudne do zrobienia.