Data wydania: 03.10.2017
Tytuł oryginału: A Maze of Death
Tłumacz: Arkadiusz Nakoniecznik
ISBN: 978-83-8062-255-5
Wymiary: 150 x 225 mm
Strony: 272
Cena: 39,90 zł
„-Pan nigdy się nie modli? – zapytał ze zdziwieniem Ben.
-Tylko w ostateczności. Cenię ludzi radzących sobie ze swoimi problemami bez niczyjej pomocy.”
-Tylko w ostateczności. Cenię ludzi radzących sobie ze swoimi problemami bez niczyjej pomocy.”
Dlaczego jednak postanowiłam zaryzykować stwierdzenie, że ta
książka należy do tych „normalniejszych”? Bowiem o ile czasami naprawdę ciężko
się odnaleźć w historiach tego autora, ciężko się połapać w tym, co nam
oferuje, tak w tym przypadku teoretycznie mamy pewną jasność – czternaścioro
obcych sobie ludzi przybywa na planetę Delmak-O. Nie mogą sobie ufać, a śmierć
może ich nawiedzić w każdej chwili. Wiedzą, że czekają ich jakieś zadania, ale
awaria przekaźnika uniemożliwia wezwanie jakiejkolwiek pomocy. Wkrótce
oczywiste staje się dla nich to, że są obiektami jakiegoś eksperymentu. Jedynym
miejscem, w którym mogą odkryć prawdę jest tajemniczy Budynek, jedyna budowla
na tej planecie. Jednak gdy ginie pierwszy z nich, zaczynają się rodzić pewne
wątpliwości…
I na pozór mamy do czynienia z oczywistą fabułą. Z
pogranicza sci-fi i kryminału. Ale to w sumie tylko pozory. Bo owszem, stosunkowo
łatwo się tutaj połapać w rozgrywających się wydarzeniach, ale nadal nie
brakuje tutaj specyfiki charakterystycznej tylko dla Philipa K. Dicka. Jednym z
bardziej znaczących aspektów jego życia była kwestia religii i człowieczeństwa:
czy Bóg istnieje? Jaką odgrywa rolę w naszym życiu? Czy możemy polegać na
wierze? Kim tak naprawdę jest człowiek i jak powinien postępować? Te wszystkie
dylematy są widoczne w wielu jego książkach, nie inaczej jest i tutaj. I choć Labirynt Śmierci po raz pierwszy pojawił
się chwilę po najbardziej uznanych powieściach autora, takich jak Łowca Androidów czy Ubik, to jakoś nie wybił się tak, jak one. Choć oczywiście wierni
fani jego twórczości potrafią odpowiednio docenić każdy utwór.
Co ciekawe, Dick nigdy nie ukrywał swojej skłonności do
zażywania narkotyków. Pośmiertne doznania jednej z bohaterek tej powieści są
wzorowane na jego przeżyciach po zażyciu LSD. Czy można zatem mówić o
całkowitemu poświęceniu się dla lektury? Tego nie wiem, tak samo jak nie mam
pewności, jak wyglądałyby jego powieści, gdyby pozostawał stale przy zdrowym
umyśle. Nie jestem zwolenniczką brania narkotyków, w żadnym wypadku, ale mimo
wszystko uznaję Philipa K. Dicka za geniusza. Jego powieści są doskonałe w
każdym calu i nie można ich oceniać tak, jak innych powieści. W moim odczuciu
to coś zupełnie odmiennego, coś, co nie podlega tym samym prawom, co cała
literatura. O ile w ogóle można by jakieś prawa wyróżnić.
Możecie mnie nazwać nieobiektywną, ale ja każdą powieść
Dicka, całą jego twórczość, będę zawsze zachwalać. Tym razem nie może być
inaczej. Labirynt śmierci czytało mi
się wspaniale, a miałam pewną przerwę w lekturach tego autora, dlatego
niesamowicie było poczuć to wszystko ponownie. Podczas czytania jego dzieł
zawsze towarzyszy mi intrygujące uczucie, które pojawia się tylko i wyłącznie w
tej sytuacji. Ciekawe, prawda?
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: