Data wydania: 02.07.2015
Tytuł oryginału: Ruin and Rising
Tłumacz: Anna Pochłódka-Wątorek
ISBN: 978-83-61386-59-9
Wymiary: 144 x 206 mm
Strony: 450
Cena: 39,90 zł
Ruina i rewolta to
emocjonujące zakończenie Trylogii Grisza,
które rozłożyło mnie na łopatki. Całkowicie. Kac książkowy? W tym przypadku z
pewnością. Chociaż byłam na tyle niepoważna, żeby zaspoilerować sobie za pomocą
Internetu niektóre wydarzenia, i teoretycznie byłam przygotowana na to, co się
wydarzy, to i tak mnie to zabolało. Bardzo. Ale w ogólnym rozrachunku wciąż nie
mogę uwierzyć, że ta seria tak przypadła mi do gustu. Pierwszy tom naprawdę nie
zapowiadał, że tak się stanie. Był poprawny, dobry, ale nic poza tym. A potem?
Potem to rozpętała się burza z tornado.
Darkling przejął władzę nad Ravką. Stolica upadła. Jedyna
nadzieja narodu w Przyzywaczce Słońca i jej grupie niedobitków z magicznej
armii. Po ostatnim starciu z Darklingiem Alina jest osłabiona, ledwo żywa,
ukrywa się w Białym Soborze, w pradawnej sieci tuneli i jaskiń pod okiem
Apparata, któremu nie można ufać. Choć on, jak i jego poplecznicy, uważają
Alinę za Świętą, to dziewczyna nie jest w stanie powierzyć im całkowicie swoje
bezpieczeństwo. Tym bardziej, że doskonale zdaje sobie sprawę, że aby
ostatecznie pokonać Darklinga, musi zdobyć trzeci wzmacniacz Morozova,
ognistego ptaka, którego nikt nigdy nie widział. Tylko czy będzie w stanie
przeżyć ofiarę, jakiej wymaga zdobycie trzeciego wzmacniacza?
Naprawdę, nie spodziewałam się, że twórczość Leigh Bardugo
tak mnie trafi. Prosto w serce. Oryginalność tej trylogii to zdecydowanie jedna
z jej największych zalet, to historia, z jaką nie spotkacie się nigdzie
indziej. Doskonałe zaprezentowanie świata Grishów, motyw wzmacniaczy Morozova,
umiejętności posiadanych przez bohaterów… Intryga goni intrygę, a tajemnice są
stopniowo rozwiązywane i sieją w głowie czytelnika totalny zamęt. Bardugo
zaskakuje na każdym kroku, nie raz w sposób okrutny i brutalny. Niesamowite
zwroty akcji podsycają atmosferę, czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, w jak
beznadziejnej sytuacji znaleźli się bohaterowie… Czy w kimkolwiek tli się
nadzieja? Choćby mała jej iskierka? Wiecie… Musi. Bo gdyby nie ta mała
iskierka, to wszystko by przepadło.
Leigh Bardugo w mistrzowski sposób wykreowała czarny
charakter tej serii. Darkling to po prostu chodząca perfekcja, istna
doskonałość. Nie ma tutaj teraz znaczenia moja bezgraniczna miłość do niego,
ale ten facet po prostu emanuje siłą, pewnością siebie. Nawet w najgorszych
chwilach nie brakuje mu gracji i magnetyzmu. A jednak ten ból widoczny w jego
oczach, ta rozpacz, która nim zawładnęła… To te elementy jego osobowości,
których nie pokazuje każdemu. Jednak prawdopodobnie to w tym tomie najlepiej
widać jego okrucieństwo, to, jak daleko jest w stanie się posunąć, aby osiągnąć
swoje cele. Uwielbiam motyw nisztoi, jego mrocznych stworów, które rozrywają
wrogów na strzępy.
Ruina i rewolta to
nieubłagany koniec, w którym wyjaśniają się wszystkie niejasne do tej pory
sprawy. Nie raz jest to ogromne zaskoczenie, chwilami ból i rozczarowanie.
Autorka stworzyła tak przejmujący i barwny świat, że ciężko jest nie odczuwać
tego samego, co bohaterowie. Tego braku nadziei, tego bólu, rozpaczy i cierpienia.
Jednak nie brakuje tutaj również pięknych widoków, krajobrazów Ravki,
niesamowitych stworzeń i lekkiego, rozluźniającego atmosferę i przeganiającego
ponury nastrój humoru. Przodują w nim Zoja i Harshaw, Grishowie z armii Aliny.
Nie brakuje tutaj też emocji, wspomnień, przyjaźni, odwagi i honoru. To
pełnowymiarowa historia, która jest doskonale dopracowana w każdym calu.
Autorka odpowiednio stopniuje napięcie, dozuje emocje, nie zapomina o dobrym
tempie akcji.
Po przeczytaniu ostatnich zdań tej powieści człowieka
ogarnia spokój. Satysfakcjonujące zakończenie, takie naprawdę dobre, takie,
jakie powinno być. Po tym całym bólu przychodzi pora na ukojenie, radość i
spokój. Ma się poczucie dobrze spełnionego obowiązku i ulgi. Na twarzy pojawia
się uśmiech. Cała trylogia wypada naprawdę znakomicie, jestem przekonana, że ta
seria na długo pozostanie w moim sercu, nie tylko Darkling. Wywołała we mnie
całe mnóstwo emocji, stałam się jej częścią, dlatego nie będzie tak łatwo się
jej wyzbyć. Ba! Nawet nie mam na to ochoty. Trylogia Grisha to coś wspaniałego,
po prostu.