Data wydania: 28.03.2017
Tytuł oryginału: Collected Stories, volume 5
Tłumacz: Janusz Szczepański
ISBN: 978-83-8062-141-1
Wymiary: 150 x 225 mm
Strony: 584
Cena: 59,90 zł
Bardzo rzadko sięgam po jakiekolwiek opowiadania, ponieważ
nie przepadam za krótkimi historiami, z którymi nie mam czasu się zżyć. Biorąc
pod uwagę moje szybkie tempo czytania, jak tylko zacznę czytać taką krótką
historię, to ani się obejrzę, a już jestem przy końcu. Niestety, w moim
odczuciu opowiadania nie są zbyt dobrą formą ku temu, aby przeżyć coś
niesamowitego – mogą być dobrym zaczątkiem czegoś większego, ale same w sobie
nie są w stanie mnie porwać. No, chyba że mówimy o opowiadaniach mojego ukochanego
Philipa K. Dicka.
To jest autor, którego uwielbiam, a co ciekawe, jego
twórczość w pewnym stopniu towarzyszyła mi od 6 roku życia. Nie, nie
przeczytałam w tym wieku żadnej jego książki, zrobiłam to dopiero wtedy, kiedy
miałam jakieś 18 lat. Zatem skąd ta znajomość? Od dzieciaka grywałam w gry
komputerowe, a jedną z nich była gra Blade
Runner, która powstała w oparciu o książkę Philipa. I to był chyba taki
pierwszy moment, w którym coś zaskoczyło. Jakiś czas później obejrzałam też
ekranizację tej powieści, a potem poszło z górki. A oglądając Pamięć absolutną, która częściowo też
wiąże się z twórczością Dicka, wiedziałam, że po jego opowiadania również
sięgnę. I nastał właśnie taki moment, w którym zatęskniłam za jego psychozą.
Dlatego właśnie dorwałam Elektryczną
mrówkę.
„Z prozą Dicka jest jak z delektowaniem się
szlachetniejszymi odmianami whisky: początkujący amator tego trunku będzie
grymasił i wybrzydzał, narzekał na ostrość, posmak, bukiet, a już w ogóle nie
zrozumie, dlaczego nie można do szklanki dolać coli (…). Twórczość Dicka
nierzadko stanowi wyzwanie, ale cierpliwość zdecydowanie się opłaca.” – tymi
słowami Tymoteusz Wronka trafił w samo sedno. Chyba sama bym tego lepiej nie
ujęła, bo i brakuje mi chwilami słów, aby opisać to, co robią ze mną książki
Dicka. Elektryczna mrówka to już 5
tom opowiadań, które całkowicie odrywają czytelnika od rzeczywistości. Fakt,
jak to opowiadania, zaczynają się nagle i tak samo nagle się kończą, ale to
jest Philip K. Dick! Ten człowiek nawet w czymś tak krótkim potrafi omamić
swoich fanów.
Nie będę się skupiać na każdym z opowiadań z osobna, bo
byłoby to całkowicie pozbawione sensu. W tym przypadku nawet ciężko jest
jednoznacznie ustalić, które są gorsze, a które lepsze, bo choć teoretycznie
każde z nich to czyste sci-fi, napisane w typowym dla tego autora stylu i
klimacie, to nie idzie tutaj wybrać alfy i omegi. Philip Dick to autor jedyny w
swoim rodzaju i gwarantuję Wam, że nigdy nie było i już nigdy nie będzie
drugiego takiego jak on. Byłoby to rzeczą niemożliwą, aby ktoś tak genialnie
kreował swoje wizje, opisywał je w tak niesamowity sposób, który sprawia, że
zaczynają one krążyć w naszych żyłach, omamiają umysł i ciało. Wierzcie mi, za
każdym razem, gdy mam do czynienia z jego twórczością, mój mózg zaczyna zupełnie
inaczej pracować, a moje ciało unosi się w eterze.
Nie sądzę, żeby nadszedł taki dzień, w którym napiszę Wam,
że dana książka Dicka mi się nie spodobała, była zła, głupia i denna. To nigdy
nie nastąpi. Każde jego dzieło jest czymś niepowtarzalnym, czym należy się
delektować i dać się porwać temu stanowi, który zaczyna nas ogarniać w trakcie
lektury. W czym tkwi sekret jego twórczości? Tego chyba nigdy się nie dowiemy,
ale z pewnością jest to mistrz gatunku, którego doceniam na każdym kroku.
Ogromny żal ogarnia moje serce, gdy sobie pomyślę, że nigdy nie będzie mi dane
się z nim spotkać, porozmawiać, uścisnąć rękę chociażby, a co dopiero zdobyć
autograf… Ciekawe czy podpisałby mi wszystkie książki? Kto wie! Jedno jest
pewne – jeżeli jeszcze nie znacie jego twórczości to koniecznie musicie to
zmienić. Będę to powtarzać na każdym kroku, jako zagorzała fanka, wierna
czytelniczka, całkowicie zakochana w Philipie Dicku i jego wizjach.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: