Data wydania: 17.02.2016
Tytuł oryginału: Glass Sword
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
ISBN: 978-83-7515-378-1
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 560
Cena: 36,90 zł
Seria: Czerwona Królowa #2
„Nie jestem jeszcze w więzieniu, ale czuję, że wokół mnie
rosną kraty, a w ich zamku tkwi klucz, który w każdej chwili może się
przekręcić. Na szczęście znam to uczucie z przeszłości i dobrze wiem, co
robić.”
Pamiętam, że pierwszy tom tej serii uznałam za niezwykle
obiecujący. Za coś, co zwiastuje genialny cykl, który powali mnie na kolana. I
chyba się nie myliłam, bowiem Szklany
miecz to coś naprawdę niesamowitego. Choć Czerwoną Królową czytałam ponad dwa lata temu, to nie miałam
najmniejszych trudności w powrocie do tego świata, w przypomnieniu sobie
wydarzeń z tego tomu i zagłębienia się na nowo w historii stworzonej przez
Victorię Aveyard. A nie zdarza mi się to zbyt często.
Mare dołączyła do Szkarłatnej Gwardii i robi wszystko, aby
odnaleźć podobnych sobie. Czerwonych ze zdolnościami Srebrnych, którzy zostali
ochrzczeni nazwą Nowi. Jednakże fakt, iż dziewczyna jest chodzącą burzą
kontrolującą błyskawice, sprawia, że ludzie postawieni wyżej rangą chcą ją
wykorzystać do swoich celów. Chcą z niej zrobić żywą broń. Symbol wojny.
Szkarłatna Gwardia chce ją mieć po swojej stronie, ale wypomina jej każdy błąd.
Pozbawiony skrupułów Maven, nowy król Norty, pragnie tego samego. A Mare po
prostu chce ocalić swoich najbliższych, chce zaprowadzić pokój i zadbać o to,
aby nikt nie był gorzej traktowany z powodu tego, kim jest. Ale to wszystko to
tylko marzenia… Rzeczywistość jest zbyt brutalna, aby udało się je ziścić.
Ponownie wkroczyłam do świata pełnego spisków i intryg,
gdzie nikomu nie można zaufać. Trafiłam do samego środka burzy, która
niebezpiecznie rozciąga się nad Nortą i w głowie Mare. Mare, Mare, Mare… Litlle
lightning girl. Ta dziewucha ma moc i da się ją polubić. Podoba mi się to, że
nie poddaje się swoimi słabościom, podoba mi się to, że chwilami jest potworem
pozbawionym skrupułów. Uwielbiam to, że nie boi się zemsty, że zna swoją
wartość, że wie, jaka moc w niej drzemie. I potrafi jej świadomie używać. To
twarda bohaterka, dojrzała, jak na swój wiek, z którą spokojnie mogłabym się
zaprzyjaźnić. Serce mi się krajało, gdy czytałam zakończenie Szklanego miecza! Czułam ten ból, tę
rozpacz i niemoc, jaka w niej zagościła. Ale tliła się też we mnie mała
iskierka nadziei. Tak jak w niej tliły się małe iskierki błyskawic.
Wojna, rozlew krwi, zemsta, władza. To motywy przewodnie tej
powieści. Szkarłatna Gwardia poszukuje Nowych, aby odpowiednio ich wyszkolić i
zwerbować. Planują wystąpić przeciwko Mavenowi i całej rasie Srebrnych. Jest to
historia w pełni przemyślana, dopracowana do każdego cala, niezwykle wciągająca
i charakteryzująca się wspaniałą dynamiką. Akcja ma idealnie wypracowane tempo,
nie brakuje tutaj chwil pełnych napięcia oraz poczucia niepewności. Czy w
przypadku tej historii można liczyć na happy end, skoro bohaterowie na każdym
kroku napotykają nowe przeszkody? Skoro Maven nie cofnie się przed niczym, aby
zdobyć to, czego pragnie? To istna gra polityczna, w której pozostało jeszcze
wiele ruchów do wykonania.
Victoria Aveyard obrała genialny kierunek swojego rozwoju.
Postawiła na złożoną i wielowymiarową historię, która porywa czytelnika i
rozdziera jego serce na drobne kawałeczki. Nie skupiała się na jakiś ckliwych
romansach, a jeżeli nawet pojawia się tutaj jakieś uczucie, to jest ono dobrym
urozmaiceniem, które również wnosi do tej powieści pewien sens i ma spore
znaczenie – a przynajmniej przeczuwam, że uczucia Mare i niektórych bohaterów
odegrają w tym wszystkim jeszcze jakąś rolę. Jednak przede wszystkim skupiamy
się na poszukiwaniach, na szkoleniach, na wojnie. To są siły napędowe tego tomu
i przyznaję, że wyszło to naprawdę wspaniale. Choć momentami wyczuwałam
inspirację Igrzyskami Śmierci, to w
zupełności mi to nie przeszkadzało.
Spodziewałam się, że sięgając po Szklany miecz otrzymam dojrzałą i porządną kontynuację pierwszego
tomu, ale nie sądziłam, że urzeknie mnie ona aż tak bardzo. A stało się! Ta
historia mnie omamiła! Z jednej strony chciałam jak najszybciej dotrzeć do
końca, gdyż targała mną ciekawość, a z drugiej ta świadomość, że niebawem dotrę
do ostatniej strony, wydawała mi się być bardzo przykra. Pocieszający był fakt,
że czeka na mnie już trzeci tom, po który sięgnęłam od razu, gdy zamknęłam Szklany miecz. Jestem niesamowicie
ciekawa, jak zakończy się historia Mare. Victoria Aveyard wprowadza takie
zagrywki, że niczego już nie jestem pewna…
„Dziwne, że teraz, gdy umiera, upiory postanowiły mnie
opuścić. Żałuję, że odeszły. Żałuję, że muszę umierać w samotności.”