Data wydania: 11.04.2017
Tytuł oryginału: The Fate of Tearling
Tłumacz: Izabella Mazurek
ISBN: 978-83-65534-47-7
Wymiary: 130 x 190 mm
Strony: 528
Cena: 36,90 zł
Seria: Królowa Tearlingu #3
Seria: Królowa Tearlingu #3
Losy Tearlingu to
zwieńczenie serii o młodej królowej, Kelsea Glynn Raleigh. W wieku 19 lat
została koronowana, potem uwięziona, a teraz przyszła pora na ostateczną
rozgrywkę o losy jej i jej królestwa. W przeciągu roku dziewczyna zyskała spore
uznanie wśród mieszkańców Tearlingu, a jej śmiałe i odważne poczynania
sprawiły, że została uznana za mądrą i upartą przywódczynię, która jest w
stanie poświęcić nawet samą siebie, aby zapewnić bezpieczeństwo swojemu ludowi.
I właśnie przez to stała się więźniem swojego najgorszego wroga, Szkarłatnej
Królowej. Czy uda jej się pokonać armię królowej Mort, powrócić na tron i
zapewnić długoletni pokój pomiędzy dwoma krajami? Czy może jednak zginie
próbując, a Tearling przestanie istnieć?
Przyznaję, że pierwszy tom tej serii nie urzekł mnie jakoś
specjalnie. Drugi właściwie też nie. To już kolejny raz, kiedy wielu
czytelników zachwyca się jakąś książką, a dla mnie jest ona poprawna, nic poza
tym. Jednak skoro już miałam za sobą dwie pierwsze części, to nie wypadało
zostawiać tej serii niedokończonej. Tym bardziej, że od samego początku
widziałam potencjał w tej historii, dlatego liczyłam na naprawdę genialne
zwieńczenie tej trylogii. Ale chyba jednak nie jest mi po drodze z twórczością
Eriki Johansen. Nie napiszę, że opowieść o Kelsea jest zła, ale nie do końca
wpasowuje się w mój gust i zdecydowanie inaczej poprowadziłabym akcję, a na
pewno wybrałabym inne zakończenie. Ale w końcu to nie moja opowieść, prawda?
Losy Tearlingu,
podobnie jak i Królową Tearlingu oraz
Inwazję na Tearling, czyta się
przyjemnie. Ta historia potrafi wciągnąć i to jest jedna z jej największych
zalet. Choć nie do końca przypadła mi do gustu, to mimo wszystko brnęłam w nią
dalej, chcąc poznać dalsze losy bohaterów, a także ostateczną przyszłość, jaka
ich czeka. To ten typ powieści, przy którym nie patrzy się na zegarek, tylko
przewraca się stronę za stroną. Erika Johansen ma bardzo płynne pióro i nie
można jej zarzucić braku odpowiednich umiejętności. W bardzo barwny i
plastyczny sposób opisuje rozgrywające się wydarzenia, ale przyznaję, że pod
względem fabularnym mam tutaj kilka zarzutów. Nie raz pojawiają się różnego
rodzaju retrospekcje, które są właściwie wizjami Kelsea… Jednak mimo że
przeczytałam całą trylogię, to nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić świat,
jaki autorka chciała przedstawić. Sięgając po pierwszy tom byłam przekonana, że
to takie lekkie fantasy i rzeczywiście w dużej mierze ta trylogia wpasowuje się
w ten nurt, ale mamy też odniesienie do innych czasów, przeszłych, które tak
naprawdę przypominają naszą teraźniejszość. Ciężko mi było się w tym połapać,
bowiem te dwie płaszczyzny nie współgrały mi ze sobą. Świat przed i świat po… W
moim odczuciu zabrakło im spoiwa i wyjaśnienia, dlaczego właściwie doszło do
takiego podziału.
Kelsea to bohaterka, która niosła ze sobą ogromny potencjał,
podobnie jak Szkarłatna Królowa. Niestety, okazuje się, że potencjał się gdzieś
po drodze zagubił… Kelsea w moich oczach w ogóle się nie zmieniła, cały czas
była stała. A Szkarłatna Królowa? Dla mnie okazała się istotą słabą, pozbawioną
ognia, co w przypadku czarnego charakteru jest niedopuszczalne. Postacią, która
najbardziej mnie zaintrygowała w całej trylogii był Duch, choć niestety nie
pojawiał się on zbyt często. A szkoda! Ten facet naprawdę miał w sobie coś intrygującego.
Wielka rozgrywka o Tearling też mnie nieco zawiodła… może i znajdziemy tutaj
trochę strategii i taktyki wojennej, przoduje w tym głównie Buława, ale ogółem
spodziewałabym się lepszego efektu, mocniejszego, bardziej dosadnego.
Rozwiązanie niektórych zagadek, chociażby tego, kim jest ojciec głównej
bohaterki, nieco mnie zawiodło. Myślę, że nie dogadałabym się z Eriką Johansen,
bowiem osobiście skierowałabym bieg tych wydarzeń na zupełnie inny tor.
Śmiało mogę jednak napisać, że trzeci tom utrzymuje poziom
dwóch poprzednich. Oznacza to, że seria jest napisana w sposób rozsądny i
przemyślany, choć chwilami miałam wrażenie, że autorka nie do końca wiedziała,
co powinna zrobić z daną sytuacją, i w którą stronę ją skierować. Mimo wszystko
jest to dobra seria, choć niestety nie wbiła mnie w fotel. Poprawna, lekka i
przyjemna, ale jak na mój gust, nie ma ona w sobie nic wyjątkowego, poza piękną
szatą graficzną – okładki naprawdę są obłędne i pięknie razem wyglądają.
Niestety, z samą zawartością nie do końca się zgrałam. Nie zżyłam się z główną
bohaterką, nie doświadczyłam tej historii na własnej skórze, nie udało mi się
wejść do świata Tearlingu. Cały czas byłam gdzieś obok. Jednak wydaje mi się,
że fani tej opowieści będą w pełni usatysfakcjonowani jej zakończeniem – tak
podpowiada mi moja intuicja, a ona rzadko kiedy się myli!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: