Data wydania: 26.04.2017
ISBN: 978-83-8032-162-5
Wymiary: 145 x 205 mm
Strony: 560
Cena: 44,40 zł
Sięgając po książkę 444
Macieja Siembiedy nie byłam pewna, czego mam się spodziewać. Fabuła już na
pierwszy rzut oka przypomina nieco słynny Kod
Leonarda da Vinci, chociaż ze wstydem przyznaję, że z twórczością Dana
Browna do tej pory było mi nie po drodze. Jest to jednak na tyle
rozpowszechniona historia, że prawdopodobnie każdy o niej słyszał i ma z nią
pewne skojarzenia. Nie będę jednak w stanie ocenić, czy powieść Siembiedy ma
szansę stać się polskim Kodem Leonarda da
Vinci, ale trzeba przyznać, że książka jest na swój sposób intrygująca,
choć co nieco jej brakuje.
Podobno w swoim obrazie Chrzest
Warneńczyka Jan Matejko zawarł przepowiednię, która może odmienić losy
świata. Podobno znajduje się tam wskazówka, w jaki sposób ma dojść do
pogodzenia się religii chrześcijańskiej i islamskiej. Z tego powodu obraz ten
jest wielce pożądany przez antykwariuszy, dyrektora Muzeum Narodowego, a także
hitlerowskiego grabieżcę dzieł sztuki. Uwagę na niego zwraca również prokurator
Instytutu Pamięci Narodowej, Jakub Kania. Wpada na trop związku obrazu Matejki
z przepowiednią arby, zgodnie z którą co 444 lata na ziemi pojawia się
wybraniec mający moc pojednania islamu z chrześcijaństwem. A jednym z nich był
właśnie Warneńczyk… Ale chyba nie do końca wykorzystał swoją szansę.
Jakub to istota bardzo zawzięta, która choćby nie wiem, co
się działo, będzie dążyła do swoich celów. A jego celem jest rozwiązanie
zagadki Chrztu Warneńczyka. Kania
stąpa po kruchym lodzie, bowiem każdy jego ruch jest śledzony przez
współczesnych islamistów, którzy nie chcą, aby przepowiednia arby się
wypełniła. Co więcej, obrazu Matejki pożąda także wiele innych osób. Czy
rzeczywiście dzieło polskiego malarza stanowi klucz do przepowiedni? Czy na tym
obrazie znalazło się coś, co może odmienić losy świata? Czy rzeczywiście
istnieje szansa na pojednanie się dwóch skrajnych religii? Na te teoretycznie
fikcyjne pytania stara się odpowiedzieć Jakub podczas swojego śledztwa.
Początkowo toczy się ono dosyć powoli, potem mamy pewien przełom, aż tu nagle
akcja się urywa, a my przenosimy się kilka lat w przód. O dziwo nie jest to
nawet takie dezorientujące, jak mogłoby się wydawać.
Główny motyw tej powieści stanowi dochodzenie prowadzone
przez głównego bohatera, ale mamy tutaj także pewną nutkę romansu. Na drodze
Jakuba pojawia się Katarzyna Karewicz, wnuczka Kazimierza Karewicza, który był
pasjonatem teorii spiskowych i interesował się również obrazem Matejki i przepowiednią
o wybrańcach. Dodatkowym elementem są tutaj retrospekcje z przeszłości, z
różnych okresów. Raz przenosimy się do roku 998, potem do lat 1440-1444, nie
brakuje także zaprezentowania przeszłości z okresu 1881-1893, kiedy to żył Jan
Matejko. Jednak główna akcja toczy się w latach obecnych, ale intrygujące może
być samo zakończenie, kiedy to autor przenosi nas do roku 2332. Zapewne
wszystko to miało połączyć się w jedną, logiczną całość, jednak w moim odczuciu
niektóre sytuacje były tutaj ni przypiął, ni przyłatał. Nie byłam w stanie
dostrzec ciągu przyczynowo skutkowego, a w przypadku takich thrillerów jest to
jeden z bardziej istotnych elementów.
Choć zaprezentowana tutaj historia naprawdę potrafi
wciągnąć, tak w pewnym momencie czytelnika uderza brak dynamiki i napięcia.
Chociaż pojawia się zarys pewnego niebezpieczeństwa i akcji, to jest on raczej
bardzo stonowany i nie da się go odpowiednio wyczuć. Idziemy do przodu wraz z
bohaterami, ale czegoś tutaj brakuje. To książka, która posiada w sobie
tajemnicę, ale jest napisana bardzo lekko i zdecydowanie nie należy do zbyt
skomplikowanych i wymagających powieści. Choć niektóre rzeczy niezbyt mi się
sobą współgrały, tak książkę czyta się przyjemnie. Niestety, nie wywarła na
mnie takiego efektu, jakiego bym oczekiwała. Jest dobra, poprawna i napisana w
taki bezpieczny, schematyczny sposób. Maciej Siembieda nie przekroczył żadnych
granic i nie wyszedł poza normy, trzymał się tego, co jest już czytelnikom
dobrze znane. Dlatego Ci, którzy szukają czegoś bardziej zaawansowanego i
innowacyjnego mogą się poczuć rozczarowani po lekturze 444. Jednak na pewno znajdą się i tacy, którzy mają ochotę na coś
lekkiego, utrzymanego właśnie w takim stylu, jaki zaprezentował autor.
Ani specjalnie nie odradzam, ani specjalnie nie polecam.
Pozostaję neutralna. Książkę potrafi wciągnąć i ma swoje zalety, ale też nie
jest to coś wyjątkowo ambitnego, co skłaniałoby nas do dogłębnych analiz i
wbijało w fotel. Teoretycznie mamy tutaj wszystkie te elementy, które być
powinny: spisek, intryga, tajne stowarzyszenia, sensacja, pościg, groźby,
romans… Ale czegoś zabrakło.
Za egzemplarz przedpremierowy serdecznie dziękuję: