Data wydania: 09.11.2016
Tytuł oryginału: Oblivion
Tłumacz: Sylwia Chojnacka
ISBN: 978-83-8075-164-4
Wymiary: 130 x 197 mm
Strony: 400
Cena: 39,90 zł
Seria: Lux #1.5
Seria: Lux #1.5
Choć seria Lux
jest typowym romansem paranormalnym, który nawet nie łamie utartych już dawno
schematów i nie wychodzi ponad nie, tak jednak ogromnie mi się spodobała. Nie
wiem dlaczego, gdyż ogółem nie cierpię powielania istniejących już motywów.
Zawsze oczekuję od książki tego, że pojawi się w niej coś świeżego, co nada jej
charakteru i indywidualności. Może w tym przypadku jest to Deamon Black,
którego po prostu nie da się zlekceważyć? Tak czy siak, cholernie się ucieszyłam widząc tę nowość wydawniczą!
Oblivion to
historia znana nam bestsellerowego Obsydianu
przedstawiona z punktu widzenia tego niesamowitego kosmity. Kosmity dupka – nie
da się ukryć. Aroganckiego, apodyktycznego, zbyt pewnego siebie, pełnego
sarkazmu dupka, który nie jednej czytelniczce na świecie skradł serce. Nigdy
nie zrozumiem, o co chodzi nam dziewczynom, że właśnie do takich facetów
ciągnie nas najbardziej. Ale wiecie… w tym jest drugie dno. Mimo wszystko ten
facet jest niesamowicie troskliwy, opiekuńczy i potrafi zrobić wszystko, aby
ocalić tych, których kocha. To idealna mieszanka, czyli idealny facet. Co zrobić…
nic tylko zostać astronomem, udać się w podróż do innej galaktyki i znaleźć
planetę Luksjan! A nuż tam będzie… Czy ktoś wie, czy jest jakaś
odpowiedzialność karna za porwanie kosmity i sprowadzenie go do domu?
Dobra, nie będę się rozwodzić nad wspaniałością głównego
bohatera, bo nie o to tutaj chodzi. Jest urzekający, kocham go, a pozostali
faceci, typu Adrian Ivashkov, Rhysand czy Rowan mają ode mnie chwilę przerwy
(do następnego spotkania, spokojnie!). Daemon Black już wcześniej trafił na
listę moich książkowych miłości i zdecydowanie na niej pozostanie. Jednak
niesamowicie zabawne było poznawanie tej historii z jego perspektywy. Choć
normalnie nie przepadam za takimi książkami, bowiem nie wnoszą one nic nowego,
tak tutaj było nieco inaczej. Autorka naprawdę położyła spory nacisk na jego
myśli. Świetnie zaprezentowała jego wewnętrzne rozdarcie. Umożliwiła nam
całkowite zrozumienie sposobu, w jaki traktował Kat. Choć pewnych rzeczy można
się było domyślić czytając Obsydian,
tak tutaj otrzymujemy wyjaśnienie czarno na białym. Dodatkowo pojawiają się
sceny, których w pierwszym tomu cyklu nie było. W końcu to Daemon jest teraz
narratorem i w jego otoczeniu spędzamy czas.
Pamiętam, że Obsydian
w wielu momentach przypominał słynny Zmierzch
Stephenie Meyer. Oblivion też ma to
do siebie, ale to naprawdę nie wpływa na przyjemność czerpaną z lektury. Z
resztą nigdy nie uważałam Zmierzchu za
książkę tragiczną – ma pewne niedociągnięcia, ale jako romans paranormalny
wypada naprawdę dobrze, choć znam też wiele lepszych. Nie będę robić
porównania, bo nikomu nie jest to potrzebne. Istotny jest tak, że Armentrout
nie zrobiła wiernej kopii. Stworzyła swój własny świat i bohaterów, w tym
pięknie przedstawiła historię Luksjan i ich wrogów. Zakazana miłość kosmity i
ludzkiej dziewczyny jest wątkiem wiodącym całej tej serii, ale nie brakuje
tutaj również elementu przyjaźni, walki, zagrożenia i niebezpieczeństwa.
Cieszę się, że poznałam tę historię z punktu widzenia
Daemona, którego naprawdę uwielbiam. Podoba
mi się też fakt, że Kat to taka normalna dziewczyna, o przeciętnym
wyglądzie, zakochana w książkach i swoim blogu. Przy tym wszystkim nie jest
jednak wieczną fajtłapą, ale potrafi pokazać pazurki, co zauważa sam Daemon.
Wiadomo, przy nim jest krucha, bo nie jest istotą nadprzyrodzoną, ale to
właśnie dzięki temu jest na swój sposób urocza. To jedna z tych bohaterek,
które mnie nie irytują. Oblivion to
świetne uzupełnienie serii, po które koniecznie powinny sięgnąć wszystkie fanki
Daemona! Obowiązkowo!