Data wydania: 20.07.2015
Tytuł oryginału: Hidden Huntress
Tłumacz: Anna Studniarek
ISBN: 978-83-65534-09-5
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 512
Cena: 36,90 zł
Seria: Trylogia klątwy #3
„Ukryta łowczyni” to drugim tom „Porwanej pieśniarki”,
książki, która naprawdę mnie oczarowała. Autorka zaprezentowała w niej piękną
historię, być może nieco oklepaną, ale jednak potrafiła przedstawić ją w
bajkowy sposób. Przyznaję, że z utęsknieniem wyczekiwałam drugiego tomu i w
końcu się doczekałam! Nie było to na szczęście zbyt długi okres czasu, więc z
łatwością mogłam powrócić do świata stworzonego przez Danielle Jensen,
doskonale pamiętając, co wydarzyło się w pierwszej części.
Cecile udało się uciec z krainy trolli, ale i poza nią nie
jest bezpieczna. Bezwzględny władca Trollus ma swoich szpiegów wszędzie i
bacznie obserwuje poczynania Cecile, która bardzo szybko staje się ponownie
ofiarą jego manipulacji. Jedyny troll, który mógłby mu stawić czoła, Tristan,
został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cecile z kolei musi pogodzić swoje nowe
życie pieśniarki z obietnicą złożoną królowi Trollus. Każdego wieczora spełnia
marzenie jej matki i występuje na scenie, aby stać się jej godną następczynią.
Dniami zaś poszukuje tajemniczej wiedźmy, która rzuciła klątwę na krainę
trolli. Niestety, nie ona pierwsza próbuje znaleźć jakikolwiek ślad Anushki.
Będzie musiała sięgnąć po najmroczniejszą magię, aby wywiązać się ze swoich
zobowiązań.
O ile pierwszy tom w dużej mierze skupiał się na romansie
Cecile i księcia trolli, tak w przypadku „Ukrytej łowczyni” pierwsze skrzypce
przejęły inne wątki. Na pierwszy plan wysuwa się intryga króla oraz obietnica
złożona mu przez główną bohaterkę. Cecile zrobi wszystko, aby odnaleźć Anushkę,
co wcale nie jest łatwym zadaniem. Widać, że dziewczyna nie raz waha się przed
zrobieniem pewnych rzeczy, zwłaszcza jeżeli są one związane z zabójczą magią,
ale doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji, które się pojawią, gdy nie
wykona swojego zadania. Dlatego przekracza granice swojej wytrzymałości i
przechodzi samą siebie – zdecydowanie jej upór zasługuje na uznanie, chociaż
muszę przyznać, że w tej dziewczynie nadal brakuje mi porządnego ognia i werwy.
Trochę ciężko mi to przyznać, ale wypada nieco blado, mimo że powinna być
chodzącą burzą.
Danielle Jensen bardzo dobrze poradziła sobie z płynnym
przejściem z jednego motywu w kolejny. Owszem, romans Cecile i Tristana nadal
ma spore znaczenie, ale jednak zszedł na nieco dalszy plan i tym razem stanowi
tylko dopełnienie historii. Trzeba przyznać, że jest to całkiem dobry zabieg,
bowiem wydaje mi się, że nie każdy czytelnik zdzierżyłby kolejne miłosne
schadzki tej dwójki. Nie mam tutaj na myśli tego, że ich związek jest
infantylny i żałosny, bowiem nic takiego nigdy nie przyszło mi nawet do głowy,
ale wiadomo jak to jest – czytelnik pragnie czegoś więcej! Porywającej fabuły i
wartkiej akcji, intrygi, spisku, tajemnicy – i trzeba przyznać, że „Ukryta
łowczyni” mu to zapewnia w nawet zadowalającym stopniu. Z ciekawością i
zainteresowaniem śledziłam poczynania głównej bohaterki i przyznaję, że autorce
chwilami udało mi się zaskoczyć. Być może pewne elementy były w pewnym stopniu
przewidywalne, ale nie do końca rozwikłałam tajemnicę pochodzenia i tożsamości
Anushki.
Na uwagę zdecydowanie zasługuje również styl autorki.
Książka jest napisana bardzo dobrym językiem, pozbawionym banalności. Mimo że
Cecile nadal jest nastolatką, to wypowiada się w sposób dojrzały, podobnie jak
pozostali bohaterowie. Cała historia nadal posiada taką baśniową otoczkę, ale
mimo wszystko nie brakuje jej też powagi i głębi. Danielle Jensen bardzo dobrze
kreuje swoje postaci sprawiając, że otrzymujemy gamę różnobarwnych bohaterów, z
których każdy ma swoją rolę do odegrania w tej opowieści. Jedni zyskują naszą
sympatię, inni nie, ale na tym właśnie polega urok takich książek. Szkoda
tylko, że historia Cecile nie poruszyłaby mnie aż tak bardzo, jakbym tego
chciała. Wydaje mi się, że pierwszy tom bardziej mnie pochłonął.
„Ukryta łowczyni” to dobra kontynuacja „Porwanej
pieśniarki”, w której otrzymujemy nieco inne motywy niż w pierwszej części.
Widać, że autorka miała ciekawy pomysł i obrała nieco inny kierunek rozwoju niż
sam romans, co zdecydowanie wyszło tej powieści na plus. Jednakże uważam, że
„Porwana pieśniarka” jest bardziej emocjonująca niż jej następczyni, choć obie
powieści czytałam z podobnym zainteresowaniem. Mimo pewnych niedociągnięć, na
które z łatwością można przymknąć oko i które nie przeszkadzają w lekturze, jest
to godna uwagi historia, która potrafi zapewnić dobrą rozrywkę na kilka godzin.
Jednym spodoba się bardziej, innym mniej, ale zdecydowanie jest to dobra seria,
z którą warto się zapoznać. Poza tym ma przepiękne okładki, a szata graficzna
trzeciego tomu jest po prostu cudowna! I przyznaję, że z wielką przyjemnością
sięgnę po zakończenie tej trylogii.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: