Data wydania: 06.06.2016
Tytuł oryginału: Stone Cold Touch
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
ISBN: 978-83-8075-113-2
Wymiary: 130 x 197 mm
Strony: 400
Cena: 39,90 zł
Seria: Dark Elements #2
Jennifer L. Armentrout zdobyła moje serce serią LUX oraz
stworzeniem postaci Daemona Blacka. Bardzo chętnie sięgnęłam po jej kolejny
cykl, który tym razem nie jest o przybyszach z innej planety, ale o innych
paranormalnych istotach – demonach. Pierwszy tom serii Dark Elements, czyli Ognisty pocałunek,
był na swój sposób urzekający – przeczytałam go w mgnieniu oka, spodobał mi się
klimat i przedstawiona w nim historia, chociaż nie jestem pewna, czy było to
coś nowego. Jednakże na pewno odpowiadało moim gustom czytelniczym, dlatego
chętnie sięgnęłam po Arktyczny dotyk.
Czy dorównał pierwszej części?
Layla Shaw, pół demon, pół strażnik, próbuje pozbierać się
po ostatnich wydarzeniach, które rozbiły jej serce na kawałki. Mimo że jest
przy niej Zayne, przystojny, ale nieosiągalny przyjaciel od dziecka, dziewczyna
wciąż tęskni za Rothem, następcą diabelskiego tronu. Dodatkowo Ci, których
zawsze uważała za rodzinę, czyli strażnicy, zaczynają oskarżać ją o każde zło,
które pojawia się w mieście. Abbot, jej przyszywany ojciec, zaczyna widzieć w
niej bardziej demona niż strażnika. Zaczynają skrywać przed nią wszystkie
sekrety, co wcale nie ułatwia dziewczynie życia – zwłaszcza, że jej moce
ulegają zmianie. Niespodziewanie pojawia się Roth, którego słowa mogą odmienić
losy Layli. Mimo że dziewczyna w końcu dostaje zakazany owoc, którego pragnęła
od lat, cena za jego otrzymanie może się okazać za wysoka…
Książki z tej serii mają piękne, bardzo klimatyczne okładki!
Ciężko oderwać od nich wzrok, a to, co dostajemy w środku, jest równie
przyjemne. Owszem, jest to kolejna paranormalna historia z nastoletnim romansem
w tle, ale chyba każdy z nas lubi czasami zapomnieć o problemach dnia
codziennie i zatracić się w takiej przygodzie? No dobrze, może nie każdy,
bowiem nie wyobrażam sobie dorosłych ludzi sięgających po tę serię, ale
przecież i tak skierowana jest ona głównie do nastoletnich odbiorców. A ja,
mimo że nastolatką już nie jestem, i tak chętnie się z nią zapoznałam. Nie
urzekła mnie tak bardzo, jak seria LUX, ale z pewnością była to doskonała
rozrywka. Nie oczekiwałam niczego więcej.
Styl Jennifer Armentrout jest mi już dobrze znany, podobnie
jak stosowane przez nią triki, co sprawia, że chwilami doskonale wiem, czego
mogę się spodziewać – zwłaszcza jeżeli chodzi o romans, to i tak autorce udało
się mnie zaskoczyć na sam koniec drugiego tomu. Takie zakończenie z pewnością
zachęca do sięgnięcia po trzecią część, która już jest w przygotowaniu.
Właściwie muszę przyznać, że historia Layli naprawdę przypadła mi do gustu –
chociaż sama jej postać jest dla mnie nieco dziecinna i infantylna, to sama
fabuła mi nawet odpowiada. Nie oczekiwałam od tej serii, że zmusi mnie do
rozważań czy analizy rozgrywających się wydarzeń – sięgnęłam po nie głównie po
to, aby się zrelaksować. Zarówno Ognisty
pocałunek, jak i Arktyczny dotyk
idealnie sprawdzają się w tej roli. Obie części są utrzymane na tym samym
poziomie, a czyta się je lekko i przyjemnie. Ciężko mi ocenić, czy drugi tom
jest pod jakimś względem ciekawszy czy bardziej zaskakujący – moim zdaniem jest
na równi z pierwszym.
Niestety obawiam się, że książka zupełnie nie przypadnie do
gustu osobom, które nie znoszą trójkątów miłosnych. Tutaj jest on właściwie
wątkiem równoległym do całej walki, jaką toczą strażnicy z demonami. Demoniczna
strona tej serii bardzo mi się podoba, bowiem paranormalny świat stworzony
przez Armentrout jest naprawdę dopracowany i konkretny, jest walka, nawiązania
do Biblii, Lilith, władca piekieł, rozlew krwi i tajemnica, natomiast romans
jest taki, jakich wiele. Layla biega od Zayne’a do Rotha, nie wie, czego chce,
a jej rozterki bywają nieco irytujące. Właściwie cała jej osobowość bywa
niezwykle irytująca, chociaż pamiętam, że jak pojawiła się zapowiedź tej serii,
to miałam nadzieję na silną bohaterkę z pazurem. Layla jest raczej jej
przeciwieństwem, co w drugim tomie jest chyba jeszcze bardziej uwydatnione.
Natomiast co się tyczy dwóch przystojniaków… zdecydowaniem jestem team Roth.
Arktyczny dotyk to
lekka, przyjazna i typowo rozrywkowa powieść, utrzymująca poziom i klimat
pierwszej części. Bardzo szybko uporałam się z tymi ponad 500 stronami, dobrze
się przy tym bawiłam i nawet nie mam ochoty dokładnie analizować tego, czy
pojawiły się tutaj jakieś nieścisłości. Lubię styl Jennifer Armentrout i wiem,
że sięgając po jej książki będę się dobrze bawić. Autorka ta w bardzo płynny,
barwny i plastyczny sposób przedstawia swoje historie, nie można jej odmówić
pomysłowości i dobrego, lekkiego pióra. Myślę, że ta seria z pewnością znajdzie
swoich zwolenników i jakoś tak przychodzi mi na myśl, że powinni się z nią
zapoznać fani twórczości Cassandry Clare i
Darów Anioła.
Książkę w okazyjnej cenie możecie dostać tutaj:
Ogólna ocena: 7/10