Data wydania: 08.06.2016
Tytuł oryginału: Pushing the Limits
Tłumacz: Monika Wiśniewska
ISBN: 978-83-287-0250-9
Wymiary: 130 x 2025 cm
Strony: 496
Cena: 39,90 zł
„To nie mija. Ból. Rany się zabliźniają i nie zawsze masz
wrażenie, jakby haratał cię nóż. Ale kiedy najmniej się tego spodziewasz,
pojawia się ból, który ci przypomina, że nic już nigdy nie będzie takie samo.”
Katie McGarry jest młodą autorką YA, która uwielbia
szczęśliwe zakończenia. Jednakże nie stoi to na przeszkodzie temu, aby jej
bohaterowie zmagali się z traumatycznymi przeżyciami. Historia Noaha i Echo
idealnie odzwierciedla przysłowie „Po burzy zawsze wychodzi słońce”. Typowy bad
boy i zagubiona dziewczyna… co by się musiało stać, aby ta dwójka nie zaczęła
się mieć ku sobie? Każde z nich ma za sobą mroczną i bolesną przeszłość, która
nie daje im spokoju. Wydarzenia te odbiły na nich swoje piętno – choć na każdym
w inny sposób. W jednej chwili stali się zupełnie innymi osobami i mimo że
oboje mają za sobą inną traumę, to jednak wiele ich łączy, a przede wszystkim
ogromny ból.
Bardzo rzadko sięgam po romanse, zwłaszcza jeżeli skupiają
się one na nastoletniej miłości. Prawdopodobnie nie ma rzeczy bardziej ulotnej
i mniej trwałej niż licealne zauroczenie. Taka miłość rządzi się swoimi
prawami. Podobnie jak i książki, które do niej nawiązują. Przede wszystkim
główną wadą tego typu powieści jest zbyt szybki rozwój uczucia pomiędzy
głównymi bohaterami, co w wyjątkowy sposób działa mi na nerwy. Wiecie, bardzo
nie lubię, jak ludzie rzucają na prawo i lewo słowami „Kocham Cię”, zwłaszcza
kilka dni po zawarciu znajomości. Niestety, często ma to miejsce w romansach
YA. Jednak w przypadku Echo i Noaha jest to dosyć uzasadnione, chociaż i tak
słowo „kocham” pada dopiero pod koniec tej historii. Chemia pomiędzy nimi jest
widoczna już od pierwszej chwili, chociaż jak na mój gust, ponownie wszystko
się dzieje za szybko – jednak mimo wszystko w nieco powolniejszym tempie niż
czasami zdarza mi się spotkać w książkach, więc tak na dobrą sprawę przymknęłam
na to oko.
Noah to typowy zły chłopak, który jednak jest w stanie
zrobić wszystko dla osób, które kocha. I nie chodzi tutaj tylko o dziewczynę,
ale również o rodzinę. Jest zdeterminowany, pewny siebie i jak na swój wiek
naprawdę dojrzały. Podobnie Echo. W dużej mierze wynika to z tego, co spotkało
ich oboje. Chcę się obejść bez spoilerów i ujawniania szczegółów fabularnych, powiem jednak tyle, że naprawdę
są to wydarzenia traumatyczne, które nie pozostają obojętne na psychikę i
usposobienie człowieka. Cieszy mnie to, że autorka nie przedstawiła błahych
powodów ich zachowania, bowiem byłoby to po prostu infantylne. Mówi się, że w
tak młodym wieku nie można mieć za sobą wielkiego bagażu doświadczeń – owszem,
wielkiego ze względu na ilość wydarzeń być może nie, ale jeżeli weźmiemy pod
uwagę sam ciężar, to czasami jedno wydarzenie może być gorsze niż dziesięć
innych. Zwłaszcza w tak młodym wieku. Autorka naprawdę doskonale poradziła
sobie z przedstawieniem tego, co ich spotkało i w jaki sposób ich zmieniło.
„Ta dziewczyna miała w posiadaniu moją duszę i skradła mi
serce.”
Echo jest dziewczyną, z którą bardzo łatwo było mi się
zidentyfikować – być może nie pod każdym względem, ale jednak. To zagubiona
dziewczyna, którą targają wewnętrzne rozterki. To osoba, która zamyka się przed
światem, mimo że niegdyś była otwarta na wszystko i wszystkich. Ma swoje
zasady, których się trzyma, ale mimo wszystko potrafi pokazać pazur. Ciężko jej
nie lubić. A Noah? No dobra, przyznaję po raz kolejny, że mam słabość do
książkowych przystojniaków. A Noah zdecydowanie się do nich zalicza! Z całą tą
siłą, która od niego emanuje, z całym swoim sposobem bycia… Okej, nadużywa
słowa „skarbie”, ale doskonale wiem, dlaczego w brzuchu Echo szalały
pterodaktyle i uginały się pod nią nogi. Chyba zmierzam w złym kierunku…
podobają mi się licealiści? Czy można to uznać za kryzys u osoby kończącej
studia?
„Przekroczyć granice” to książka, która naprawdę mnie wciągnęła.
Mimo że rządzi się tymi samymi prawami, co większość romansów YA, to przypadła
mi do gustu – a to nie zdarza się w przypadku tego gatunku literackiego zbyt
często. Pięknie prezentuje chemię pomiędzy bohaterami, a także traumę i sposób,
w jaki Noah i Echo sobie z nią radzą, a przy tym wspierają się nawzajem. Co
więcej, ta książka potrafi wzruszyć – nawet nie przez miłosne wzloty i upadki głównych bohaterów,
ale raczej przez ich walkę z przeszłością i tytułowe przekraczanie granic. To
coś więcej niż typowy romans, mimo że całość sprowadza się do uczucia pomiędzy
dwójką nastolatków – jednak autorka w bardzo umiejętny i sprytny sposób
włączyła tutaj inne, bardzo istotne elementy. Jestem mile zaskoczona!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
oraz firmie Business & Culture
W SKRÓCIE:
"Przekroczyć granice" to książka, która mnie pozytywnie zaskoczyła. Mimo że rzadko sięgam po powieści z gatunku NA, tak ta naprawdę mnie wciągnęła i miło spędziłam z nią czas. Nie jest to książka idealna, ale dobrze się ją czyta.
DLA KOGO?
Z pewnością dla wszystkich fanów gatunku - myślę, że Katie McGarry Was nie zawiedzie!