Data wydania: 28.04.2016
Tytuł oryginału: Oblivion
Tłumacz: Małgorzata Kaczarowska
ISBN: 978-83-7686-439-6
Wymiary: 130 x 210 mm
Strony: 300
Cena: 39,90 zł
Seria: Nevermore #3 (finał)
„Powiedzieli mi, że umarłam. Powiedzieli, że byłam martwa, a
ja chciałabym im odpowiedzieć, że nadal jestem, a przynajmniej tak się czuję.”
„Nevermore. Otchłań” to długo wyczekiwany przeze mnie finał
trylogii napisanej przez Kelly Creagh. Dwa pierwsze tomy wypadły naprawdę
znakomicie i ogromnie cieszyłam się, że ktoś postanowił się zainspirować
twórczością Edgara Allana Poe. Creagh miała naprawdę piękną wizję i chciała
opowiedzieć eteryczną historię dwójki młodych ludzi, którzy należą do różnych
środowisk, a oboje zatracają się stopniowo w świecie snu. Mając w głowie
poprzednie wydarzenia – choć nie ukrywam, że bardzo szczegółowo ich nie
pamięta, bo minęło sporo czasu, od kiedy je czytałam – z ogromną fascynacją i
wielką nadzieją sięgnęłam po trzeci tom.
Isobel Lanley, różowa chearleaderka o blond włosach, nie
jest już taka, jaką poznaliśmy ją w pierwszej części. Dzięki Varenowi
Nethersowi zaszła w niej ogromna zmiana. Problem polega na tym, że Varen
zniknął. Przepadł. Nie ma go. Utknął w mrocznej, nieprzyjemnej krainie, gdzie
Lilith nie wahała się ani chwili, aby go sobie przywłaszczyć. Upiór pragnie
zatrzymać przy sobie chłopaka na zawsze i jest w stanie zrobić wszystko, aby
ten cel się spełnił. Dosłownie wszystko. Granica dwóch światów zaczyna się
zacierać – zwłaszcza dla Isobel, która odchodzi od zmysłów. Czy dziewczyna
będzie w stanie uratować swojego ukochanego, który obrócił jej życie do góry
nogami?
Ta książka w bardzo dosadny sposób uświadomiła mi jedną
rzecz – starzeję się. No, może „starzeję” nie jest do końca odpowiednim słowem,
ale „dojrzewam” już tak. Dojrzewa też mój gust czytelniczy. Tak ogromna
przerwa, jaka miała miejsce pomiędzy pojawieniem się dwóch pierwszych tomów a
finałem, zapewne również odegrała dosyć znaczącą rolę w sposobie odebrania
przeze mnie tej powieści. Nie zrozumcie mnie źle – to nie tak, że mi się
zupełnie nie podobało. Nie chodzi też o to, że książka sama w sobie jest
tragiczna… Tylko po prostu nie byłam w stanie już tak dobrze odebrać tej
historii, nie mogłam się w nią wczuć. Co ciekawe, byłam na nią całkowicie
obojętna i chyba to najbardziej mnie zdziwiło, bo pierwszą i drugą cześć
czytałam z ogromnym zaangażowaniem i niepewnością, co wydarzy się dalej.
Niestety, do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji do
zapoznania się z innymi opiniami na temat tej książki, ale jestem bardzo ciekawa,
czy inni czytelnicy odebrali ją podobnie. Mogłabym się nazwać fanką twórczości
Kelly Creagh jeszcze przed lekturą „Otchłani”, a po lekturze? Nie jestem pewna…
Książka jest naprawdę dobrze napisana, historia nadal posiada ten swój
wyjątkowy klimat, a zmiana Isobel jest widoczna na pierwszy rzut oka – choć ta
dziewczyna nigdy jakoś wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Pomysłowość to
cecha, której autorce nie można odrzucić, bowiem stworzyła opowieść bardzo
oryginalną i jedyną w swoim rodzaju – nie tylko dzięki inspiracji twórczością
Poego, ale ogólnie doskonale poradziła sobie z przelaniem swojej wizji na
papier. Przedstawiona historia jest logiczna, sensowna i na swój sposób
ciekawa. Mnie po prostu zabrakło emocji i napięcia, które towarzyszyły mi podczas
czytania dwóch poprzednich tomów. Moja obojętność była straszna. Poczułam się
też nieco zawiedziona przekładem wiersza „Annabel Lee” – wiem, że być może to
sprawa prozaiczna, ale znam ten utwór na pamięć w dwóch językach i ten przekład
całkowicie nie oddaje piękna tego dzieła.
„Nevermore. Otchłań” to w miarę satysfakcjonujące
zakończenie serii – jeżeli spojrzymy na to pod kątem fabularnym – ale niestety
czuję lekkie rozczarowanie, chociaż bardziej wynika chyba ono ze mnie samej, a
nie z książki. To całkowicie normalne, że gusta czytelnicze się rozwijają,
zmieniają w ten czy inny sposób, ale
naprawdę żałuję, że jedna z moich ulubionych serii trochę straciła w moich
oczach – i to jak już mówiłam, nie z winy autorki. To dosyć ciekawa prawa, bo
spotyka mnie to po raz pierwszy… Chyba muszę powrócić do dawnych serii i
zobaczyć, czy w ich przypadku będzie podobnie. Jednak nie wiem, czy na pewno
tego chcę. Mimo wszystko zawsze będę mieć w sobie pewien sentyment do tej
trylogii i cieszę się, że udało mi się ją przeczytać do końca.
Książka jest ciężko dostępna, ale możecie ją znaleźć tutaj:
W SKRÓCIE:
Bardzo długo czekałam na tę książkę i jest mi bardzo smutno, że nie mogłam się w nią wczuć tak, jak w dwie poprzednie części. Czemu człowiek musi dorastać? To takie niesprawiedliwe! "Otchłań" utrzymuje poziom i klimat swoich poprzedniczek, więc jest naprawdę dobrze - tym razem problem tkwi we mnie, nie w książce.
DLA KOGO?
Dla wszystkich fanów serii oczywiście!