Czym jest KZT? KZT – Krótko, Zwięźle i na Temat!
Czyli kiedy nie jestem wstanie napisać pełnowymiarowej recenzji… A może po prostu to takie urozmaicenie ;)
Czyli kiedy nie jestem wstanie napisać pełnowymiarowej recenzji… A może po prostu to takie urozmaicenie ;)
Data wydania: 28.10.2015
Tytuł oryginału: Opposition
Tłumacz: Sylwia Chojnacka
ISBN: 978-83-8075-041-8
Wymiary: 130 x 197 mm
Strony: 524
Cena: 39,90 zł
Seria: LUX #5 (finał)
„Opposition” to piąty i ostatnim tom bestsellerowej serii
Lux autorstwa Jennifer L. Armentrout. Serii, którą z czystym sumieniem można
zaklasyfikować do kategorii romansów paranormalnych. Serii, która nawet nieco
przypomina słynny „Zmierzch” – w końcu to od niego zaczął się szał na romanse z
wampirami, wilkołakami, aniołami i… kosmitami. Doskonale zdaję sobie sprawę z
tego, że ta seria jest infantylna i nawet nieco schematyczna – jednak Deamon
Black sprawia, że przymykam na to wszystko oko. Poza tym Katy nie ma wiecznie
udręczonego wyrazu twarzy tak jak Bella. I nie jest wieczną sierotą, tylko młodą
i pewną siebie dziewczyną, która potrafi pokazać pazur! Naprawdę ją lubię.
Chociaż nie cierpię jej za to, że ma Daemona. On powinien być mój! Jednak
skupiając się już na samym finale… Cóż, w pewnym stopniu był przewidywalny, ale
muszę przyznać, że po prostu pochłonęłam tę książkę, pożarłam jak wygłodniały
wilk. Przeczytałam ją w mgnieniu oka, przeżywałam wzloty i upadki, nie byłam
pewna zakończenia – bo przecież w każdej chwili autorka mogła wszystko obrócić
w proch, a przy okazji miałam okazję powrócić do tego świata, który naprawdę
przypadł mi do gustu. Czy jestem usatysfakcjonowana zakończeniem serii? Ogółem
rzecz biorąc tak. Mimo tego, że w dużej mierze cała ta historia jest
powtórzeniem wielu dobrze znanych mi motywów z innych romansów paranormalnych, to
jednak ta seria ma w sobie coś takiego, że całkowicie o tym zapominam. Po
prostu cieszę się lekturą i mam totalnie gdzieś fakt, że jest powtarzalna i
mało oryginalna. Ma w sobie pewien urok i naprawdę doskonale się czuję w tym
świecie. I nie, nie jest to sprawka tylko i wyłącznie Daemona. Cieszę się, że
dotarłam do końca, chociaż z pewnością będę tęsknić za tą historią i jej
bohaterami. I coś czuję, że jeszcze kiedyś przyjdzie mi do nich powrócić.