Data wydania: 02.06.2016
Tytuł oryginału: Titans
Tłumacz: Matylda Biernacka
ISBN: 978-83-7966-023-0
Wymiary: 136 x 204 mm
Strony: 368
Cena: 34,90 zł
„Tytany” to najnowsza powieść Victorii Scott, autorki serii
„Ogień i woda”, z którą jednak nie miałam okazji się zapoznać. Wiele osób ją
poleca, więc istnieje spora szansa na to, że kiedyś ten brak nadrobię, ale na
chwilę obecną chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami na temat
„Tytanów”. Okładka już częściowo zdradza, o czym będzie mowa w książce i trzeba
przyznać, że doskonale odzwierciedla jej główny wątek – łącznie ze znakomitą
czcionką i sposobem wyeksponowania tytułu.
Astrid po raz pierwszy widziała wyścigi Tytantów mając
zaledwie 12 lat, mimo że nie jest to widowisko dostosowane do tak młodego
wieku. Mając 5 lat więcej, czyli będąc już prawie dorosła, choć z tym akurat
można polemizować – ale o tym za chwilę – otrzymuje szansę wystartowania w
zawodach i nie zastanawia się długo nad przyjęciem tej oferty. Wie, że jeśli
wygra, to zapewni odpowiednią przyszłość swoim bliskim, nie tylko rodzinie, ale
i najdroższej przyjaciółce. Jednak dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z
ryzyka, które podejmuje – może stracić zaufanie swoich bliskich, szacunek ojca
i własne życie.
Skoro już nieco nawiązałam do postaci głównej bohaterki, to
zacznę właśnie od tego. Astrid to siedemnastoletnia dziewczyna, nieco wycofana
ze świata i zamknięta w sobie, ale w żadnym wypadku nie jest życiową
niedorajdą. Doskonale zdaje sobie sprawę trudnej sytuacji, w jakiej znalazła
się jej rodzina i za to, co postanawia dla nich zrobić, należą jej się brawa.
Bohaterska i odważna postawa głównej bohaterki sprawiają, że wiele ona zyskuje
w oczach czytelnika i z łatwością zyskuje naszą sympatię. Podobnie jak i jej
wierna przyjaciółka, Magnolia. Znakomitą postacią jest również mentor i opiekun
Astrid w wyścigach, Gałgan. Pozostali bohaterowie schodzą na nieco dalszy plan
i nie są aż tak dobrze wykreowani, ale nie jest to element, na którym aż tak
bym się skupiała.
Nie da się ukryć, że „Tytany” w pewnym stopniu przypominają
inne dystopie – tym razem mamy do czynienia z wyścigiem, który ostatnio zaczyna
się pojawiać w tego typu literaturze coraz częściej. Można by do jednak odnieść
do Głodowych Igrzysk, w których udział brała Katniss Everdeen. „Igrzyska
śmierci” chyba zna każdy czytelnik, który ceni sobie gatunek dystopii.
Rzeczywiście nie da się ukryć podobieństw pomiędzy tymi dwiema historiami,
chociaż rzucają się one w oczy dopiero po głębszym zastanowieniu. Astrid,
podobnie jak Katniss, bierze udział w ryzykownym wyścigu, aby ratować rodzinę.
Gałgan nieco przypomina Haymitcha, a sponsorka Astrid to taka młodsza siostra
Effie. Obie bohaterki mają na pozór nikłe szanse na zwycięstwo, ale każda z
nich ma głowę na karku i potrafi sobie poradzić w trudnej sytuacji. To się
chwali! O dziwo sytuacja, w której się znalazłam, wcale mnie nie zirytowała.
Być może Victoria Scott czerpała inspirację z twórczości Suzanne Collins, ale
potrafiła stworzyć z tego własną, osobliwą historię.
Bardzo podobała mi się więź pomiędzy Astrid i jej Tytanem.
Dziewczyna miała okazję zmierzyć się z przeciwnikami na pierwszym prototypie,
który jest już istnym przeżytkiem. Połączenie konia i maszyny to dosyć odważna
i ciekawa wizja, a Scott całkiem dobrze
ją opisała. Okazuje się, że Skobel, bo takie imię nadała Tytanowi Astrid, ma
swój własny rozum, a także uczucia. Pomiędzy jeźdźcem a Tytanem wywiązała się
piękna więź oparta na przyjaźni i wzajemnym zaufaniu, a zakończenie ich
historii może się okazać bolesne dla bardziej wrażliwych czytelników. Czy można
tu mówić o szczęśliwym zakończeniu? I tak, i nie. Z pewnością jednak nie można zarzucić autorce
braku talentu, bowiem styl, którym się posługuje, jest naprawdę przyjemny w
odbiorze. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, chociaż nie jest to kolejna
banalna lektura dla nastolatek. Zostały w niej przedstawione ważne wartości,
takie jak odwaga, honor, przyjaźń i rodzina.
„Tytany” to naprawdę ciekawa i wciągająca opowieść, która
wzbudza w czytelniku zarówno radość i śmiech, jak i smutek oraz wzruszenie. Są
tutaj pewne elementy, które moim zdaniem można by dopracować – przede wszystkim
same zawody i opisy wyścigów, ale mimo wszystko spędziłam z twórczością
Victorii Scott miłe chwile. Powieść ta spodobała mi się na tyle, że poczułam
się przekonana o tym, żeby spróbować zapoznać się z serią „Ogień i woda”. Na
chwilę obecną nie mogę porównać tych dwóch historii, ale jestem przekonana, że
„Tytany” znajdą wielu swoich zwolenników.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
W SKRÓCIE:
"Tytany" to książka dobra, ale nie wyjątkowa. Ma w sobie wiele dobrych elementów, ale część z nich wymagałaby doszlifowania. Mimo to pięknie prezentuje wartość rodziny, odwagi i przyjaźni. Czytelnik doznaje różnego rodzaju emocji, od wzruszenia, przez radość, aż po głęboki smutek i uczucie pustki. Wiele zarzucić jej nie można, ale też nie poczułam się całkowicie urzeczona tą pozycją.
DLA KOGO?
Właściwie dla wszystkich czytelników, którzy lubią emocjonalne podejście do pewnych wartości. Powinna się spodobać fanom dystopii, o ile nieco przymkną oni oko na podobieństwa do innych książek z tego gatunku.