Czym jest KZT? To nowy cykl postów na blogu: KZT – Krótko, Zwięźle i na Temat!
Czyli kiedy nie jestem wstanie napisać pełnowymiarowej recenzji… A może po prostu to takie urozmaicenie ;)
Data wydania: 11.01.2008
ISBN: 978-83-8914-394-5
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 200
Cena: 24,00 zł
„Melanże z żyletką” Łukasza Gołębiewskiego to książka, która
przyciągnęła mnie do siebie tytułem i widzianymi gdzieś w Internecie cytatami.
Spodziewałam się książki o samookaleczaniu, bo sama przeżyłam to na własnej
skórze (dawne dzieje, lepiej nie wnikać), ale okazuje się, że Żyletka to
pseudonim głównej bohaterki. Owszem, dziewczyna nie stroni od tego, żeby się
pociachać, ale też głównym motywem książki jest coś więcej. To opowieść o
relacji wywiązującej się pomiędzy młodą, zdegenerowaną dziewczyną, a starszym
od niej o kilka lat pisarzem, który nie stroni od alkoholu. To iście toksyczny
związek – nie ma co ukrywać, oboje się staczają i żadne nie potrafi postawić
drugiego do pionu. A może po prostu tego nie potrzebują? Po części ta opowieść
to czysta patologia, a mimo wszystko naprawdę dobrze mi się ją czytało. Nie
jest długa, ale zakończenie po prostu niszczy system. Miażdży! Gdy zamknęłam tę
powieść to po prostu nie dowierzałam temu, co się wydarzyło. Napadł mnie atak
histerycznego śmiechu i naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje. I nie, nie było
to wcale zabawne. Tylko niszczące psychikę czytelnika. Łukasz Gołębiewski w
znakomity sposób wykreował swoich bohaterów, a jego opowieść bądź co bądź jest
bardzo realistyczna i na swój sposób życiowa. Świetne oddał istotę toksycznego
związku, ale również nieustannej pogoni za szczęściem, wolnością i próbą
wyjścia na prostą. W żadnym wypadku nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść.
Było to coś zupełnie innego niż czytam na co dzień. I uważam, że było warto się
z nią zapoznać. W tej prostocie jest pewien niezaprzeczalny urok.