Data wydania: 14.10.2015
Tytuł oryginału: Silver Shadows
Tłumacz: Monika Gajdzińska
ISBN: 978-83-10-13014-3
Wymiary: 135 x 204
Strony: 368
Cena: 39,90 zł
Seria: Kroniki Krwi #5
Seria: Kroniki Krwi #5
„Srebrne cienie” to piąty, długo wyczekiwany przeze mnie tom
„Kronik krwi”. Tom poprzedni, czyli „Serce w płomieniach” pozostawiło mnie w
totalnej rozsypce, z której zbierałam się kilka dni. I wierzcie mi, nie było to
takie proste, bowiem ciągle w moich myślach przewijało się zakończenie czwartej
części… Na ten tom czekałam ponad rok, ale w końcu do mnie dotarł i właśnie
wtedy rzuciłam wszystko inne – od razu zabrałam się za lekturę.
Sydney sprzeciwiła się prawom alchemików, które wpajano jej od
urodzenia. Wiedziała, że dużo ryzykuje, ale była gotowa podjąć to ryzyko.
Niestety, zapłaciła za to najwyższą możliwą cenę i trafiła do ośrodka
reedukacji. Doskonale wiedziała, jak kończą alchemicy, którzy się tam znaleźli…
Nie raz była świadkiem tego, co dzieje się z człowiekiem po pobycie w takim
ośrodku. Teraz na własnej skórze doświadcza wszystkich możliwych okrucieństw ze
strony ludzi, których uważała za swoich mentorów. Torturują ją alchemicy,
stowarzyszenie, któremu zawsze była wierna, osoby, którym zawsze wierzyła.
Całkowicie odizolowana od świata, pozbawiona możliwości kontaktu z rodziną czy
z Adrianem, jest zdana tylko na siebie. Ale przecież Adrian nie zostawi swojej
ukochanej, prawda? Tylko czy przybędzie na czas, aby ją uratować?
Richelle Mead należy do grona moich ulubionych autorów, więc
sięgam w ciemno po każdą jej książkę,
jaka pojawi się na rynku. „Kroniki krwi” są wciągającą i pasjonującą serią,
która całkowicie zawładnęła moim sercem. Sydney Sage jest silną osobowością,
której nie brak zdrowego rozsądku i rozwagi. Jest również takim typem
człowieka, który nigdy nie daje za wygraną, nigdy się nie poddaje. Zawsze stara
się dokładnie analizować sytuację i znaleźć najlepsze rozwiązanie. I to właśnie
dzięki tym umiejętnościom potrafi przetrwać najcięższe chwile… Chwilami nie
byłam w stanie uwierzyć, że alchemicy potrafią posunąć się do czegoś takiego,
co zagwarantowali Sydney. Jak bardzo okrutnym człowiekiem trzeba być, aby
zgotować nastolatkom takie piekło i pranie mózgu? Wydarzenia, jakie rozgrywały się
w ośrodku reedukacji były nie tylko brutalne pod względem fizycznym, one
również całkowicie niszczyły ludzką psychikę i osobowość. Nawet najsilniejsza
osoba po dłuższym czasie dała by się złamać…
Adriana Iwaszkowa pokochałam już jakiś czas temu i wielbiłam go na
każdym kroku. Natomiast jak tylko rozpoczęłam lekturę „Srebrnych cieni”, miałam
ochotę skopać mu tyłek! Dlaczego od razu nie ruszył na poszukiwania Sydney?
Powinien poruszyć niebo i ziemię, podobałoby mi się nawet, gdyby stał się
żadnym krwi i zemsty wampirem… Byłam na
niego po prostu wściekła! Jego zachowanie zupełnie mi nie odpowiadało, ale na
szczęście po pewnym czasie moroj się zreflektował. Przyznaję również, że mogłam
nieco przesadzić z moim osądem, bowiem targały mną emocje. Po zakończeniu tej
książki jestem w stanie zrozumieć jego zachowanie i zdaję sobie sprawę z tego,
że postąpił rozsądnie. Nie miał pojęcia, gdzie znajduje się jego ukochana, a
kierowanie się emocjami mogłoby tylko pogorszyć całą sytuację.
Fabuła jest wciągająca i ciekawość bierze górę nad czytelnikiem –
przerzuca się stronę za stroną, nie patrząc na zegarek. A dlaczego? Ponieważ
koniecznie chcemy się dowiedzieć, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Znam
panią Mead na tyle, że wiem, że nie mogę mieć za każdym razem pewności, co do
szczęśliwego zakończenia. Ta autorka nigdy niczego nie ułatwia swoim bohaterom,
stawia przed nimi różnego rodzaju wyzwania i zmusza do podejmowania trudnych
decyzji. Potrafi również odpowiednio budować napięcie, zapewnić akcji doskonałe
tempo i dynamikę, a także zaskoczyć czytelnika. Tym razem nie było inaczej. Być
może chwilami cały pobyt w ośrodku reedukacji i planowanie ucieczki było
schematyczne, ale i tak miało swój niepowtarzalny „urok”.
„Srebrne cienie” to książka, która nieco złagodziła ból mojego
serca i przeczytałam ją jednym tchem. Czekałam na nią bardzo długo i z jednej
strony cieszę się, że mam ją już za sobą, a z drugiej strony nieco żałuję… W
końcu oznacza to tyle, że jeszcze tylko jeden tom dzieli mnie od zakończenia
przygody z Adrianem (którego mimo wszystko wciąż kocham) i Sydney (którą
uwielbiam). Zakończenie tej części wskazuje na to, że szósty tom będzie pełen
akcji i nowych problemów, którym bohaterowie będą musieli stawić czoła. Adrian
i Sydney rozpętali burzę w społeczności wampirów i alchemików… wojna wisi w
powietrzu, a każda ze stron ma swoje argumenty i mocne strony. Będzie gorąco!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję księgarni taniaksiazka.pl, gdzie możecie go również zakupić w promocyjnej cenie: