Data wydania: 17.08.2015
Tytuł oryginału: L'ordine delle cose
Tłumacz: Kornelia Krzystek
ISBN: 978-83-63579-61-6
Wymiary: 140 x 205
Strony: 208
Cena: 29,90 zł
„Porządek rzeczy” to powieść napisana przez włoską autorkę,
Paolę Capriolo. Delikatna i subtelna okładka zdecydowanie przyciąga wzrok, a
opis fabuły, który znajdziemy z tyłu naprawdę zachęca do sięgnięcia po tę
powieść. Po przeczytaniu opisu spodziewałam się powieści wyniosłej, pełnej
życiowych nauk i morałów, pełnej dojrzałości, emocji i rozterek. A co
otrzymałam? Coś totalnie bezsensowego, niezrozumiałego i przerysowanego.
Sabrina została na świecie sama. Młoda, osierocona
dziewczyna, której zmarł nawet ostatni członek rodziny, pozostawiając ją na
pastwę losu. Jednak koło fortuny chyba wróciło do pozytywnego rytmu, powiem
udało jej się zdobyć zatrudnienie w wymarzonej firmie Desire. Sabrina zajmuje
się pisaniem bajek dla najmłodszych użytkowników sieci i idzie jej to całkiem
sprawnie – szybko zyskuje szacunek szefa i współpracowników. Mimo wszystko
bajki, będące wypełniaczami do reklam, są pełne sprzeczności, w których
dziewczyna przemyca swoje codzienne problemy. Jej prawdziwe życie wciąż jest
trudne, a staje się jeszcze bardziej skomplikowane, gdy na jej drodze pojawia
się tajemniczy i zagadkowy M.
Nawet nie wiem, od czego powinnam zacząć… Od bezpłciowych
bohaterów? Sama nie wiem. Książka liczy sobie ledwo 200 stron i bądźmy ze sobą
szczerzy – przy takiej objętości rzadko da się zawrzeć historię, która poruszy
serce i zapadanie w pamięci (no chyba, że jest to „Mały Książę”, ale tej
pozycji do niego baaaaaardzo daleko). Autorka skupiła się na jednym wątku, a
pomiędzy krótkimi rozdziałami z życia głównej bohaterki pojawiają się
oczywiście jej bajki, które są właściwie dokładnie tym samym, co się jej
przydarzyło, tylko opisanym w sposób baśniowy. Zawierają w sobie też reklamy
kilku produktów i to niestety psuje całą wizję. Sabrina chyba jednak nie jest w
tym aż tak dobra, bo uważam, że dialogi w jej bajkach, w których umieszczała
spot reklamowy wypadały po prostu sztucznie.
Wspomniałam o bezpłciowych bohaterach… i zaufajcie mi, tacy
właśnie są. Chwilami nawet nie miałam pojęcia, która wypowiedź należy do kogo. Główna
bohaterka jest nijaka, szara, bez kolorów. Mimo wszystko miałam wrażenie, że
nie ma obranej drogi w życiu, nie wie, jaki jest jej cel. A pozostali
bohaterowie? Sprawa ma się dokładnie tak samo. Nawet słynny M. nie uratował
sytuacji. Wydawałoby się, że książka ma w sobie taką baśniową atmosferę, ale to
nie do końca prawda. Chwilami miałam wrażenie, że autorka sama nie wie, po co
tworzy historię Sabriny i co chce w niej przekazać.
Pojawia się jeszcze jedna ważna kwestia – jaki jest sens tej
powieści? Wydawałoby się, że ma to być
życiowa książka o odnajdywaniu siebie samej i swojej drogi w życiu. Ale czy na
pewno? Widzicie, ja naprawdę nie widzę w tej książce żadnego sensu. Historia
wyssana z palca, ledwo się zaczyna a już się kończy, a niektóre sceny są po
prostu wzięte znikąd i nie mam pojęcia, dlaczego autorka obrała taki kierunek
działania. Zakończenie było dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Owszem, książkę
czyta się szybko, przede wszystkim ze względu na dużą czcionkę, krótkie
rozdziały i małą ilość stron, ale przecież to nie o to chodzi!
Niestety, „Porządek rzeczy” zawiódł mnie na całej linii.
Nawet chwilami myślałam, że może problem tkwi we mnie i nie jestem w stanie
dojrzeć głębi tej powieści, ale to chyba nie do końca tak… Uwielbiam książki, z
których można się czegoś nauczyć, gdzie mamy jasny przekaz, morał i zmuszają
nas do refleksji. W przypadku tej pozycji mogłoby tak być, ale autorka ani nie
rozbudowała fabuły, ani nie skupiła się na kreacji bohaterów, ani nie pomyślała
o logice i przesłaniu. Nie jestem nawet pewna, jak mam ją ocenić, ale chyba
pozostaję przy naciąganym 4/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: