Data wydania: 15.07.2015
Tytuł oryginału: Paper Towns
Tłumacz: Renata Biniek
ISBN: 978-83-8074-000-6
Wymiary: 135 x 205
Strony:400
Cena: 39,90 zł
Powieść Johna Greena „Gwiazd naszych wina” nie zachwyciła
mnie tak, jak wielu innych czytelników. Książka o nastolatkach chorych na raka?
Okey, rozumiem realizm i chęć przekazania dzisiejszej młodzieży czegoś więcej
niż do tej pory. Jednak wielu elementów mi tam zabrakło… Kimże bym jednak była,
gdybym nie dała autorowi drugiej szansy? Zwiastun filmu „Papierowe miasta”
zafascynował mnie i zachęcił do sięgnięcia po książkę o tym samym tytule. Eh,
chyba muszę coś ze sobą zrobić, bo ostatnio coraz częściej to zwiastuny filmów
mnie zachęcają, a nie same książki.
Quentin Jacobsen od lat kocha się w swojej sąsiadce, Margo
Roth Spiegelman. Jako dzieci często spędzali razem czas, przeżyli coś
niesamowite, a potem… czar prysł. Teraz są w ostatniej klasie liceum i są sobie
obcy. Zupełnie dwa różne światy, oddzielone od siebie wysokim murem. Jednak
pewnego wieczoru Margo pojawia się w pokoju Quentina i porywa go na całonocną
eskapadę. Ma do wykonania kilka istotnych zadań, a jego pomoc może się okazać
bardzo przydatna. Ta noc zmienia w życiu chłopaka wszystko… Następnego dnia
okazuje się, że Margo zniknęła, a Quentin był ostatnią osobą, która ją
widziała.
Przyznam szczerze, że „Papierowe miasta” podobały mi się
dużo bardziej niż „Gwiazd naszych wina”. Są to dwie różne historie i uważam, że
w przypadku „Papierowych miast” nie chodziło autorowi o wylewanie łez czy
wzbudzanie ogromnej ilości emocji w czytelniku. Natomiast w przypadku historii
Hazel Grace to właśnie te elementy powinny wychodzić na pierwszy plan, a
osobiście uważam, że im się to nie udało. Jednak „Papierowe miasta” urzekły
mnie już od pierwszej strony. Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia
Quentina była bardzo dobrym zabiegiem – doskonale poznajemy jego osobowość i
jesteśmy w stanie zrozumieć, czym chłopak się kieruje w życiu. To taki typ,
który musi mieć wszystko zaplanowane, mieć doskonałe oceny, wzorową frekwencję,
zero problemów na koncie. Trochę powiewa nudą, co?
Natomiast Margo jest po prostu niesamowita! John Green
stworzył świetną postać, która wyróżnia się w całym kanonie literatury
młodzieżowej. Potrafi dojrzeć więcej niż to, co widać na pierwszy rzut oka –
nie tylko w ludziach, ale w całym otaczającym ją świecie. Niesamowicie ją
polubiłam! Bohaterom Greena na pewno nie można odmówić realizmu i wyrazistości.
Są jak żywi, a każdy z nich to inne indywiduum. A podczas swojej dalekiej
podróży celem odnalezienia Margo, muszą wspierać się nawzajem, planować i
podnosić na duchu. Przyjaźń aż bije od paczki, z którą mamy tutaj do czynienia!
Doskonale śledziło mi się poczynania Margo i Quentina tuż
przed jej zniknięciem. Doskonała zabawa, chwilami aż sama czułam lekką
adrenalinę. Podoba mi się to, że autor potrafi wszystko zgrabnie zaplanować i
skonstruować. Wskazówki Margo są logiczne i odpowiednio przemyślane. Co więcej,
podczas czytania towarzyszy nam stale ciekawość – początkowo jest to kwestią
tego, co jeszcze wykombinuje Margo, a potem przemienia się to w
zainteresowanie, co się z nią stało: czy Quentin ją odnajdzie? Czy dziewczyna
popełniła samobójstwo? Czy zniknęła na dobre a wskazówki są kolejnym żartem?
To, wraz z bardzo lekkim piórem pana Greena sprawia, że książkę czyta się
szybko i z zaangażowaniem.
„Papierowe miasta” to naprawdę dobra książka o dojrzewaniu,
poszukiwaniu sposobu na życie i samego siebie, o przyjaźni i miłości…
Przesycona zabawną atmosferą, dająca do myślenia i posiadająca swoją unikalną
magię. Niezwykle realistyczna i prawdziwa, z konkretnymi i rzetelnie
wykreowanymi bohaterami, oryginalną fabułą i zaskakującym zakończeniem. Książki
Johna Greena chyba to do siebie mają – nigdy nie możemy się spodziewać takiego
zakończenia, jakie przychodzi nam do głowy. Dzięki „Papierowym miastom” autor
nieco zrehabilitował się w moich oczach, polecam!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: