Data wydania: 22.04.2015
Tytuł oryginału: Inhuman
Tłumacz: Małgorzata Koczańska
ISBN: 978-83-280-2003-0
Strony: 364
Cena: 39,99
Seria: Fetch
Seria: Fetch
Motyw postapokalipsy nadal jest dosyć chwytliwym tematem w
literaturze. Kat Falls również poszła tym śladem i stworzyła powieść, gdzie
świat został opanowany przez groźnego wirusa. Pod jego wpływem dochodzi do
zmian w ludzkim DNA, i mimo że choroba rozwija się stopniowo, to zainfekowany
człowiek może w każdej chwili stracić panowanie nad sobą i stać się zagrożeniem
dla innych. Delaney McEvoy żyje w uprzywilejowanej, zamkniętej strefie i nie ma
pojęcia, co znajduje się poza murem. Wkrótce jednak okazuje się, że jej ojciec
znajduje się w tej feralnej strefie, a ona, aby go ocalić, musi również
przekroczyć mur i udać się do Chicago. Wyrusza w śmiertelnie niebezpieczną
podróż, do której nie jest przygotowana i nie ma nawet pojęcia, co może ją tam
spotkać.
Wizja przedstawiona przez Kat Falls skupia się na świecie, w
którym rozpowszechnił się niebezpieczny wirus zagrażający całemu społeczeństwu.
Niezainfekowani ludzie, którzy pozostali przy życiu, robią wszystko, aby
wynaleźć lekarstwo. Co ciekawe i dosyć oryginalne, wirus ten nie zamienia
nikogo w bezmyślnego zombie poszukującego mózgów, ale wywołuje takie mutacje w
DNA, że dochodzi do pewnych deformacji i anomalii – więcej nie zdradzę, bo
byłoby to po części spoilerowanie, ale cieszy mnie fakt, że autorka pomyślała
nad czymś nowym i przedstawiła to w konkretny sposób – jasno określiła, w jaki
sposób dochodzi do zarażenia, jak rozwija się choroba i do czego może
doprowadzić.
Konsekwencja w dokładnym i szczegółowym opisywaniu
postapokaliptycznego świata idzie jeszcze dalej. Każdy bohater to inne cechy
charakteru, inne zachowania i podejście do życia. Na pierwszy plan wychodzi
oczywiście główna bohaterka, Lane. Początkowo sprawia wrażenie bezmyślnej
księżniczki, ale to tylko złudzenie. W czasie całej podróży możemy zobaczyć ją
w różnych sytuacjach i okazuje się, że jest to dziewczyna rezolutna, bystra,
sprytna i odważna. Jej towarzysze, Everson i Rafe są dwiema skrajnościami.
Everson jest ułożony, dzielny, działa zgodnie z wyższymi celami, najpierw myśli
potem robi. Rafe to jego przeciwieństwo – spontaniczny, żyjący chwilą, sprytny
i podstępny. Różnice te wynikają oczywiście z ich pochodzenia, ale łączy ich
jedno – chęć przetrwania, ratowania rasy ludzkiej oraz odwaga. Osobiście jednak
uważam, że Rafe jest postacią bardziej interesującą.
No tak, wychodzi teraz na to, że mamy do czynienia z trójkątem
miłosnym. Nie da się ukryć, że faktycznie tak jest, ale nie ma obaw – autorka
nie podchodzi do niego zbyt poważnie, a właściwie jest on czymś nieuniknionym,
gdy przychodzi do spotkania atrakcyjnej dziewczyny i dwóch osobników, w których
buzuje testosteron. Jednak na pewno nie jest to wątek dominujący i nie o to
chodzi w tej powieści. Pojawia się tutaj kwestia wyższego dobra i podejmowania
trudnych decyzji – gdybyście mieli do wyboru ratować przyjaciela, człowieka,
któremu zawdzięczacie życie, a całą ludzkość – co byście wybrali? Ja nie jestem
w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie i mam nadzieję, że nigdy nie
znajdę się w podobnej sytuacji.
Jest wiele elementów, które mi się spodobały w tej powieści.
Jedno to wciągająca fabuła z powiewem świeżości – cieszmy się, że autorka nie
powielała tego, co już było, a drugie to zaskakujące zwroty akcji,
nieprzewidywalność i ciekawy rozwój wydarzeń. Z przyjemnością śledziłam losy
Lane i chociaż autorka jej nie oszczędza i chwilami wydaje się, że znalazła się
ona w całkowicie beznadziejnej sytuacji bez wyjścia, pojawia się zawsze
światełko nadziei, choć niepewne. Świat, do którego wkracza główna bohaterka, a
my wraz z nią, nie jest usłany różami i pani Falls nie owija w bawełnę –
pojawia się brutalność, niesmak i niedowierzanie, a od strony naukowej również
fascynacja. Natomiast styl Kat Falls nie wyróżnia się niczym wyjątkowym,
przynajmniej jak dla mnie. Lekki i przyjemny, ale nic poza tym.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że powieść ta przypominała mi
chwilami serię Susan Ee o Penryn, bowiem w obu przypadkach mamy do czynienia z
postapokalipsą i wyruszającą w niebezpieczną podróż główną bohaterką, która
pragnie uratować kogoś sobie bliskiego, ale nie obawiajcie się, nie jest to w
żadnym wypadku kopia. Autorka ratuje się głównie tym, że jej wizja „świata po”
jest odmienna od tych, które znamy. Wirus wirusem, to jedna z opcji, ale
osobiście do tej pory nie spotkałam się z takimi przemianami. „Nieludzie” nie
są powieścią idealną, ale z pewnością godną uwagi. Przymyka się oko na
wszelkie, mogące się pojawić drobne minusy, bowiem fabuła jest naprawdę
wciągająca – czyta się i czyta, nie patrząc na upływ czasu. To bardzo dobrze
skonstruowana powieść, w której widać, że autorka miała pomysł i potrafiła go w
dosyć umiejętny sposób przelać na papier.
„Nieludzie” to powieść, którą z pewnością będę mile
wspominać i chętnie sięgnę po dalsze losy Delaney. Przyznaję bez bicia, że
książkę czytało mi się dobrze, ale chyba czuję lekki niedosyt – wiem, że można
tutaj było pójść o krok dalej, wycisnąć z tego pomysłu jeszcze więcej, dodać
kilka innych elementów odpowiadających za oryginalność i niepowtarzalność.
Myślę jednak, że pani Falls się jeszcze rozwinie, a lektura ta okaże się
zaczątkiem czegoś wielkiego. Książka zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza
dla fanów postapokalipsy, którzy uwielbiają poczuć ten klimat i atmosferę
opustoszałej ziemi, dziczy i pragną tego dreszczyku emocji odnośnie tego, jakie
jeszcze wyzwania czekają na bohaterów.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: