Data wydania: 14.01.2015
Tytuł oryginału: Where She Went
Tłumacz: Hanna Pasierska
ISBN: 978-83-10-12845-4
Wymiary: 135 x 204
Wymiary: 135 x 204
Strony: 288
Cena: 26,90
Seria: Jeśli zostanę
Cena: 26,90
Seria: Jeśli zostanę
„Wróć, jeśli pamiętasz” to kontynuacja bestsellerowego
„Zostań, jeśli kochasz”, powieści autorstwa Gayle Forman, która urzekła mnóstwo
czytelników. Mnóstwo, ale mnie nie do końca. Do tej pory nie wiem dlaczego, ale
nie byłam w stanie zżyć się z Mią i jej rozterkami. Może to kwestia tego, że
dziewczyna niezbyt przypadła mi do gustu? Może dlatego, że ta historia po
prostu nie poruszyła mnie tak, jak innych? Nie jestem pewna, może wszystko po
trochu… no więc dlaczego sięgałam po kontynuację? Z czystej ciekawości.
Akcja „Wróć, jeśli pamiętasz” rozgrywa się trzy lata pod
wydarzeniach z pierwszego tomu. Adam i Mia poszli każde w swoją stronę i nie
kontaktują się ze sobą. Czy coś się zmieniło w ich życiach? Oczywiście, że tak.
Mia osiągnęła swój cel – jest wschodzącą gwiazdą muzyki klasycznej, a gra na
wiolonczeli jest całym jej życiem. Adam stał się typową gwiazdą rocka,
wzbudzającą zainteresowanie dziennikarzy i będącą idolem nastolatek. Któregoś
dnia los postanowił dać im drugą szansę na porozumienie się na nowo – będą
mieli okazję dowiedzieć się, dlaczego się rozstali, co nimi kierowało i być
może nastanie czas pożegnania – pożegnania, które powinno być tym prawidłowym,
nie tak jak tamto sprzed trzech lat.
Tym razem historia opowiadana jest z punktu widzenia Adama,
co mnie bardzo ucieszyło. Polubiłam go już w pierwszej części i wydał mi się
bohaterem dużo ciekawszym niż Mia. Teraz w końcu mogłam zobaczyć to, czego
zabrakło mi w poprzednim tomie. Opowieść Mii wydała mi się pusta, chwilami
bezcelowa i nie odczuwałam żadnych emocji związanych z jej życiem. W tym
przypadku było odrobinę lepiej, gdyż słowa Adama są pełniejsze, jego wypowiedzi
i myśli bardziej rozbudowane i złożone, a i on sam wydaje się być człowiekiem
bardziej rozsądnym i po prostu ciekawszym. Co do Mii… dalej coś mi w niej nie
pasuje, po prostu nie jestem w stanie się z nią zaprzyjaźnić.
Właściwie to nawet przyjemnie czytało mi się o wydarzeniach z
życia Adama, zostały one dobrze przedstawione i połączone z jego emocjami i
myślami. Naprawdę, w bardzo odpowiedni sposób Gayle Forman przekazała to swoim
czytelnikom. Mam również wrażenie, że jej kunszt pisarski uległ poprawie –
wszystko nabrało większego wyrazu i głębi. To niesamowite, że można zauważyć
różnicę w dwóch tomach tej samej serii, biorąc pod uwagę jedynie zmianę
narratora. Ba, zauważyć! Napisać to w taki sposób – nie wiem, czy to przypadek
czy tak miało być, ale nawet nie chcę w to bardziej wnikać. Zabieg ten tak czy
siak wypada interesująco.
Akcja toczy się dosyć szybko, bowiem rozgrywające się
wydarzenia to zaledwie kilkadziesiąt godzin, podobnie jak to miało miejsce w
tomie pierwszym. Ponownie pojawiają się retrospekcje z przeszłości, które
wyjaśniają nam niektóre sytuacje i stanowią po prostu nieodłączny element
historii miłosnej Adama i Mii. Właściwie sama konstrukcja nie różni się za
dużo, ale pojawił się nowy element – teksty piosenek stworzonych przez Adama po
tragicznym wypadku jego dziewczyny. Idealnie oddają sytuację, jaka wtedy miała
miejsce. Do samego końca nie byłam pewna, jak zakończy się ta historia i w
sumie nawet niczego nie oczekiwałam. Uważam, że każde rozwiązanie byłoby tutaj dobre,
więc w sumie nie mam żadnych zarzutów.
Czy opowieść o miłości tej dwójki zapamiętam na długo? Nie
sądzę, chociaż przypuszczam, że dla wielu osób będzie to jedna z piękniejszych
opowieści o miłości. Do mnie nie do końca trafiła. Ciężko było mi się w odpowiednim
stopniu zżyć z bohaterami, ale nie „Wróć, jeśli pamiętasz” zdecydowanie
podobało mi się bardziej – i pod względem fabuły, jak i wykonania oraz
przekazu. Czyta się lekko i szybko, czytelnik się nie nudzi i zapewne nie jedna
osoba będzie potrafiła poczuć wszystkie emocje, które towarzyszyły głównym
bohaterom, ze mną zawsze jest gorzej w takich kwestiach. Historia bardzo
życiowa i realistyczna, wykonanie poprawne i realistyczni bohaterowie – nie ma
tragedii, ale szału też nie.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: