Data wydania: 17.09.2014
Tytuł oryginału: Tetrameron
Tłumacz: Agnieszka Rurarz
ISBN: 978-83-7758-599-3
Wymiary: 130x205
Wymiary: 130x205
Strony: 256
Cena: 29,99
Cena: 29,99
Soledad na szkolnej wycieczce odłącza się od grupy i nikt
tego nie zauważa. Dziewczynka doskonale jednak zdaje sobie sprawę z tego, że
musi odnaleźć koleżanki i wraz z całą resztą wrócić do szkoły. Chcąc tego
dokonać trafia na tajemnicze drzwi, i mimo że czuje lekki lęk i niepokój,
naciska klamkę. Tam, jej oczom ukazują się cztery oryginalne osoby zasiadające
przy stole – niby nic niezwykłego, a jednak. Zaproszona do środka Soledad
wkracza do świata niezwykłych historii, które wyprowadzą ją ze świata
dziecięcego, pobudzą do wyrażania swoich opinii, obudzą jej odwagę i stawią w
obliczu progu dorosłości. Soledad rozpoczyna swoją historię w kręgu
Tetramerona…
Książka już za mną, a ja dalej nie do końca rozumiem, czym
jest Tetrameron… Do tej pory nie jestem pewna, czy zrozumiałam wszystko tak,
jak powinnam. A może właśnie o to chodziło? Może każdy, kto tylko pokusił się o
sięgnięcie po książkę pana Somozy, miał ją zrozumieć w swój indywidualny
sposób? Znaleźć to, czego potrzebował. Zinterpretować to tak, jak podpowiada serce, a nie rozum.
Zobaczyć to, czego mu brakowało. Być może…
„Tam, gdzie nic nie ma,
gdzie jeszcze nie stanęłam,
w dniu, który nie nadszedł
w życiu, które polega na tym,
by się nauczyć umierać,
by umieć zacząć żyć,
by umieć żyć i umierać,
nie wiedząc o niczym nic…”
gdzie jeszcze nie stanęłam,
w dniu, który nie nadszedł
w życiu, które polega na tym,
by się nauczyć umierać,
by umieć zacząć żyć,
by umieć żyć i umierać,
nie wiedząc o niczym nic…”
Naprawdę mam nie lada trudność z oceną tej książki i
napisaniem choćby kilku sensownych zdań na jej temat. Nie pochłonęłam jej od
razu, mimo że objętościowo nie jest ona duża. Nie była to pozycja, do której jak
się przyssałam, tak ciężko było mnie oderwać. Właściwie to nie miałam problemu
z tym, żeby odłożyć ją na półkę i zabrać się w tym samym czasie za coś innego.
I nie jest to kwestia tego, że jest ona źle napisana… po prostu to chyba nie
mój typ i nie przemówiła do mnie. Nie ukrywam – jej zapowiedź naprawdę mnie
zainteresowała, ale teraz, gdy już jestem po lekturze całości, śmiem twierdzić,
że pora naszego spotkania nie była odpowiednia.
Nie mogę odmówić autorowi kunsztu pisarskiego i zdolności do
tworzenia niesamowitych, choć chwilami nieco dziwnych historii. Wiem, że ma on
na swoim koncie już wiele pozycji, ale „Tetrameron” był moim pierwszym
spotkaniem z jego twórczością. Być może nie do końca udanym, ale nie mogę
napisać, że ta książka jest zła, okropna i żałosna, bo nie jest. Autor uważa,
że ta książka odzwierciedla wszystkie jego obsesje… może coś w tym jest, bo
jako psychiatra na pewno ma on do czynienia z różnymi dziwnymi przypadkami, a
niektóre z przedstawianych przez niego sytuacji są iście psychodeliczne, a
nawet lekko absurdalne.
„Jest tylko jedna przeszkoda, ale istotna: my sami.”
Ta książka to swego rodzaju metafora. Symbol. Nie każdy
będzie w stanie docenić to, co autor nam zafundował. Nawet ja nie jestem do
końca pewna, co czuję wobec tej pozycji. Nie trafiła do mnie, ale może to nie
ten czas i nie to miejsce? Nie wiem. Jednak historie, które snuły się gdzieś
tam głęboko w wyobraźni pana Somozy, a które przelał na karty „Tetrameronu”
dają do myślenia i zawierają w sobie ukryty sens. To taka książka z morałem, a
nawet kilkoma. A ja naprawdę mam problem i czuję się… no właśnie, ja nawet nie
wiem jak się przez nią czuję! Ależ mam mętlik w głowie…
Myślę, że cała wypowiedź wyszła mi nieco chaotycznie. Nie
tak miało być, ale widocznie inaczej się nie dało. Czy polecam „Tetrameron”? Z
jednej strony tak, bo wiem, że znajdą się osoby, które będą się delektować tą
pozycją strona po stronie, a na koniec będą całkowicie oczarowane. Z drugiej
jednak strony mogę snuć przypuszczenia, że nie każdy się tutaj odnajdzie –
podobnie jak ja. Tak więc decyzję o sięgnięciu po tę lekturę pozostawiam Wam!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
oraz firmie Business & Culture