Data wydania: 19.11.2014
Tytuł oryginału: The Dark Heroine: Autumn Rose
Tłumacz: Stanisław Bończyk
ISBN: 978-83-7758-857-4
Wymiary: 130x200
Wymiary: 130x200
Strony: 464
Cena: 39,99
Seria: Mroczna Bohaterka
Cena: 39,99
Seria: Mroczna Bohaterka
Róża chciałaby żyć tak jak ludzie. Chciałaby być zwyczajną,
najzwyklejszą nastolatką, jaką widział świat. Jednak nie jest jej to pisane,
bowiem będąc dziedziczką książęcego tytułu, Mędrcem i strażniczką w jednym,
ludzkie problemy schodzą na dalszy plan. W hrabstwie Devon, gdzie przyszło jej
mieszkać po śmierci ukochanej babci, która wkładała całe serce w wychowanie
uzdolnionej wnuczki, ma miejsce coraz więcej ataków ze strony Extermino. Sprawa
jest na tyle poważna, że sam syn króla Mędrców postanawia pomóc dziewczynie i
oboje będą musieli zapobiec zbliżającej się wielkimi krokami wojnie pomiędzy
ludźmi i mrocznymi istotami.
W pierwszym tomie cyklu „Mroczna bohaterka” poznaliśmy
Violet Lee, która została porwana przez wampiry. Naprawdę polubiłam tę
dziewczynę i jej historię, więc przeżyłam lekkie rozczarowanie, gdy okazało
się, że drugi tom skupi się na kimś zupełnie innym. Jesienna Róża, czyli główna
bohaterka tej części, różni się od Violet pod wieloma względami. Nie da się
ukryć, że autorka wykreowała ją w dobry sposób, ale przy pannie Lee, która
bardziej przypadła mi do gustu, wypada blado. Brakuje jej zadziorności, która
przepełniała jej poprzedniczkę. Jednak uważam, że być może właśnie o to
chodziło – aby ukazać, że Mroczne Bohaterki różnią się między sobą, każda z
nich posiada inne wady i zalety, każda żyje swoim własnym życiem, a wiąże je
przepowiednia.
Fabuła wykazuje podobieństwo do pierwszego tomu, ale tym
razem poznajemy zupełnie inny świat, czy też wymiar rzeczywistości. Jesienna
Róża żyje w miejscu, gdzie istnienie mrocznych istot jest faktem, czymś
oczywistym, czego nie trzeba ukrywać przed pozostałymi mieszkańcami. Co więcej,
tym razem nie mamy do czynienia z wampirami, ale z zupełnie inną rasą – z rasą
Mędrców. Ich pochodzenie i historia nie zostały przedstawione szczegółowo, ale
i tak można zauważyć, czym różnią się od zwykłych ludzi. Doskonale natomiast
zostały ukazane uczucia i myśli głównej bohaterki, przede wszystkim ze względu
na pierwszoosobową narrację. Możemy dosłownie wejść do głowy Róży i zobaczyć
jej wewnętrzne rozdarcie. Chwilami również można w ten sam sposób
przeanalizować zachowanie księcia Fallona, bowiem kilka rozdziałów napisanych
zostało z jego perspektywy.
Myślę, że cykl ten spokojnie można włożyć do jednej szuflady
z romansami paranormalnymi, więc wypadałoby co nieco wspomnieć o wątku
miłosnym. Tak, jest on tutaj obecny i nie da się tego ukryć, chociaż cieszy
mnie to, że pani Gibbs dozuje go w odpowiednich dawkach. Uczucie rozwija się
powoli i stopniowo, a nie z dnia na dzień. Bądź co bądź i tak chwilami wydawało
mi się ono zbyt banalne, ale przynajmniej nie zdominowało całej powieści. Jednak
nadal pozostaję fanką wampirzego księcia, bowiem książę Mędrców Fallon nie
urzekł mnie zupełnie. Brakowało mu charyzmy i tylko momentami otwierał się
bardziej i dało się w nim wyczuć nutkę arogancji, która to zazwyczaj przyciąga
w takich przypadkach.
Nie mogę jednak napisać, że ta książka mnie nie wciągnęła.
Czytało mi się ją naprawdę dobrze, lekko i przyjemnie. Autorka potrafi zadbać o
odpowiednie tempo akcji, o chwile napięcia i grozy, o emocje towarzyszące nie
tylko bohaterom, ale i nam podczas lektury. Fabuła jest logiczna i nawiązuje do
poprzedniego tomu, a zakończenie zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po następne
części cyklu. Drobne mankamenty są i być może wymagają dopracowania, ale pani
Gibbs dopiero rozpoczyna swoją pisarską przygodę, więc można na to przymknąć
oko. Bohaterowie „Jesiennej Róży” nie przypadli mi do gustu tak mocno jak
Violet i Kaspar, chociaż to bardziej osobista kwestia tego, w jaki sposób odbieramy poszczególnych
bohaterów. Jednak obie części są całkiem ciekawe i intrygujące, poleciłabym je
jednak przede wszystkim fanom gatunku PR.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
oraz firmie Business & Culture
Święta idą i idą... a tu ani klimatu, ani choinki, ani nawet śniegu!
Dobrze chociaż, że mandarynki są...
Dobrze chociaż, że mandarynki są...