Data wydania: 07.10.2014
Tytuł oryginału: Endgame. The Calling
Tłumacz: Bartosz Czartorycki
ISBN: 978-83-7924-251-1
Wymiary: 140x205
Wymiary: 140x205
Strony: 512
Cena: 36,90
Seria: Endgame
Cena: 36,90
Seria: Endgame
Jedną z teorii wyjaśniających wyginięcie dinozaurów jest to,
że wielki meteoryt uderzył o Ziemię i zniszczył wszystko, co napotkał na swojej
drodze (no dobra, może trochę przesadzam, ale dinozaury zniszczył!). Tym razem
na Ziemię spada cała seria meteorytów, ale jej znaczenie jest całkiem inne –
znane jednak tylko garstce wybranych, którzy wiedzą, że to czas wezwania. Do
czego? Do walki o przetrwanie, niezależnie w jaki sposób – liczy się cel, a cel
uświęca środki. Od dziecka byli szkoleni i wiedzieli, że ta chwila kiedyś
nadejdzie. Nie mają żadnych wyjątkowych zdolności, a jednak ich umysły i ciała
są przygotowane na zniesienie tego, co najgorsze. Rozpoczyna się Endgame.
„Endgame. Wezwanie” to książka, wobec której mam sprzeczne
odczucia. Z jednej strony nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wybitnie
przypomina ona bestsellerowe „Igrzyska śmierci”, ale z drugiej strony… wow! To
się stało czymś więcej niż zwykłą powieścią. Endgame stało się całym projektem,
który wraz z opowiedzianą przez autorów historią niezwykle porusza wyobraźnię.
Zagadka goni zagadkę, a każdy czytelnik może sam doświadczyć tego, czego
doświadczają bohaterowie stworzeni przez pana Freya i Johnson-Sheltona.
W sumie… to nawet nie wiem, co konkretnego mogłabym napisać
o tej pozycji. Z pewnością jest to lektura, która zapewnia nam rozrywkę na
dłuższy czas, bowiem liczy sobie jakieś 500 stron. Fakt, czyta się ją lekko i
przyjemnie, ale rozwiązywanie zagadki i próby dojścia do tego, co też autorzy
mieli na myśli i chcieli nam zafundować jest dodatkowym urozmaiceniem, które
nieco wydłuża czas zapoznawania się z tą książką. Oczywiście robi to w sposób
bardzo przyjemny, bo kto z nas nie lubi projektów, które kryją w sobie coś
znacznie więcej? W pewnych chwilach robiło się naprawdę ciekawie, wręcz
intrygująco, a czasami również niebezpiecznie.
Poszczególne rozdziały skupiają się na konkretnych
bohaterach, których jest całkiem sporo, co początkowo nie ułatwia sprawy
wczucia się w ten klimat, ale już po jakimś czasie przychodzi nam to z
łatwością. Dostrzegamy charakterystyczne cechy każdego z Graczy, mniej więcej
wiemy, czego się spodziewać po każdym z nich, chociaż nie ukrywam, że nie raz
potrafią również zaskoczyć czytelnika swoim zachowaniem. Nie mam swojego
faworyta, ale cieszy mnie to, że autorzy nikogo nie zlekceważyli i każdy Gracz
stanowił część spójnej całości.
Fabuła jest porywająca i charakteryzuje się dobrym tempem.
Fakt, łatwo doszukać się inspiracji „Igrzyskami”, ale jednak są to dwie różne
historie i miejsca akcji. Podoba mi się fakt, że w przypadku „Endgame” areną
jest cały świat, a Gracze mają nieograniczone możliwości. W moich oczach
powieść ta stała się czymś bardzo realistycznym, co mogłoby faktycznie odbywać się
choćby w tej chwili – tuż pod naszym nosem, a my nie mielibyśmy nawet o tym
najmniejszego pojęcia. Styl autorów jest dosyć niepowtarzalny, ale myślę, że
dzięki niemu książka zyskuje jeszcze więcej. Podobnie jak dzięki dobrej
konstrukcji zagadek, dodaniu ciągów liczbowych czy mistycznych ilustracji oraz
zakończeniu, które daje sporo do myślenia i nie da się ukryć – zachęca do
sięgnięcia po kolejne tomy. Autorzy pozostawili sobie spore pole do popisu, a
ja odczułam niedosyt – chcę więcej.
Ta książka ma w sobie coś naprawdę niepowtarzalnego.
Początkowo miałam wobec niej mieszane uczucia, może nawet negatywne i czułam
się lekko zawiedziona, ale to jedna z tych pozycji, które docenia się dopiero
po pewnej chwili. Jestem naprawdę zadowolona z lektury i skłaniam się ku temu,
aby polecić ją każdemu, kto ma ochotę na nieco innowacji i oryginalności. Wkład
autorów w ten projekt budzi podziw, bowiem stworzenie tak dogranej i logicznej
historii, w której pojawia się tak wiele niewiadomych jest nie lada sztuką. I
doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie byłam w stanie napisać wszystkiego,
co bym chciała na temat „Endgame” – jest to dla mnie niewykonalne. Każdy sam
musi zobaczyć, co oznacza Endgame, każdy sam musi poczuć tę atmosferę i dać się
porwać wyobraźni. Dopiero wtedy będziecie w stanie zrozumieć, o co tak naprawdę
chodzi i dlaczego jest we mnie pewien rodzaj pozytywnej sprzeczności dotyczący
tej pozycji. Polecam!
Za książkę serdecznie dziękuję: