Miroslav Żamboch jest autorem, z którego twórczością do tej
pory się jeszcze nie spotkałam. Zdążyłam się jednak nieco rozeznać w terenie i
wiem, że ma na swoim koncie wiele powieści oraz oddanych fanów, którzy z
zapałem sięgają po każdą jego książkę. W moje ręce trafiła pozycja „W służbie
klanu”, która zainteresowała mnie swoim zarysem fabuły – opis z tyłu okładki
brzmi naprawdę dobrze i liczyłam na to, że powieść ta wpasuje się w moje gusta.
Czy tak się stało?
Herbert Ducatti pracuje dla klanu czarodziejów jako górnik.
Dzień w dzień w Górach Północnych wydobywa magiczne i niezwykle cenne kamienie.
Problem polega na tym, że magia może ulec koncentracji – zbyt duża ilość
aktywnych kamieni i powstaje bomba wybuchowa, której nie zniesie żaden
człowiek. Im głębiej schodzą górnicy, tym większe niebezpieczeństwo, wystarczy
zaledwie kilka sekund, aby postradać zmysły. Chyba, że jest się czarodziejem –
oni bowiem są w stanie to przetrwać. A ponieważ klan Ducattiego nie jest
jedynym istniejącym klanem, wojna wisi w powietrzu – wszyscy pragną
drogocennych i niepowtarzalnych kamieni, a to prowadzi tylko do jednego –
krwawych walk, spisków i intryg. A Ducatti chce tylko przeżyć, nic więcej.
Styl pana Żambocha charakteryzuje się niezwykłą lekkością
pióra i polotem, które razem sprawiają, że „W służbie klanu” czyta się bardzo
przyjemnie. Mimo lekko skomplikowanej fabuły, która do banalnych i prostackich
nie należy, historię Ducattiego śledzi się z zapałem. Niezależnie od tego, czy
miejscem akcji jest kopalnia, czy też powierzchnia, autor zadbał o to, aby nasz
bohater stawiał czoła różnym wyzwaniom. Oczywiście świat poza ciemnymi
korytarzami kopalni daje większe pole do popisu i faktycznie to tam dochodzi
moim zdaniem do ciekawszych zdarzeń, ale jednak oba te miejsca są ze sobą
połączone i niezbędne do wytworzenia odpowiedniego dla tej powieści klimatu.
Całkiem nieźle poszło mi również wyobrażenie sobie świata,
jaki Miroslav Żamboch nam tutaj prezentuje. Być może nie weszłam do niego
całkowicie i nie dałam się pochłonąć, ale z pewnością opisy autora są
wystarczające i to umożliwiają – osobna kwestia każdego czytelnika, czy im na
to pozwoli. Dlaczego więc nie pozwoliłam? Cóż, ta historia to jednak nie do
końca moja bajka i chociaż pewne motywy zaciekawiły mnie bardziej, a inne nieco
mniej, to jednak nie potrafiłam całkowicie oddać się tej powieści. I nie
dlatego, że jest źle przedstawiona, czy też znalazłam w niej coś irytującego –
wręcz przeciwnie. To naprawdę dobra pozycja, dopracowana i interesująca, ale
wiadomo – ile ludzi, tyle gustów. Do mnie nie przemówiła aż tak, jakbym
chciała.
Sam Herbert jest dla mnie wciąż zagadką. Teoretycznie przez
cały czas śledzimy każdy jego krok, wszelkie poczynania, wzloty i upadki, a
jednak nadal nie mogę go rozgryźć w stu procentach. Podobało mi się to, że
widać było pewne zmiany zachodzące w tym bohaterze, które wiązały się z różnymi
etapami jego życia. W tej postaci jest coś intrygującego i tajemniczego. Być
może nie potrafiłam się z nim zżyć, podobnie jak nie do końca przemówił do mnie
wątek miłosny, ale naprawdę przez te wszystkie strony próbowałam go
rozszyfrować. Nie wiem, czy autor specjalnie wykreował go w taki sposób, czy
wyszło to przypadkiem, ale uważam to za ogromny plus tej powieści.
Świetnym zabiegiem jest również wymieszanie różnych wątków
fabularnych. Jak już wspomniałam – jedne zainteresowały mnie bardziej, drugie
nieco mniej – ale daje nam to możliwość zobaczenia Ducattiego w różnych
sytuacjach. Ciężkie chwile w kopalni i krwawe potyczki są łagodzone przez
zabawy i flirty. Problemem mogą być przeskoki czasowe, bowiem autor nie
zaznacza nigdzie, że teraz przenosimy się kilka lat do przodu, ale po chwili
łatwo to sobie wszystko poukładać. Dodatkowo początek książki może się wydawać
lekko nużący, ale z każdą kolejną stroną akcja się rozwija, aby w końcu
osiągnąć apogeum.
Pierwsze spotkanie z Miroslavem Żambochem uważam za całkiem
udane, chociaż nie jest to do końca „mój typ”. Nie dziwię się jednak, że autor
ma swoich oddanych fanów, bowiem potrafi stworzyć naprawdę ciekawą powieść z
intrygującymi bohaterami i dobrą akcją. Język tej powieści jest prosty, ale nie
banalny. Autor potrafi też stworzyć odpowiedni klimat i atmosferę, które
ułatwiają wejście do tego świata stanowiącego połączenie fantasy i sci-fi.
Całość oceniam pozytywnie i zachęcam do zapoznania się z twórczością pana
Żambocha – być może odnajdziecie się w jego twórczości lepiej niż ja i dołączy
on do grona waszych ulubionych autorów!
Czy ktoś z Was miał już możliwość zapoznania się z twórczością tego autora? Może znajdą się jacyś jego zagorzali fani? :) A jak zapatrują się na tę pozycję osoby, które tego pana nie znają, podobnie jak miało to miejsce ze mną? :)
PS. Chyba muszę jakoś sobie inaczej czas zorganizować... ah studia :) o tyle dobrze, że i tak robię to, co kocham.
PS 2. Szykujcie się na konkurs, jak tylko mignie 100 000 wyświetleń! Pomysł już mam, nagrody też :)
PS 2. Szykujcie się na konkurs, jak tylko mignie 100 000 wyświetleń! Pomysł już mam, nagrody też :)