„Zagubiony klejnot” stanowi 6 tom cyklu z Benem Hope’m w
roli głównej. Mimo nieznajomości poprzednich części, postanowiłam się skusić na
tę lekturę z tego powodu, że przepadam za thrillerami. Fabuła wydała się być
ciekawa, a dodatkowo fakt, że autor ma na swoim koncie już kilka książek,
pozwala myśleć, że „Zagubiony klejnot” będzie napisany dobrym językiem. I
faktycznie – te dwie rzeczy się sprawdziły.
Ben Hope jest bardzo uzdolnionym wojskowym, chociaż służbę
porzucił już jakiś czas temu. Jednak nadal utrzymuje bliskie kontakty z
niektórymi osobami z wojska. W trakcie jednej z podróży, której głównym celem
było odwiedzenie przyjaciela, Ben o mało nie potrąca kilkuletniego chłopca.
Nikt by nie przypuszczał, że to wydarzenie przemieni się w zawiłą intrygę i
niebezpieczny spisek. Dochodzi do napadu na galerię dzieł sztuki, do której Ben
odprowadza chłopca i odnajduje jego matkę. Bandyci są bezwzględni i okrutni,
ale Ben postanawia wykazać się niezmierną odwagą. W wyniku kolejnych wydarzeń
zostaje oskarżony o morderstwo i zmuszony jest zachowywać się jak zwykły przestępca,
czyli uciekać. Jednak pojawia się jedno ważne pytanie – dlaczego bandyci
interesowali się głównie ryciną Goi, która wcale nie należy do
najpopularniejszych i najbardziej wartościowych dzieł?
W powieściach sensacyjnych, które skrywają w sobie domieszkę
thrillera, bardzo istotne jest tempo akcji. Jak o nie zadbał Scott Mariani?
Całkiem dobrze. Bądź co bądź akcja nie pędzi w zatrważająco szybkim tempie,
jest raczej jak sinusoida – raz przyspiesza, raz zwalnia dając czytelnikowi
chwilę wytchnienia. W tym przypadku był to dobry zabieg, powiem umożliwiał
analizę sytuacji oraz przeprowadzenie własnego dochodzenia, które okazało się
być nieco skomplikowane, a na pewno nie banalne do rozwikłania. Autor stopniowo
podsyca naszą ciekawość i konstruuje fabułę w taki sposób, aby napięcie
wzrastało, a potem dochodzi do chwilowego uspokojenia. Krótkie rozdziały
sprawiają, że książkę czyta się szybko, chociaż wiem, że nie wszyscy za tym
przepadają i wolą dłuższe, konkretniejsze rozdziały.
Ben jest intrygującą postacią i posiada sporo umiejętności,
które pozwalają mu wyjść cało z opresji. Czasami jego działania wydają się
wręcz anormalne i ciężko uwierzyć w to, że jeden człowiek może tyle zdziałać w
pojedynkę. Chwilami odbierałam to negatywnie, bowiem lubię, gdy przed bohaterem
pojawiają się utrudnienia, a Benowi większość rzeczy przychodzi z zatrważającą
lekkością. Coś w stylu „zabili go i uciekł”. Ciekawą postacią mógłby tutaj być
jeden z gangsterów, dlatego nieco żałuję, że autor z niego zrezygnował. Pojawia
się tutaj również dodatkowy wątek dotyczący życia osobistego Bena i jego
dziewczyny. Jest on tylko urozmaiceniem i dopełnieniem, które w żadnym stopniu
nie zdominowało motywu głównego.
Biorąc pod uwagę tytuł tej książki, oczekiwałam, że sprawa
owego klejnotu, będzie zrealizowana w nieco dokładniejszy sposób. Z chęcią
poznałabym jego historię dogłębniej, bowiem osobiście czuję, że jego rola
została tutaj nieco zminimalizowana. Autor skupia się głównie na ucieczce Bena
i jego wyszkoleniu, które wprawia w podziw i irytację osoby go śledzące. Samo
rozwikłanie tajemnicy klejnotu może nie jest dla czytelnika wybitnie proste,
ale gdy już w punkcie kulminacyjnym doszło do rozwiązania tego sekretu,
poczułam się trochę zawiedziona. Zabrakło mi takiego konkretnego wybuchu napięcia
i akcji. Jednakże nie można zarzucić autorowi braku umiejętności pisarskich czy
pomysłowości. W jego głowie powstał pomysł, który udało mu się dobrze przenieść
na papier.
„Zagubiony klejnot” jest dobrą pozycją, która zapewnia
rozrywkę na kilka godzin. Mimo drobnych mankamentów, historię Bena śledzi się z
przyjemnością i zaciekawieniem. Epilog sprawia, że w głowie czytelnika rodzi
się pytanie „O co chodzi?” i zachęca do sięgnięcia po kolejny tom przygód Bena.
Mimo że jest to 6 część przygód tego bohatera, nie ma problemu w całkowitym
zrozumieniu tej książki – widocznie każdy tom to osobna historia, która nie
wymaga znajomości poprzednich przygód głównego bohatera. Powieść skierowana
jest głównie dla osób lubiących powieści sensacyjne, w których pojawia się
tajemnica, intryga i spisek. Ben da się lubić, a autor dba o to, aby czytelnik
się nie nudził. Warto spróbować!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: