Klimaty mafii sycylijskiej uwielbiałam od zawsze. Tak, wiem,
że to może nie do końca dobrze o mnie świadczy, ale uważam, że ten świat ma w
sobie coś fascynującego. Jest tam widoczny honor i zasady, których wszyscy
przestrzegają, a złamanie omerty grozi śmiercią. Może to trochę staroświeckie,
ale wierzcie mi - w ich oczach wygląda to zupełnie inaczej. A i ja sama
twierdzę, że ma to w sobie pewne „piękno”. Sięgając po „Przebudzenie Arkadii”
nie sądziłam, że otrzymam tak znakomite połączenie Sycylii i mitologii, które
całkowicie przeniesie mnie do swojego świata.
Rosa Alcantara po wszystkim, co ją spotkało w Nowym Jorku,
postanawia uciec na Sycylię. Mieszka tam jej ciotka i siostra, a dziewczyna
liczy na to, że odetnie się od przeszłości. Jednak Rosa zupełnie nie zdaje
sobie sprawy z tego, że trafi do mrocznego świata mafii i zostanie wplątana w
odwieczną walkę rodów sycylijskich. Jakby tego było mało, to tajemniczy i
nieziemsko przystojny Alessandro, którego spotyka na lotnisku, okazuje się być
mafiosem stanowiącym zagrożenie nie tylko dla młodej dziewczyny, ale i całego
rodu Alcantarów. Ale to jeszcze nie wszystko… gdzieś między wierszami pojawia
się wzmianka o pradawnej krainie Arkadii, gdzie ludzie posiadali zdolność
przemiany w zwierzęta. A trzeba było zostać w tym Nowym Jorku…

Skoro już ustaliliśmy, że motyw mafii został bardzo dobrze
zrealizowany, przejdźmy teraz do wątku mitologicznego. W tej części dostajemy
zaledwie wprowadzenie do świata Arkadii, pojawia się wiele pytań, na które
odpowiedzi nie otrzymujemy. Rosa dopiero rozpoczyna swoje małe śledztwo i
zapewne w kolejnych częściach będziemy wchodzić głębiej w tę legendę. Przemiana
ludzi w zwierzęta nie jest niczym nowym – element ten wprowadziło do swojej
twórczości wielu autorów, więc mogłoby się wydawać, że nie ma tutaj nic nowego.
Jednak pozory mylą… teoretycznie przemiana pozostaje przemianą, ale jakoś
odczułam tutaj pewne subtelne różnice w porównaniu do innych książek o
zmiennokształtności. Autorowi udało się rozbudzić moją ciekawość, co do
tajemnicy Arkadii i jej powiązania z rodem Alcantarów i Carnevarów.
Mimo trzecioosobowej narracji w łatwy sposób można żyć się
z bohaterami i zrozumieć ich poczynania. Kai Meyer w znakomity sposób
przekazał nam ich emocje oraz myśli i potrafi nas nie raz zaskoczyć. Postać
Rosy jest po prostu świetna i w trakcie czytania dowiadujemy się o niej rzeczy,
które naprawdę wprawiają nas w lekkie zdumienie. Jest silna i odważna, potrafi
walczyć o swoje i pokazać pazur. Młoda Alcantara jest zamknięta w sobie i
raczej stroni od ludzi, ale pobyt na Sycylii zdecydowanie temu nie służy.
Dziewczyna musi pokazać na co ją stać i mimo że w wielu książkach można się
spotkać z silnymi i hardymi bohaterkami, tak ta się od nich różni. Dostrzegłam
w niej jakąś iskrę, której wszystkim innym brakowało. Nawet gdybym ustawiła
wszystkie moje ulubionego bohaterki o podobnym charakterze to i jak mimo
podobieństwa Rosa by się wyróżniała. Alessandro początkowo stanowił dla mnie
zagadkę, ale on również nie jest typowym nieziemskim przystojniakiem, który
kradnie serce głównej bohaterce. Jest w nim coś więcej.

„Przebudzenie Arkadii” to wspaniała pozycja, która mnie
całkowicie porwała i oczarowała. Autorowi udało się połączyć w jedną całość dwa
motywy, które uwielbiam. Wątek romantyczny nie przyćmił tego, co najważniejsze,
a jedynie dodał pikanterii i stanowił nieprzesłodzone urozmaicenie idealnie
pasujące do fabuły. Książka jest dopracowana, pełna emocji i zaskakujących
zwrotów akcji. Na pewno nie uda mi się tak łatwo zapomnieć tej historii… ba! Ja
wcale nie chcę o niej zapominać, a już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po
drugą część. Ale… wyobrażacie sobie jakim koszmarem będzie zakończenie całej
trylogii? Ta świadomość, że historia się zakończyła i muszę pożegnać się z
bohaterami i całym tym światem… Ale nie ma się co martwić na zapas, w końcu za
mną dopiero pierwsza część, która otrzymuje ocenę 9/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: