"Pakt złodziejki" - Ari Marmell

http://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/pakt-zlodziejki

Adrienne Satti – brzmi dostojnie, wyniośle, elegancko i… zwiastuje kłopoty! Jej ulubionym przedmiotem jest rapier, na każdym kroku rozmawia ze swoim bóstwem Olgunem i okrada bogatych ludzi. Jednak nie zawsze to tak wyglądało. Nie da się ukryć, że tę dziewczynę ciągnie do takiego życia i jest naprawdę dobra w tym, co robi, ale przecież takie podejście musi mieć swoje korzenie. Wydawałoby się, że Adrienne przyciąga same kłopoty – goni ją gwardia, Gildia Znalazców, a wszystko co złe, jest od razu kojarzone z tą nastoletnią dziewczyną. Czy taka mała i krucha istotka faktycznie może nieść ze sobą tyle problemów? Może! Pamiętajcie, że pozory mylą…

Życie Postrzelonej – bo taki przydomek przybrała Adrienne – to pasmo ucieczek i przemyślanych akcji okradania innych. Jednak nie myślcie sobie, że to jest jedyna rzecz, którą Adrienne się w życiu kieruje. Po głębszej analizie można w niej dostrzec drugie dno – osobę zagubioną, która stara się zrozumieć własne życie i odnaleźć swoje miejsce. Ba! Stara się też chronić tych, na której jej zależy. To właśnie tutaj objawia się jej odwaga. W wielu innych przypadkach natomiast ujawnia się jej zadziorny charakterek i lekka arogancja, czyli cechy, które bardzo lubię u bohaterek płci pięknej – chociaż w przypadku bohaterów płci przeciwnej również. Osobiście podszlifowałabym jej pazura jeszcze mocniej, ale być może to dopiero początek i Adrienne jeszcze pokaże wszystkim na co ją naprawdę stać!

Fabuła nie skupia się tylko na tym, że Postrzelona jest ścigana za swoje przestępstwa. Po jakimś czasie pojawia się tutaj spisek, który zagraża nie tylko głównej bohaterce, ale i jej wiernemu towarzyszowi – Olgunowi. Swoją drogą, skoro już poruszyłam ten temat, to muszę przyznać, że mimo iż nie poznajemy Olguna jako żywej istoty, to jest on stale obecny w tej powieści. Stanowi swego rodzaju zagadkę, ale przywiązanie tej dwójki do siebie jest doskonale widoczne. No i nie ukrywam, że ich „dialogi” bywają zabawne. Zaskoczeniem jest odkrycie tego, kto stoi za całą sprawą – zdecydowanie ciężko się tego domyślić, więc jest to spory plus. W końcu poznanie tożsamości sprawcy już na samym początku odbiera nam całą zabawę!

Muszę przyznać, że całkiem miło śledziło mi się losy głównej bohaterki. Retrospekcje, które przeplatają się z wydarzeniami z chwili obecnej umożliwiają lepsze zapoznanie się z jej życiem i być może ułatwiają zrozumienie dziewczyny, gdyż narracja trzecioosobowa nie do końca na to pozwala. Czytelnik jest zaledwie biernym obserwatorem i ten rodzaj narracji nie ułatwia zżycia się z wiodącym bohaterem. Chwilami jest zabawnie, chwilami przerażająco, a całość wypada nawet ciekawie. Ta historia ma w sobie spory potencjał, trzeba go tylko lepiej wykorzystać i rozbudować pewne elementy. Autor przedstawił w miarę wyraźnie i klarownie świat powieści, ale chwilami miałam trudności, żeby się tam przenieść. Początkowo też nieco gubiłam się w całej historii i trudno było mi się w niej połapać, ale wraz z przewracaniem kolejnych kartek uczucie to gdzieś zniknęło.

Przyznaję, że „Pakt złodziejki” czyta się zaskakująco szybko i lekko. Nawet nie wiem kiedy, a dobrnęłam do ostatniej strony – czas przy niej płynie bardzo szybko. Można się trochę zabawić i rozerwać, chociaż chwilami budzi się w nas lekki strach i niepokój – o Postrzeloną, o jej dalsze losy (bowiem nie raz uległa „turbulencjom”, które nieco ją uszkodziły), o to, co stanie się z jej przyjaciółmi… Ta owiana tajemnicą dziewczyna potrafi sobie zaskarbić sympatię czytelnika, więc oczywiste staję się to, że nie chcemy dla niej źle. Retrospekcje przenoszą nas do różnych etapów jej życia, które nie zawsze było proste i nieskomplikowane. Właściwie… to czy kiedykolwiek w ogóle takie było?

„Pakt złodziejki” to lekka i przyjemna lektura, która ma w sobie sporo dobrego, jednak pozostawia po sobie niedosyt. Zarzuciłabym autorowi, że powinien nieco lepiej przedstawić bohaterów i miejsce akcji, a i popracowanie nad wzbudzaniem w czytelniku ciekawości i odpowiednie stopniowanie napięcia czy też tworzenie punktu kulminacyjnego by nie zaszkodziło. Dodam jeszcze, że nie pojawia się tutaj w sumie wątek miłosny, ponieważ tutaj na pierwszy plan wychodzi spisek, dążenie do poznania siebie i zrozumienie tego, co wydarzyło się w przeciągu kilku lat w życiu Adrienne. Jednym słowem lekturę uważam za udaną.

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...