„Kiedy mówienie prawdy staje się aktem terroryzmu? W którym momencie
kłamstwo staje się aktem litości? Czy okrucieństwem jest powiedzenie rodzicom,
że ich dziecko umrze, nawet jeśli to prawda? Czy uprzejmością jest powiedzenie
ofierze wypadku, że odzyska zdrowie, chociaż wszystkie przesłanki wskazują na
coś innego? Gdzie znajduje się granica między szczerością a szkodą, kłamstwem a
przyzwoitością, dezinformacją a złośliwością? Nie wiem. Nawet najmądrzejsza gra
słów na świecie w żaden sposób nie odpowie na te pytania. Przykro mi. Szkoda,
że nie jest inaczej.”
Ostatnie miesiące były wybitnie dramatyczne dla Shauna Masona.
Już nie jest tym samym Shaunem co kiedyś, jest jego cieniem. Wydarzenia, które
niedawno miały miejsce wywarły na niego ogromny wpływ – i nie ma się co dziwić.
Gdyby spotkało Was to samo co jego, też byście zareagowali podobnie. A może
nawet gorzej? Kto wie, kwestia wytrzymałości i psychiki. Oczywiście w czasach
panowania wirusa nie ma chwili wytchnienia. W drzwiach mieszkania Shauna
pojawia się naukowiec, który zgodnie z doniesieniami prasy jest martwy. A tu
proszę! Na dodatek przynosi ze sobą informacje, które mogą zachwiać światem. No
i wybucha kolejna epidemia… eh, zero chwili spokoju.
„Deadline” to druga część trylogii, której tytuł brzmi „Przegląd
końca świata”. „Feed” było znakomitą lekturą, która do tej pory siedzi mi w
głowie. A druga część nie pozostaje jej dłużna – jestem pewna, że cała seria
będzie mnie prześladować jeszcze przez długi czas… a jak już uda mi się o niej
zapomnieć – w co szczerze wątpię – to na pewno przeczytam ją ponownie. Mira
Grant jest po prostu znakomita w tworzeniu historii pełnej napięcia, emocji,
strachu, a co najważniejsze – historii, która jest niezwykle realistyczna. Wizja
świata, gdzie rozprzestrzenia się zabójczy wirus jest przecież czymś całkowicie
rzeczywistym. Mało to wirusów w dzisiejszych czasach? A kto wie, co czeka nas
za 20-30 lat.
Tym razem narratorem powieści jest Shaun Mason, nie Georgia,
której jednak tutaj nie zabrakło. W końcu… jak mogłaby zostawić swojego brata
bez opieki? Shaun jest równie intrygującą postacią co swoja siostra. Cieszę
się, że mogłam lepiej zapoznać się z jego emocjami, chociaż on sam twierdzi, że
ich nie okazuje. Motywy, które go pobudzają i przemyślenia rozwijające się w
jego głowie są naprawdę świetnie przedstawione. Oczywiście pozostaje też
kwestia pozostałych bohaterów – Becky, Maggie, Alaric, Mahir – każdy z nich
jest na swój sposób inny, ale razem tworzą zgraną ekipę. Mira Grant zadbała o wprowadzenie
różnobarwnych bohaterów, którzy są jak żywi. Można by ich wyciągnąć z kart
powieści i przenieść do normalnego świata – gwarantuję Wam, że byliby bardziej
wyraźni niż niektórzy ludzie.
„Jest jedna rzecz, w którą zawsze będę wierzył – ludzie zawsze
potrafią pogorszyć sytuację. Nieważne, jak jest źle, oni chętnie pogrążą się
nawzajem. Czasami się zastanawiam, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili
zombiakom wygrać.”
Tak na dobrą sprawę, to nie jest taka pospolita książka o
zombie. Może nie przeczytałam ich za dużo, ale "Przegląd Końca Świata" ma w sobie
coś naprawdę wyjątkowego. Tu chodzi o coś więcej niż to, że świat się kończy,
bo mamy apokalipsę zombie. Tutaj chodzi o odkrycie prawdy, o to, że wpływowi
ludzie ją zatajają przed niewinnym społeczeństwem. Walka o przetrwanie, o każdy
dzień i o to, żeby prawda w końcu ujrzała światło dzienne – nie są to banalne i
jałowe tematy. Ta książka naprawdę posiada głębię i jest niesamowicie napisana.
Ogromny potencjał fabuły spotkał się ze znakomitym wykonaniem. Styl pani Grant
jest naprawdę godny podziwu, tym bardziej, że seria ta jest jej debiutem
literackim. Naprawdę chylę czoła za tak dobrą robotę.
Obok tego cyklu nie da się przejść obojętnie. On infekuje
jak wirus! Nie zauważyłam ani jednej wady, a naprawdę potrafię być wybredna.
Ale w tym przypadku się nie da. To porywająca opowieść, której fabuła nie daje spać
po nocach. Rozbudza naszą ciekawość, wzbudza w nas wszelkiego rodzaju emocje –
strach, lęk, niepewność, nadzieję, łzy… Momentami jest lekko humorystyczna, ale
nie da się zapomnieć o powadze sytuacji. Humor humorem, to lekkie rozładowanie
dla bohaterów, ale jednak brutalność świata, w którym przyszło im żyć jest
stale zauważalna. Mira Grant posłużyła się przednimi opisami, aby to wszystko
nam przekazać.
To ten rodzaj książki, która całkowicie pochłania naszą
uwagę i czas. Jeżeli już zaczniemy czytać, to oderwanie się od niej graniczy z
cudem. Wyraźni bohaterowie, kapitalne opisy, spora dawka napięcia i emocji oraz
nieprzewidywalność – Mira Grant całkowicie zawróciła mi w głowie swoją
twórczością. A zakończenie? Mistrzostwo! Nie wiem jak będę w stanie wytrzymać
do premiery „Blackout”… Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach,
wszystko przeżywałam wraz z bohaterami, odczuwałam te same emocje, co oni.
Uwielbiam lektury, które aż tak potrafią mną zawładnąć. Moi Drodzy, to wręcz
niemożliwe – tom drugi okazał się równie dobry jak pierwszy, co w przypadku
serii jest bardzo rzadkie. Nie mam innego wyjścia, jak wystawić ocenę 10/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: