"Tak blisko..." - Tammara Webber


O książce Tammary Webber przeczytałam całe mnóstwo pozytywnych opinii, które zdecydowanie zachęciły mnie do zapoznania się z jej twórczością, chociaż nie byłam do końca przekonana, czy przypadnie mi ona do gustu. Nie należę do wielkich fanów romansów, nadal obstawiam przy fantasy, ale czasami, żeby całkowicie nie ogłupieć, trzeba sięgnąć po coś innego. Tym razem padło na „Tak blisko…”.

Jacqueline zrezygnowała ze swoich marzeń z jednego powodu – chciała być blisko swojego chłopaka. Ich związek trwał od trzech lat, więc nic nie wskazywało na to, że nagle – z dnia na dzień – Kennedy ją zostawi. Niby nic wielkiego, w końcu rzadko kiedy pierwszy związek to ten „na zawsze”. Jednak Jacuqeline musi się teraz zmierzyć z brutalną rzeczywistością – dawni znajomi traktują ją jak powietrze, kierunek studiów nie do końca jej odpowiada, a na dodatek kumpel jej byłego zaczyna ją prześladować – i to dosyć intensywnie. Któregoś wieczoru zostaje przez niego zaatakowana i napastowana, ale pojawia się cud-chłopak i wybawia ją z opresji. Jest typem tajemniczego, niegrzecznego chłopca… nic więc dziwnego, że Jacqueline nie może przestać o nim myśleć.

Tak sobie myślę… ta książka chyba faktycznie nie na darmo została bestsellerem. Jak nie przepadam za romansami, bo większość z nich jest po prostu banalna i przewidywalna do szpiku kości, tak w tym przypadku całkowicie zapomniałam o mojej niechęci. Już od pierwszych stron historia mnie wciągnęła, a ja na swój sposób zżyłam się z główną bohaterką. Książka może i jest nieco przewidywalna, ale mimo wszystko czyta się ją bardzo dobrze. Nie jest kolejną opowiastką o zbuntowanych nastolatkach i ich „trudnym uczuciu”, w której brak głębi i emocji. To opowieść z pasją, napisana niby prostym językiem, jednak brak w nim prymitywnych kolokwializmów, które nie raz już sprawiały, że książka traciła w moich oczach.

Skupmy się teraz na bohaterach. Jacqueline jest właściwie zwyczajną dziewczyną, nie ma w niej nic wyjątkowego. Nie myślcie jednak, że brak jej charakteru czy wyrazistości. Jest w niej coś, co przyciąga. Dziewczyna ma wewnętrzną siłę, niewidoczną nie pierwszy rzut oka. Dodatkowo jest poukładana, ma cel w życiu i nie wie, co to znaczy poddać się. Lucas… bezapelacyjnie najlepsze połączenie wszystkich cech, które powinien mieć mężczyzna idealny – inteligentny, z ambicjami, przystojny, z planem na przyszłość, ale przy tym wszystkim ma w sobie tę nutkę arogancji, niebezpieczeństwa i tajemnicy, które dziewczyny uwielbiają! Bezbłędne wyważenie cech do stanu perfekcyjnej równowagi. Nie ma się co dziwić głównej bohaterce, że tak szybko dała się oczarować – każda dziewczyna zachowałaby się tak samo.

Przez cały czas wyczuwalne jest rosnące napięcie między Jacqueline i Lucasem. Jednak ich uczucie rozwija się stopniowo, a nie z dnia na dzień – to zdecydowanie kolejny plus. Jest dużo bardziej dojrzałe niż mogłoby się wydawać. Magia tych iskierek pojawiających się w każdej scenie z udziałem tej dwójki nieźle zawróci w głowie każdej czytelniczce (bo nie ukrywajmy, faceci po takie książki nie sięgają). Nie czytam zbyt często powieści bez dodatków fantasy czy elementów paranormalnych, a to z jednego głównego powodu – to, co ma miejsce w powieściach obyczajowych bez tych ‘bonusów’, mogę mieć równie dobrze we własnym życiu. Książki czytam po to, aby przeżyć coś niesamowitego i niecodziennego. Jednak powieść „Tak blisko…” czytało mi się naprawdę znakomicie – myślę, że dałam się porwać tej historii, a może nawet nie historii co głównej roli męskiej. Chociaż nie ukrywam, że fabuła jest dobrze skonstruowana, akcja ma dobre tempo, a fakty z życia bohaterów urozmaicają ich romans.

To nie jest książka tylko o miłości. Jest w niej coś więcej – toczenie wewnętrznej walki z samym sobą, unikanie przeszłości, która wpływa nadal na teraźniejszość czy też stawienie czoła wszelkim przeciwnościom i zmierzenie się z rzeczywistością, która zazwyczaj nie jest taka kolorowa, jakbyśmy chcieli. Ekspertem nie jestem w tej dziedzinie, ale to chyba jeden z lepszych romansów dla nieco starszej ‘młodzieży’, spośród tych, które czytałam. Polecam wszystkim dziewczynom, a płeć przeciwna mogłaby ją przeczytać tylko z jednego powodu – aby nauczyć się od Lucasa, jak prawidłowo uwieść kobietę ;).

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...