„Myślę, więc jestem. No, Kartezjusz, toś się, chłopie, ździebko zagalopował.”
Mieliście kiedyś pecha w życiu? A może pech miał Was? Czy pech może kogokolwiek mieć? Otóż może, znam taką jedną Idę Brzezińską… Do niedawna była normalną dziewczyną, której po prostu brakowało odrobiny szczęścia. Nastąpiła kumulacja – Ida zaczęła widzieć duchy. Co za tym idzie – została szamanką od umarlaków – mieszanką medium i banshee. No tak! Jakby mało miała w życiu problemów… Ostatnim razem jej jedno zadanie okazało się być bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. A co spotka ją tym razem?
Jak każda normalna dziewczyna w wieku 20 lat, Ida chce żyć własnym życiem. Nie uśmiecha jej się przeprowadzanie duchów na drugą stronę, nie lubi mieć wizji i pragnie tylko jednego – świętego spokoju. Niestety, ciotka na to nie pozwala, funkcjonariusze z WON-u na to nie pozwalają, a co najważniejsze – duchy dopominają się o swoje. Ida złożyła nieśmiertelną przysięgę, a to zobowiązuje. Sama jednak nie miała pojęcia, na co się porywa… Przyjdzie jej się zmierzyć z Kusicielem, który znany jest również jako Demon Luster. Jeżeli nie uda jej się spełnić przysięgi na czas, Ida się po prostu rozpłynie w nicości…
„Szamanka od umarlaków” wpadła w moje ręce nie tak dawno temu, a historia w niej zawarta gdzieś tam krążyła w mojej pamięci. Niezbyt intensywnie, ale na tyle mocno, że pamiętałam, co przydarzyło się głównej bohaterce. Z chęcią sięgnęłam po kontynuację, ponieważ Martyna Raduchowska posługuje się bardzo lekkim i płynnym językiem, który sprawia, że po prostu strona przelatuje za strona, a my nawet nie wiemy kiedy się to dzieje. Fabuła może nie jest z najwyższej półki, ale „Demon luster” to książka bardziej rozrywkowa, przy której nie trzeba za mocno myśleć i wysilać się, aby zrozumieć, co autor miał na myśli. To prosta lektura, która jednak potrafi czytelnika zabrać do swojego świata na kilka dobrych godzin.
Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie. Ida Brzezińska w tej części stała się dużo bardziej wyrazista, pełna werwy i życia. Polubiłam tę dziewczynę – nie da się ukryć. Uparta i nieco bezczelna, ale potrafi sobie poradzić w trudnej sytuacji. Nie użala się nad sobą zbyt długo, tyko działa. Jednak nic nie pobije mojego uwielbienia do jej ciotki Tekli! Ta kobieta jest tak zabawna i charakterystyczna, że ciężko o niej zapomnieć. Sposób jej wysławiania się nadaje jej jeszcze większej głębi charakteru, co sprawia, że postać ta staje się unikatowa. Pojawia się tutaj kilku bohaterów z poprzedniej części, których nie mieliśmy okazji za dobrze poznać – chociażby Kruchy, który okazał się być całkiem sympatyczny. Przemiłą i przezabawna jest również jego znajoma zwana Kwiatuszkiem czy też Skittlesem – dlaczego? Przekonajcie się sami.
Wątkiem głównym jest zdecydowanie próba dotarcia do Kusiciela, co jest nie lada wyczynem. Ida wie, że sama sobie nie poradzi, ale stale próbuje. Właściwie to nie ma wyboru – nieśmiertelna przysięga zobowiązuje. Dobra konstrukcja wszystkich wątków, umiarkowane tempo i w miarę interesujący rozwój wydarzeń – nudzić się nie nudziłam, a wręcz przeciwnie – z chęcią śledziłam poczynania bohaterów i czekałam na punkt kulminacyjny, w którym wszystko się wyjaśni. Niestety, trochę się zawiodłam, bo liczyłam na większą dawkę akcji i może nieco więcej skomplikowania. Zwiększenie nutki niepewności też by nie zaszkodziło.
Mimo wszystko „Demon luster” to dobra kontynuacja, którą czytałam z przyjemnością. Zapewniła mi sporą dawkę śmiechu i rozrywki, a właśnie o to chodzi w tego typu książkach. To taki poprawiacz humoru umożliwiający przeżycie ciekawej przygody wraz z bohaterami. Przyjemny język i lekkość sprawiają, że naprawdę szybko można przeczytać całą tę powieść, a i mieć z tego dobrą zabawę. Jeżeli ktoś nie czytał pierwszej części, to nie powinien mieć problemu w odnalezieniu się tutaj, bowiem na samym początku dostajemy dosyć obszerne przypomnienie poprzednich wydarzeń. Osobiście jednak wiem z autopsji, że lepiej zaczynać od początku, a nie od kolejnych części cyklu. Polecam twórczość Martyny Raduchowskiej jeżeli szukacie czegoś nieskomplikowanego i zapewniającego dobrą rozrywkę.
Mieliście kiedyś pecha w życiu? A może pech miał Was? Czy pech może kogokolwiek mieć? Otóż może, znam taką jedną Idę Brzezińską… Do niedawna była normalną dziewczyną, której po prostu brakowało odrobiny szczęścia. Nastąpiła kumulacja – Ida zaczęła widzieć duchy. Co za tym idzie – została szamanką od umarlaków – mieszanką medium i banshee. No tak! Jakby mało miała w życiu problemów… Ostatnim razem jej jedno zadanie okazało się być bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. A co spotka ją tym razem?
Jak każda normalna dziewczyna w wieku 20 lat, Ida chce żyć własnym życiem. Nie uśmiecha jej się przeprowadzanie duchów na drugą stronę, nie lubi mieć wizji i pragnie tylko jednego – świętego spokoju. Niestety, ciotka na to nie pozwala, funkcjonariusze z WON-u na to nie pozwalają, a co najważniejsze – duchy dopominają się o swoje. Ida złożyła nieśmiertelną przysięgę, a to zobowiązuje. Sama jednak nie miała pojęcia, na co się porywa… Przyjdzie jej się zmierzyć z Kusicielem, który znany jest również jako Demon Luster. Jeżeli nie uda jej się spełnić przysięgi na czas, Ida się po prostu rozpłynie w nicości…
„Szamanka od umarlaków” wpadła w moje ręce nie tak dawno temu, a historia w niej zawarta gdzieś tam krążyła w mojej pamięci. Niezbyt intensywnie, ale na tyle mocno, że pamiętałam, co przydarzyło się głównej bohaterce. Z chęcią sięgnęłam po kontynuację, ponieważ Martyna Raduchowska posługuje się bardzo lekkim i płynnym językiem, który sprawia, że po prostu strona przelatuje za strona, a my nawet nie wiemy kiedy się to dzieje. Fabuła może nie jest z najwyższej półki, ale „Demon luster” to książka bardziej rozrywkowa, przy której nie trzeba za mocno myśleć i wysilać się, aby zrozumieć, co autor miał na myśli. To prosta lektura, która jednak potrafi czytelnika zabrać do swojego świata na kilka dobrych godzin.
Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie. Ida Brzezińska w tej części stała się dużo bardziej wyrazista, pełna werwy i życia. Polubiłam tę dziewczynę – nie da się ukryć. Uparta i nieco bezczelna, ale potrafi sobie poradzić w trudnej sytuacji. Nie użala się nad sobą zbyt długo, tyko działa. Jednak nic nie pobije mojego uwielbienia do jej ciotki Tekli! Ta kobieta jest tak zabawna i charakterystyczna, że ciężko o niej zapomnieć. Sposób jej wysławiania się nadaje jej jeszcze większej głębi charakteru, co sprawia, że postać ta staje się unikatowa. Pojawia się tutaj kilku bohaterów z poprzedniej części, których nie mieliśmy okazji za dobrze poznać – chociażby Kruchy, który okazał się być całkiem sympatyczny. Przemiłą i przezabawna jest również jego znajoma zwana Kwiatuszkiem czy też Skittlesem – dlaczego? Przekonajcie się sami.
Wątkiem głównym jest zdecydowanie próba dotarcia do Kusiciela, co jest nie lada wyczynem. Ida wie, że sama sobie nie poradzi, ale stale próbuje. Właściwie to nie ma wyboru – nieśmiertelna przysięga zobowiązuje. Dobra konstrukcja wszystkich wątków, umiarkowane tempo i w miarę interesujący rozwój wydarzeń – nudzić się nie nudziłam, a wręcz przeciwnie – z chęcią śledziłam poczynania bohaterów i czekałam na punkt kulminacyjny, w którym wszystko się wyjaśni. Niestety, trochę się zawiodłam, bo liczyłam na większą dawkę akcji i może nieco więcej skomplikowania. Zwiększenie nutki niepewności też by nie zaszkodziło.
Mimo wszystko „Demon luster” to dobra kontynuacja, którą czytałam z przyjemnością. Zapewniła mi sporą dawkę śmiechu i rozrywki, a właśnie o to chodzi w tego typu książkach. To taki poprawiacz humoru umożliwiający przeżycie ciekawej przygody wraz z bohaterami. Przyjemny język i lekkość sprawiają, że naprawdę szybko można przeczytać całą tę powieść, a i mieć z tego dobrą zabawę. Jeżeli ktoś nie czytał pierwszej części, to nie powinien mieć problemu w odnalezieniu się tutaj, bowiem na samym początku dostajemy dosyć obszerne przypomnienie poprzednich wydarzeń. Osobiście jednak wiem z autopsji, że lepiej zaczynać od początku, a nie od kolejnych części cyklu. Polecam twórczość Martyny Raduchowskiej jeżeli szukacie czegoś nieskomplikowanego i zapewniającego dobrą rozrywkę.