W średniowieczu broń stanowiły miecze, potem wynaleziono armaty, potem broń palną – karabiny, pistolety i tym podobne. Dzisiaj to wszystko traci znaczenie przy broni biologicznej. Wszystko może się przy niej po prostu schować, bo wystarczy jeden szybko namnażający się wirus, który spowoduje śmierć milionów ludzi. Jest niewidoczny, szybko się rozprzestrzenia, szybko mutuje… to wszystko sprawia, że mikroorganizmy stają się bronią masowego rażenia.
Mount Dragon jest tajnym ośrodkiem badawczym, oddalonym od cywilizacji o setki kilometrów. Leży w stanie Nowy Meksyk i otoczony jest niczym więcej jak zwykłą pustynią. Pracują tam wielcy uczeni, a do ich grona dołącza Guy Carson oraz Susana Cabeza de Vaca. Ich projekt badawczy może całkowicie zmienić losy ludzkości, jeśli chodzi o choroby. Jeżeli im się uda doprowadzić wszystko do końca, korzyści będą niesamowite. Wiadomo jednak, że inżynieria genetyczna i biotechnologia niosą ze sobą spore ryzyko. W jednej sekundzie wszystko może się wymknąć spod kontroli i doprowadzić do zagłady ludzkości… Co więcej, Guy i Susana odkrywają tajemnice, które faktycznie mogą doprowadzić do zagłady.
Są dwie najistotniejsze rzeczy, które sprawiły, że sięgnęłam po tę książkę. Pierwsza to zdecydowanie nazwiska autorów – uwielbiam tych panów i każdą ich książkę, która do tej pory czytałam. Druga rzecz to tematyka – tajne laboratorium, inżyniera genetyczna, śmiertelne zagrożenie dla ludzkości. Zdecydowanie moja bajka, bo jako przyszły biotechnolog jestem tym zafascynowana. Problem polega na tym, że oczekuję znakomitego przedstawienia procedur oraz nielekceważenia specjalistycznego słownictwa, które idealnie oddaje klimat takich powieści. Wiedziałam, że panowie Preston i Child mnie nie zawiodą, ale nie spodziewałam się, że aż tak mnie zadziwią i oczarują!
Zacznę od tego, co jest dla mnie właśnie najważniejsze – laboratorium Mount Dragon zostało idealnie opisane. Najdrobniejszy szczegół był tutaj świetnie widoczny – wszystkie procedury i zasady BHP, urządzenia i metody obecne w laboratorium, nawet sam wirus. Autorzy nie skąpili także specjalistycznego słownictwa, które jeszcze bardziej pogłębiło klimat całej powieści. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że odwalili kawał dobrej roboty. Nie podeszli do tematu powierzchownie, dopracowali go i na pewno poświęcili temu sporo czasu. Myślę jednak, że było warto, bo efekty są powalające.
Nie jest to powiem książka z cyklu, gdzie bohaterem jest mój ulubiony agent specjalny Pendergast, ale Guy Carson również zyskał moją sympatię. Postacie tworzone przez tych dwóch autorów cechuje to, że są zawzięci i inteligentni, zawsze potrafią wyjść z opresji i poradzić sobie w trudnej sytuacji. Jest tutaj sporo innych osób, które odgrywają znaczne role w całej historii, a każdy z nich jest na swój sposób oryginalny i niepowtarzalny.
Do tej pory przyzwyczaiłam się, że akcja w książkach panów Prestona i Childa biegnie bardzo szybkim tempem. Tutaj nie było tak przez cały czas, jednak z pewnością nie było tutaj nudy. W końcu to bardziej thriller medyczny, a nie powieść sensacyjna. A napięcie, lekka nutka strachu i poczucie niepewności są tutaj jak najbardziej obecne. Ciekawą rzeczą jest to, że nie ma tutaj jednego punktu kulminacyjnego, który zazwyczaj można zauważyć na końcu wielu powieści. Tutaj jest wiele ważnych elementów, które zaważają na dalszym rozwoju wydarzeń. To dzięki temu czytelnik nie popada w melancholię, a jego ciekawość się rozbudza. Wątki poboczne zdecydowanie urozmaicają fabułę. Atmosfera książki jest niesamowita i każdy powinien ją poczuć na własnej skórze.
Pomysł może i nie jest oryginalny, ale za to jakie wykonanie! Genialne! I mówię to ja – przyszły biotechnolog zafascynowany swoimi studiami. Douglas Preston i Lincold Child umocnili swoją pozycję na liście moich ulubionych autorów. Czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Właśnie takie powinny być książki o tej tematyce – szczegółowe, nieprzewidywalne i zaskakujące. Ponownie wielkie uznanie dla autorów za to, że ich kolejne dzieło mnie oczarowało i całkowicie pochłonęło. Wystawiam 9/10.
Mount Dragon jest tajnym ośrodkiem badawczym, oddalonym od cywilizacji o setki kilometrów. Leży w stanie Nowy Meksyk i otoczony jest niczym więcej jak zwykłą pustynią. Pracują tam wielcy uczeni, a do ich grona dołącza Guy Carson oraz Susana Cabeza de Vaca. Ich projekt badawczy może całkowicie zmienić losy ludzkości, jeśli chodzi o choroby. Jeżeli im się uda doprowadzić wszystko do końca, korzyści będą niesamowite. Wiadomo jednak, że inżynieria genetyczna i biotechnologia niosą ze sobą spore ryzyko. W jednej sekundzie wszystko może się wymknąć spod kontroli i doprowadzić do zagłady ludzkości… Co więcej, Guy i Susana odkrywają tajemnice, które faktycznie mogą doprowadzić do zagłady.
Zacznę od tego, co jest dla mnie właśnie najważniejsze – laboratorium Mount Dragon zostało idealnie opisane. Najdrobniejszy szczegół był tutaj świetnie widoczny – wszystkie procedury i zasady BHP, urządzenia i metody obecne w laboratorium, nawet sam wirus. Autorzy nie skąpili także specjalistycznego słownictwa, które jeszcze bardziej pogłębiło klimat całej powieści. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że odwalili kawał dobrej roboty. Nie podeszli do tematu powierzchownie, dopracowali go i na pewno poświęcili temu sporo czasu. Myślę jednak, że było warto, bo efekty są powalające.
Nie jest to powiem książka z cyklu, gdzie bohaterem jest mój ulubiony agent specjalny Pendergast, ale Guy Carson również zyskał moją sympatię. Postacie tworzone przez tych dwóch autorów cechuje to, że są zawzięci i inteligentni, zawsze potrafią wyjść z opresji i poradzić sobie w trudnej sytuacji. Jest tutaj sporo innych osób, które odgrywają znaczne role w całej historii, a każdy z nich jest na swój sposób oryginalny i niepowtarzalny.

Pomysł może i nie jest oryginalny, ale za to jakie wykonanie! Genialne! I mówię to ja – przyszły biotechnolog zafascynowany swoimi studiami. Douglas Preston i Lincold Child umocnili swoją pozycję na liście moich ulubionych autorów. Czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Właśnie takie powinny być książki o tej tematyce – szczegółowe, nieprzewidywalne i zaskakujące. Ponownie wielkie uznanie dla autorów za to, że ich kolejne dzieło mnie oczarowało i całkowicie pochłonęło. Wystawiam 9/10.