„Zbuntowane anioły”
to drugi tom przygód Gemmy Doyle – bohaterki „Mrocznego sekretu”, która odkryła
u siebie magiczne zdolności. Nie ukrywam, że pierwszy tom naprawdę przypadł mi
do gustu. Czytało mi się go wyjątkowo lekko i przyjemnie, polubiłam bohaterkę,
a fabuła mi się spodobała. Nie mogłam zwlekać i bardzo szybko sięgnęłam po
następny tom. Miałam tylko ciche nadzieje, że się nie zawiodę i nie będzie
tutaj spadku formy pani Bray. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Wiecie co?
Przeczytałam tę książkę w parę godzin, bo tak mnie pochłonęła. Nie wiem, co
jest takiego w tej historii, ale naprawdę mnie urzekła. Uwielbiam klimat
XIX-wiecznej Anglii – te wszystkie bale, randki z przyzwoitkami, suknie,
wytrawny język, potajemne schadzki, powozy, maniery… Chyba zacznę czytać więcej
książek osadzonych w tamtych czasach. Dodatkowo Gemma, Felicity i Ann są
przesympatycznymi bohaterkami, z którymi można spędzić bardzo dobrze czas.
Każda jest inna, a jednak potrafią się przyjaźnić i wspierać siebie nawzajem.
Za to należy im się szacunek. W tej części poznajemy je dużo głębiej –
poznajemy ich wewnętrzne demony, rzeczy, których się najbardziej boją, rzeczy,
które najmocniej je prześladują i dręczą.
Tym razem również
muszą rozwiązać tajemnicę magii, międzyświata i Kirke. I w sumie początkowo faktycznie wszystko wydaje się być takie oczywiste i jasne, ale na koniec
okazuje się, że to było zbyt proste, aby było prawdziwe. Zupełnie
niespodziewany zwrot akcji i zaskakujące odkrycie prawdy. Autorka pięknie
uwikłała całą historię w przepowiednię wypowiedzianą przez inną z wizjonerek,
która została uznana za szaloną i przebywała w szpitalu psychiatrycznym. Było
to bardzo logiczny i urozmaicający fabułę zabieg. Poznajemy także więcej
zakamarków międzyświata i istot, które tam mieszkają. I ponownie wszystko
widzimy dokładnie oczami wyobraźni, bowiem autorka nadal posługuje się
doskonałym językiem i przekazuje nam wszystko w doskonały sposób.
Pewnie ciekawi Was
wątek romantyczny – w końcu w samym opisie książki jest wzmianka o romansowaniu
Gemmy z Simonem. Owszem, ma to miejsce, jednak nie jest dominujące. Myślę, że
autorka wprowadziła to, aby był dodatkowy wątek, który miał ukoloryzować całą
opowieść. Jest to oczywiście przyjemne i na swój sposób urocze. W sumie to
przyznam się nawet, że czekałam na wplecenie takiego motywu, bo nieco mi go
brakowało. Jednak nie zapominajmy o Kartiku, jednym z Rakshan, który stale
„prześladuje” Gemmę. Wygląda na to, że tworzy się coś w rodzaju miłosnego
trójkątu… w praktyce to tak nie wygląda. W sumie to chyba dobrze, prawda?
Cieszę się bardzo, że
mogłam powrócić do tej historii. Ponownie dałam się całkowicie porwać przygodom
Gemmy, jej przyjaciółek i ich wyprawom do międzyświata. Urzekł mnie również
klimat XIX-wiecznej Anglii. „Zbuntowane anioły” to świetna kontynuacja
pierwszego tomu, która utrzymuje odpowiedni poziom całej opowieści. Otrzymuje
ode mnie ocenę 8/10, podobnie jak poprzednia część. A teraz nie pozostaje mi
nic innego, jak zabrać się za czytanie trzeciego tomu.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: