„Studnia wieczności”
to ostatni tom cyklu „Magiczny Krąg”. Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa, jak
zakończą się losy Gemmy, Felicity i Ann. Zabrałam się za jej czytanie tuż po
zakończeniu „Zbuntowanych aniołów”, a wiedziałam, że lektura mi trochę zapewne
zajmie, bowiem ta część liczy sobie ponad 750 stron! A jednak było zupełnie
inaczej – pochłonęłam ją w parę godzin, bo na nowo dałam się porwać tym
cudownym przygodom.
„Studnia wieczności”
to świetna kontynuacja dwóch pozostałych części. Dzieje się naprawdę mnóstwo, a
i w końcu wyjaśniają się losy naszych bohaterek i zaczyna kształtować się ich
przyszłość. Biorą życie w swoje ręce i zaczynają podejmować znaczące decyzje –
nawet nieśmiała i zamknięta w sobie Ann. Znalazły się nawet nieoczekiwane
zwroty akcji, a także momenty, podczas których niesamowicie wzrastało napięcie.
Nawet nie byłam do końca pewna, jak to wszystko się zakończy. Taka lekka nutka
nieprzewidywalności nieźle mieszała mi w głowie. W sumie ciężko mi napisać
cokolwiek więcej, bo poza przygodami bohaterów, nic się nie zmieniło – ten sam
język, który nie jest najwyższych lotów, ale na pewno nie łapie się też na te
najniższe. Myślę, że idealnie dobrany do całej historii. Te same piękne,
dokładne i szczegółowe opisy, dzięki którym przeżywamy każdą chwilę wraz z
Gemmą, a całe otoczenie jest w naszej wyobraźni znakomicie widoczne.
Autorka bardzo
umiejętnie przeplata codzienne życie Gemmy z międzyświatem, który w tej części
poznajemy jeszcze lepiej. Rozwinął się też nieco wątek romantyczny – co w sumie
było do przewidzenia. Ja byłam bardzo zadowolona z obrotu spraw, chociaż początkowo się bardzo denerwowałam
zachowaniem tej dwójki zakochanych, którzy niby lgną do siebie, a za chwilę
jedno odpycha drugie. Nie mogę także nie wspomnieć o zakończeniu, które
doprowadziło mnie do łez. Miałam nadzieję na coś zupełnie innego, na taki
typowy, schematyczny happy end, który idealnie by zwieńczył serię.. chociaż kto
wie? Może by tak wcale nie było… Otrzymałam, co otrzymałam, nie uważam tego za
wadę, wzruszyłam się, nieco ucieszyłam, nieco zasmuciłam. Więcej nie zdradzę.
Jestem przekonana, że
bardzo miło będę wspominać serię Libby Bray. To przepiękna historia o
przyjaźni, miłości, dojrzewaniu, walki o samego siebie i podejmowaniu ważnych
decyzji. Realia wiktoriańskiej Anglii połączone z magiczną krainą pełną
tajemniczych stworzeń. Z pewnością wszystkie trzy tomy zapewniają sporą
rozrywkę, trochę emocji i niekiedy dawkę śmiechu. Znajdziemy w niej kilka
życiowych lekcji, ale przede wszystkim przeżyjemy cudowną przygodę. Nie jest to
może literatura z najwyższej półki, ale potrafi wciągnąć czytelnika. Osobiście
polecam, a „Studnia wieczności”, podobnie jak jej poprzedniczki, otrzymuje
ocenę 8/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: