„Witaj w naszym
świecie – westchnęła Anna. –Wiedźmy, wilkołaki i inne nocne potwory.”
Oto w końcu
doczekałam się – zapoznałam się z twórczością Patrici Briggs, na co czekałam
już od jakiegoś czasu. Teraz nadarzyła się okazja. Na półce bądź co bądź
czekają trzy tomy serii z Mercedes Thompson, ale ja zaczęłam od „Wilczego
tropu”, który jest pierwszą książką cyklu Alfa i Omega. Powiem szczerze, że nie
wiedziałam, czego mam się spodziewać, bo tej autorce, ale byłam bardzo
pozytywnie nastawiona do książki. Może nawet zbyt pozytywnie, bo teraz mam
mieszane odczucia. Ale po kolei…
Dlaczego mam mieszane
uczucia? Bo z jednej strony książka faktycznie niesamowicie przypadła mi do
gustu i spędziłam z nią znakomicie czas. Z drugiej strony czuję jakiś niedosyt,
zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że krzyknęłabym „WOW!”. Nie chcę żebyście
mnie źle zrozumieli, to nie sprawia, że książka jest zła. Myślę po prostu, że
podeszłam do czytania zbyt entuzjastycznie, ze zbyt wielkimi i wygórowanymi wymaganiami. Tak mi się
czasami zdarza. Mimo tego bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się przeczytać
jakąś książkę pani Briggs i jestem przekonana, że zostanę fanką jej twórczości.
Poza tym byłam już tak wygłodniała jeśli chodzi o urban fantasy, że po prostu
ta powieść przyniosła mi niesamowitą ulgę.
Bardzo podobało mi
się to, że doskonale poznałam zasady wilków i ich hierarchię. Dodatkowo nigdy
nie spotkałam się z czymś takim jak Omega, więc plus za oryginalność w moim
przypadku. Podobało mi się
wplecenie wątku wiedźm. Ogólnie ciężko znaleźć coś,
co by mi się nie podobało jakoś wybitnie, drobne niedociągnięcia to coś innego
i do nich przejdę za chwilę. Zaskoczył mnie zdecydowanie jeden zabieg – kończy
się jeden motyw, rozpoczynamy drugi. Zdecydowanie zaskakujące i
nieprzewidywalne, z resztą jak i cała fabuła. Lubię czytać książki, kiedy nawet
nie domyślam się, co wydarzy się, gdy przewrócę kartkę. Ciężko było mi się
trochę przyzwyczaić do Anny, gdyż w urban fantasy spotykałam do tej pory
odważne, silne bohaterki, a Anna jest nieco inna. Jednak myślę, że w kolejnych
częściach wzrośnie jej temperament i pokaże pazur, bo i tutaj w pewnych
miejscach się przejawiał. Urzekł mnie natomiast Asil i jego historia – piękna i
wzruszająca, a sam wilk jest bardzo intrygującą postacią.
Te drobne
niedociągnięcia… w sumie nie jest ich zbyt dużo. Momentami miałam wrażenie, że
w fabule panuje chaos, ale jak się faktycznie dobrze wczujemy w historię, to
nie będzie z tym problemu. Momentami zabrakło mi bardziej szczegółowych opisów,
ale też nie odczułam tego zbyt boleśnie. Początkowo też zawadzała mi jedna
rzecz – mianowicie, że wątek miłosny się nie rozwijał stopniowo. To zawsze mnie
bardzo denerwuje, że od razu mamy wielką miłość na wieki, a bohaterowie dopiero
co się poznali. I niestety tutaj nie znajduję żadnego wytłumaczenia i taryfy
łagodzącej, ale jakoś udało mi się przez to przebrnąć. Tym bardziej, że w sumie
miłość nie jest tutaj przesłodzona, cukierkowa i nie dominuje nad resztą
fabuły.
Powiem Wam jednak, że
te drobne niedociągnięcia w ogóle mi nie przeszkadzały w trakcie czytania i
szybko o nich zapominałam. Odpływały gdzieś w dal, bo przeważające plusy je
zaćmiły. Jeżeli macie ochotę na bardzo dobre urban fantasy, z szybko
rozwijającą się akcją i interesującą fabułą, która nie pozwoli Wam się nudzić,
to zdecydowanie polecam Wam „Wilczy trop”. Uważam, że stanowi on świetny wstęp
do nowej serii autorki i jestem bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów.
Wystawiam 7,5/10.
A jeżeli ktoś ma ochotę, to klikając w obrazek poniżej, może przeczytać fragment "Wilczego tropu" : )
A jeżeli ktoś ma ochotę, to klikając w obrazek poniżej, może przeczytać fragment "Wilczego tropu" : )