Oczywiście do
przewidzenia było to, że jak tylko wydawnictwo Rebis wyda kolejną książkę pana
Philip’a K. Dick’a, to nie przejdę obok niej obojętnie. Tak też się stało. Gdy
dorwałam w swoje łapki „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”, to rzuciłam
wszystko, byle żeby się zabrać za czytanie. Trochę dziwny wydał mi się tytuł,
ponieważ jakoś zupełnie nie pasował mi do twórczości mojego ulubionego autora,
jednak pamiętałam, że to pan Dick, a więc tutaj wszystko może być dziwne i
niepasujące…
Zawsze ciężko mi się
zabrać za pisanie recenzji książek tego autora. Ciężko, ponieważ to nie są
zwyczajne powieści, w których można opisać przyjaznych bohaterów, przepiękne
tło historii czy inne tego typu rzeczy. Każda z książek tego autora jest inna,
a jednocześnie coś je łączy. Łączy je to, że wprawiają czytelnika w dziwny stan
– jakby słowa na papierze miały w sobie hipnotyczne działanie, które przenosi
nas do innej czasoprzestrzeni. Tym razem znowu dałam się całkowicie ponieść
lekturze, nie liczyło się nic, co znajdowało się obok, bo i tak nawet nie
wiedziałam, co się ze mną dzieje. Chyba podobnie jak sam bohater powieści… To
właśnie uwielbiam w książkach tego pana – sprawia, że dzieją się ze mną
niepowtarzalne rzeczy, jego książki działają na mój umysł jak żadne inne. A
każda z nich jest na swój sposób oryginalna i niebanalna.
Poza Jason’em
Taverner’em jest tu także sporo innych bohaterów. Ważną postacią jest Felix
Buchman, policjant, który w pewnym stopniu zajmuje się sprawą Taverner’a.
Ogólnie musiałabym Wam zapewne wytłumaczyć, że świat stworzony przez Dick’a
jest zupełnie inny od tego, w którym żyjemy. Typowe science-fiction, latające
samochody, chipy itd. Dlatego metody tamtejszej policji są również inne, a
ucieczka przed nią jest praktycznie niemożliwa. Jednak wracając do Buchman’a…
ciekawa postać, której osobowość zdaje się być jeszcze bardziej oryginalna niż
Taverner’a. Jednak najbardziej do gustu przypadła mi Katherine Nelson, która
pomogła muzykowi w bardzo dużym stopniu. Chociaż Dick i tak nigdy nie oszczędza
swoich bohaterów, więc stało się, co się stało.
Cóż ja mogę jeszcze
napisać? Myślę, że każdy, kto choć trochę twórczością tego człowieka się
interesował, ale jeszcze się z żadnym jego dzieleniem nie zapoznał, słyszał, że
styl autora jest dosyć specyficzny. Nie wiem, czy każdy byłby w stanie go
polubić, ale jedno jest pewne – jego książki należy czytać od początku do
końca. Nie warto robić sobie przerwę, bo wtedy cały czar pryska. A tak to nie
dość, że jesteśmy zupełnie gdzieś indziej, to całą historię widzimy tak
dokładnie i szczegółowo, jakbyśmy oglądali film. Bardzo lubię też przedmowy,
które znajdują się na początku każdej książki Dick’a, chociaż zawsze czytam je
na koniec, bo boję się, że dowiem się zbyt dużo z fabuły.
Oryginalna,
niepowtarzalna, nieprzewidywalna, wciągająca i… dziwna. Te 5 słów znakomicie
oddaje charakter książki „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”, ale i także
każdej innej powieści tego autora. Nigdy chyba nie powiem na niego złego słowa,
bo naprawdę pokochałam jego twórczość całą sobą, a każda kolejna pozycja mnie w
tym przekonaniu utwierdza. Znakomita powieść, która zawsze daje mi to
niesamowite uczucie, które nie towarzyszy
mi przy żadnej innej lekturze. Zdecydowanie polecam, nawet na pierwsze
spotkanie z autorem, mam nadzieję, że pokochacie jego książki tak samo, jak ja!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: