W każdym społeczeństwie są różni ludzie. Jedni są dobrzy,
uprzejmi i pomocni. Inni wredni, egoistyczni i niewidzący nic poza czubkiem
własnego nosa. Są tacy, którzy przestrzegają prawa, trzymają się zasad i
prowadzą spokojne, ułożone życie. Są również ich przeciwieństwa – szemrane
interesy, łamanie zasad, problemy z prawem. Jednym słowem są ludzie porządni i
Ci nieco… mniej porządni. Taka kolej rzeczy, ale może wszystko jest tylko
kwestią perspektywy.
Wiecie… mam bardzo mieszane odczucia, co do tej książki. W
ogóle nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością Martina Amisa, więc była
to dla mnie zupełna nowość. Jednak jego charakterystyczny i nieco specyficzny
styl niezbyt przypadły mi do gustu. Myślę, że to indywidualna kwestia każdego,
czy się w tym odnajdzie czy też nie, ja nie potrafiłam się wczuć w klimat całej
historii. Mimo wszystko opis i fabuła są na swój sposób intrygujące, chociaż
wykonanie urzekło mnie już znacznie mniej. W ogóle wiele rzeczy mnie po prostu
zniesmaczyło, chociażby zachęcanie nastoletniego dzieciaka (Des nawet nie ma 16
lat ukończonych) do sypiania ze wszystkimi kobietami, oglądania filmów
pornograficznych, noszenia noży.. Ja wiem, że świat idzie do przodu, ale chyba
nie powinien iść w tym kierunku. Podobnie jak w ogóle przedstawienie całej tej
rodzinki… wnuczek sypiający ze swoją babcią, która ma 39 lat i urodziła już 7
dzieci… Po prostu brzmi to zbyt abstrakcyjnie i jak na mój gust autor po prostu
przesadził.
Patrząc jednak obiektywnie, muszę przyznać, że autor bardzo
dopracował swoje dzieło. Bardzo dobrze opisał świat powieści, przez co wszystko
jest bardzo dobrze widoczne, jasne i klarowne. Podobnie z kreacją bohaterów –
są całkiem nieźle przedstawieni, a każdy z nich to inna osobowość. W ogóle
myślę, że pan Amis chciał faktycznie poruszyć dosyć powszechny temat czy też
problem i udało mu się to, ale zrobił to w sposób mniej dokumentalny, a
bardziej rozrywkowy. Książka jest taka typowo życiowa – bez elementów
mistycyzmu czy nadprzyrodzonych zjawisk. Życie bohaterów toczy się swoim
tempem, jest trochę patologiczne, ale w sumie właśnie tego dotyczy ta powieść.
Na okładce, która nie jest jakoś szczególnie urocza, jednak
do książki chyba pasuje, możemy przeczytać hasło „mistrz ironicznej prozy”…
faktycznie, coś tym jest. Myślę, że fani autora będą zadowoleni, co do osób
takich jak ja, które nie miały z nim jeszcze styku, nie mam tej pewności.
Spróbować zawsze możecie, ja nie ukrywam, że książka po prostu mnie do siebie
nie przekonała i do mnie nie trafiła. Jednak pamiętajmy, że różne bywają gusta,
a nuż ktoś się skusi i zobaczy w niej coś więcej niż ja. Tak więc decyzję o
przeczytaniu tej historii pozostawiam tylko i wyłącznie Wam samym.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: