Rytm księżyca jest
wielką potęgą. Podczas Nowiu demony rosną w siłę, dlatego stale ćwiczy się
wojowników, którzy mogliby chronić wioskę i ludzi przed ich niszczącym
działaniem. Walka ta nie jest łatwa, wymaga uwagi, sprytu, praktyki, odwagi i
siły. Ludzie mają 30 dni, aby się przygotować do kolejnej napaści. Jest tylko
dwójka mężczyzn, która może położyć kres tym atakom. Jednakże najpierw muszą
pokonać demony, które siedzą gdzieś głęboko w nich samych, bo inaczej nic z
tego nie wyjdzie.
Do tej pory w swoim
krótkim życiu nie spotkałam się z twórczością Petera Breta, więc nie miałam
pojęcia, czego się spodziewać. Nie czytałam żadnej książki tego pana, mimo że
wiele z nich opanowało księgarskie rynki na całym świecie. Stał się jednym z
bardziej znanych autorów, którego dzieła zyskują rzesze fanów. A jak to było ze
mną?
W sumie mogłabym
podzielić tę powieść na trzy zasadnicze części, które są ze sobą połączone
wydarzeniami, bohaterami i historią. Początkowo poznajemy losy Arlena i jego
narzeczonej Renny – ta dwójka walczy z demonami spotykanymi na swojej drodze do
Zakątka. Bardzo przyjazna i oddana sobie para, których miłość nie dominuje w
powieści, ale stanowi ładne dopełnienie ich przygód. Następnie poznajemy losy
młodej Inevery, która zostaje zabrana spod opieki matki i zaczyna się szkolić
na Dama’ting – kobietę o wielkich
wpływach, oblubienicę Everam’a. Rzecz wręcz nieprawdopodobna, żeby dziewczyna
spoza swojego pawilonu. Jednakże magiczne kości pokazały, że Inevera będzie
kimś wielkim i potężnym. Jej droga nie jest łatwa, inne niedama’ting patrzą na nią z wrogością i tylko czekają aż się
potknie. One były szkolone od małego, ona musi wiele nadrobić. Jednakże ze
swoją siłą i zaparciem walczy z nieprzychylnością innych i dąży do osiągnięcia
celu. Trzecia część to wydarzenia tuż rozgrywające się tuż przed nowiem, gdzie
poznajemy wielu innych bohaterów. Można się w nich nieco pogubić, gdyż jest ich
naprawdę sporo, ale gdy się skupimy, to spokojnie sobie z tym poradzimy.
Autor znakomicie
przedstawił świat powieści – ludzi, miejsca, hierarchię, magię, demony – jednym
słowem wszystko, co tyczy się tego magicznego kraju. Zdecydowanie widać tutaj
kunszt pisarski autora – nie znajdziecie tu prymitywnych opisów czy dennych
wypowiedzi. Język jest piękny i dojrzały – podobnie jak cała historia. Wszystko
jest bardzo dobrze dopracowane, ale mimo wszystko trzeba skupić się na
lekturze, żeby się nie pogubić w akcji i wszystko dobrze zrozumieć. Nie jest to
znowu takie trudne, ponieważ powieść jest wciągająca i porywa czytelnika. Akcja
może nie toczy się wybitnie szybkim tempem – powiedziałabym nawet, że rozwija
się bardzo powoli i dokładnie, brakowało mi też wzrastającego napięcia czy też
„porządnego kopa”, ale odczuwam dziwne wrażenie, że to po prostu byłoby tutaj
nie na miejscu. Umiarkowanie jest jedną z cech tej powieści i myślę, że mimo
wszystko, idealnie do niej pasuje. W tym przypadku jest to plus, ponieważ
możemy się lepiej zagłębić w książkowy świat i zyskać więcej przyjemności z lektury.
Fanom cyklu nie ma co
tej pozycji polecać, bo na pewno przeczytają i będą zachwyceni. Trochę ciężko
mi też polecać ją osobom, które nie czytały tomu pierwszego i drugiego, chociaż
ja również się do nich zaliczam. Pewnie w swoim czasie nadrobię poprzednie
części i bardzo możliwe, że stanę się fanką tego cyklu, gdyż spędziłam z tą
pozycją bardzo miłe chwile. Najbardziej do gustu przypadła mi historia Inevery,
ale i cała książka jest naprawdę bardzo dobrą powieścią. Jestem przekonana, że
każdy znajdzie w niej coś dla siebie, a osoby lubiące dłuższe powieści – nie te
proste i lekkie na jeden wieczór – będą bardzo zadowolone. Czy przeczytacie tę
część, czy jednak zaczniecie od początku, to już Wasz wybór, ale uważam, że
naprawdę warto się zapoznać z twórczością pana Brett’a.
A tu proszę Was bardzo macie zwiastun tej milutkiej książki :D