Elżbieta Batory to
jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci historycznych. Była nazywana
Krwawą Hrabiną z Czachtic – od nazwy zamku, w którym mieszkała. Źródła mówią,
że uchodziła za kobietę piękną i inteligentną, jednakże porywczą, gniewną i
agresywną. Już jako dziecko była świadkiem wielu egzekucji, co mogło wpłynąć na
jej charakter i sposoby rozwiązywania problemów. Sadyzm stał się jej znakiem
rozpoznawczym, a z czasem zaczęło się pojawiać coraz więcej niedomówień –
kąpiele w krwi dziewic, maltretowanie niewinnych kobiet, brutalne i tajemnicze
morderstwa.
„Pani na Czachticach”
to powieść oparta na życiu Elżbiety Batory, „krwawej grafki”. Powstała na
podstawie wielu dokumentów i zeznań. W związku z tym, że uwielbiam historyczne
kontrowersje, musiałam sięgnąć po tę powieść. Do czytania tej książki
podchodziłam z ogromnym entuzjazmem, będąc jeszcze pod urokiem dzieła „Wład
Palownik. Prawdziwa historia Drakuli”. Początkowo mój entuzjazm się utrzymywał,
ale potem zaczął nieco spadać, ponieważ nie otrzymałam tego, co sobie
wyobrażałam.
Głównym wątkiem jest
oczywiście „biografia” Batorównej, ale pan Niznansky wprowadził wiele innych
wątków, które zapewne miały urozmaicić fabułę. Owszem, to im się udało, jednak
momentami odczuwałam wrażenie, że przyćmiewały swoją obecnością to, co powinno
być na pierwszym miejscu. Jednak mamy tutaj wątek Fick’a, który stara się
przypodobać swojej Pani, ale jest również egocentrykiem i samolubem, który chce
zapewnić sobie jak najlepszy byt. Mamy kilka historii miłosnych, które owszem,
bywają momentami wzruszające, ale brakuje w nich „tego czegoś”. Po prostu brak
mi w nich głębszych doznań i emocji. Mimo to, ich obecność sprawia, że
czytelnik nie nudzi się jednym motywem, a ma także okazję poznać wielu
ciekawych bohaterów.
Język powieści nie
wyróżnia się niczym szczególnym – prosty i przyjemny. Dobrą rzeczą są przypisy,
które wyjaśniają nam pewne pojęcia, czy dają blade pojęcie o pewnych
osobistościach wspomnianych w tekście. Książka potrafi nas na swój sposób wciągnąć
i zaciekawić – w końcu, gdyby było inaczej, to zapewne nie doczytałabym jej do
końca. Ma pewien swój urok, który sprawia, że czytamy i czytamy, a kartki lecą
i lecą. Teraz może powiem coś, co niektórych zdziwi, ale bardzo żałuję, że
autor nie pokusił się o opisy tortur dokonywanych na młodych dziewczynach.
Otrzymałam je dopiero na sam koniec, w spowiedziach poszczególnych bohaterów. Wiem,
że większość osób nie przepada za wielkim rozlewem krwi i opisami okrucieństw,
ale uważam, że to by tej książce dodało niesamowitego charakteru! W końcu
Elżbieta Batory nie była potulnym barankiem, więc jej biografia, nawet
zbeletryzowana, powinna być mocna i krwawa – tak jak ona sama. O tym autor
niestety zapomniał.
Mimo wszystko czytało
mi się tę książkę całkiem przyjemnie. Nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Czy się
zawiodłam? To chyba tylko i wyłącznie ze względu na moje wizje całej historii,
przez które nie chciałam dopuścić do siebie innych możliwości. Powieść ma swoje
plusy i minusy, jak wszystko zresztą, ale myślę, że warto się z nią zapoznać.
Chociażby z czystej ciekawości. Z pewnością znajdą się osoby, które lubią taki
styl, narrację i poruszone w niej wątki. Starałam się przedstawić ją
obiektywnie, ponieważ wiem, że każdy może oczekiwać od niej czegoś innego.
Podsumowując: książka jest dobra, co mam jej do zarzucenia to mam, ale cieszę
się, że ją przeczytałam i przekonałam się o niej na własnej skórze. Jeżeli
jesteście nią zainteresowani to śmiało, czytajcie, ponieważ w inny sposób nie
dowiecie się, co Wam autor zaoferował.
Za książkę serdecznie dziękuję: