Znacie takich ludzi,
którzy są bardzo uparci i biorą na siebie do zrobienia rzeczy momentami
niemożliwe? Nie zbaczają na to, że może im się stać coś złego, nie przyjmują do
wiadomości, że może im się nie powieść. Skoro postawili sobie cel, to jasno do niego
dążą i nie mają zamiaru się poddawać. Ale mimo wszystko człowiek nie powinien
być sam w takich sytuacjach, więc dlatego lepiej mieć ze sobą przyjaciół. W
końcu jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
„Królestwo cieni” to
już druga część trylogii Moorehawke. Pierwsza część, czyli „Zatruty tron”
bardzo przypadła mi do gustu, więc i kolejną musiałam przeczytać. Czy utrzymała
ona poziom swojej poprzedniczki? Zdecydowanie tak, a mogłabym się nawet pokusić
o stwierdzenie, że ją nieco przebiła.
Ta część obfituje w
wiele przygód trójki głównych bohaterów. Wraz z nimi wędrujemy po lasach,
zatrzymujemy się w karczmach i walczymy z wrogami. Wiele rzeczy jest dla nas
nowych – choćby obyczaje Merronów. Stopniowo poznajemy je wraz z Wynter i
Razim, i myślę, że reakcja wielu czytelników będzie podobna jak tej dwójki.
Ogólnie muszę powiedzieć, że kultura tego plemienia została bardzo ciekawie i
dokładnie opracowana przez autorkę. Mamy nawet obcy język, w którego rozumieniu
pomaga nam słowniczek na końcu książki. Ten zabieg sprawił, że faktycznie mamy
wrażenie, że poznajemy obcy lud i staramy się zrozumieć ich życie i poglądy.
Wszelakie opisy
miejsc oraz sytuacji są szczegółowe i napisane w bardzo przyjemny sposób.
Przenoszą nas one do świata powieści, który bardzo mi przypadł do gustu już w
pierwszej części. Jest fascynujący i różnorodny. Dodatkowo poznajemy tutaj
coraz więcej faktów z życia bohaterów, wiele z nich wzbudza nas współczucie, a
łza kręci się w oku. Są one bowiem wzruszające i pełne emocji. Dzięki nim
jeszcze bardziej można polubić Raziego, Wynter czy Chrisa. W sumie nie wiem jak
można by ich nie lubić! Wynter jest dzielna, pewna siebie i odważna jak na
15-latkę. Dodatkowo stara się być zaradna i opiekuńcza. Razi jest honorowy,
momentami porywczy, ale na pewno litościwy i sprawiedliwy. Natomiast Chris to
tego typu bohater, który może skraść serce wielu czytelniczkom.
Znalazły się tu
momenty zaskakujące, chociaż nie było ich może za wiele. Akcja jest bardzo
płynna, ma umiarkowane tempo. Napięcie wzrasta co jakiś czas, żeby wzbudzić w
nas jeszcze większą ciekawość i urozmaicić powieść. Książkę czyta się
niesamowicie szybko, może to sprawka przyjaznego języka, a może tego, że fabuła
jest nieziemsko wciągająca! Gdy zaczęłam czytać, to oderwałam się tylko na
chwilę, żeby wypić herbatę, a tak to nie było opcji, żebym przestała. W sumie
mamy tutaj 500 stron pięknych emocjonujących przygód, więc jest co czytać. Poza
tym zapewniam Was, że wiele rzeczy poczujecie na własnej skórze!
Z czystym sumieniem
mogę polecić zarówno tą część jak i poprzednią, o ile ktoś jeszcze nie czytał.
Ta seria jest naprawdę cudowna i warto ją przeczytać! Nie mogę się już
doczekać, kiedy sięgnę po trzecią część, chociaż pewnie będę rozpaczać, że to
już koniec…
Za książkę serdecznie dziękuję: