„Starałam się nie
uderzyć do tylko dlatego, że mogłam to zrobić. Oddychaj, myślałam, oddychaj,
nie możesz go znokautować tylko dlatego, że jest idiotą. Właściwie mogłam, ale
gdybym miała robić to każdemu napotkanemu idiocie, moja droga usłana byłaby ciałami.”
Oto cytat z książki „Bogowie muszą być szaleni”. Nie da się ukryć, że od razu
przyciąga uwagę, prawda? Zatem pozwólcie, że przedstawię Wam Dorę Wilk!
Dora Wilk jest
wiedźmą i to nie byle jaką – jest naprawdę dobrą wiedźmą, której zależy na
swoich bliskich, na pokoju i porządku. A jej umiejętności z dnia na dzień są
coraz bardziej zadziwiające, nawet dla niej samej. Musi odkryć swoje
pochodzenie, a jakby tego było mało, to przed
nią kolejna porcja kłopotów, które namnażają się w zastraszającym tempie.
Jednak kto ma im sprostać, jak nie panna Wilk?
Przyznam się
uczciwie, że nie czytałam wcześniejszego tomu przygód Teodory, ale nie
przeszkodziło mi to odnaleźć się w tej części, którą jestem naprawdę mile
zaskoczona! Bałam się, że nieznajomość wcześniejszych elementów historii
sprawi, że będę się czuć zagubiona, a jednak było zupełnie inaczej. Świat
głównej bohaterki pochłonął mnie całkowicie już od pierwszych stron! Zresztą…
nie ma się co dziwić. Z jednej strony sprawia on wrażenie zupełnie paranormalnego,
a z drugiej zupełnie rzeczywistego – oba te światy zlewają się w jeden, który
dla czytelnika staje się bardzo realistyczny. Można się po prostu poczuć,
jakbyśmy czytali coś, co naprawdę gdzieś w tym momencie się dzieje. Autorka
naprawdę nieźle się tutaj spisała, zostałam wessana do świata wiedźm, diabłów,
aniołów i innych paranormalnych stworzeń. Pomysł uważam za bardzo dobry, może
spotykany już wcześniej, ale dla mnie było tutaj coś innego i świeżego – nie
określę konkretnie co, bo nie jestem w stanie, ale myślę, że każdy, kto po nią
sięgnie poprze mnie w tej kwestii.
Miałam Wam
przedstawić główną bohaterkę… już to robię. Otóż Dora jest niesamowitą kobietą!
Zalicza się do tego typu bohaterek, które lubię najbardziej. Jest pewna siebie,
odważna, pyskata, uparta, potrafi walczyć o swoje, a przy tym wszystkim potrafi
również obdarzyć kogoś miłością, zaufaniem i przyjaźnią. A na dodatek ma u
swego boku dwóch przystojniaków – czarującego anioła i gorącego diabła. W sumie
początkowo ten trójkąt mnie nieco zdziwił, wydawał mi się nie na miejscu, a
momentami nieco przesłodzony, ale było to tylko pierwsze wrażenie i myślę
teraz, że było mylne. Potem wszystko się w miarę wyklarowało, a prawda taka, że
tej trójki nie da się nie polubić! Podobnie jak pobocznych bohaterów, takich
jak Leon czy Luc.
Wspomnę co nieco
jeszcze o języku powieści. Jest zrozumiały, przyjemny i idealnie dopasowany do
tematyki historii. Niektóre opisy są bardzo rozległe, ale nie zanudzają
czytelnika – dają nam po prostu lepszy obraz sytuacji oraz odczuć Dory. Akcja
płynnie dość szybkim tempem, ale mamy także chwile wytchnienia, które pozwalają
nam przeanalizować sytuację. Czasami tylko wydawało mi się, że wszystko jest
zbyt proste i banalne, myślę, że autorka mogła zbudować nieco więcej napięcia i
wzbudzić w czytelniku większą ciekawość, chociaż nie ukrywam, że mnie i tak
zainteresowała. Znajdziemy tutaj także pewną ilość emocji, przyznam się, że pod
koniec łezka zakręciła mi się w oku… i to nie jedna. Autorka zdecydowanie
potrafi wprowadzić zaskakujące zwroty akcji.
Książkę zdecydowanie
polecam fanom urban fantasy, którzy lubią także lekką nutkę romansu i
tajemnicy. Jestem bardzo zadowolona, że w Polsce też powstają takie powieści,
które podobają mi się na skalę bestsellerowej serii Richelle Mead o Georginie
Kincaid. Spora dawka humoru, śmiechu, płaczu, wzruszenia i tajemnic, z których
nie wszystkie zostały ujawnione. Bardzo przyjemna i lekka lektura, ale nie
dajcie się zwieść – wcale nie należy do tych prymitywnych historii, przez które
nie da się przejść, bo nas zanudzają i odechciewa nam się czytać – tutaj wręcz
przeciwnie, chcemy więcej i więcej!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję: